Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Komunistyczne i antysemickie źródła krytyki Izraela

Sueddeutsche Zeitung


29-07-2011 / AP

 Podejmowana przez niemiecką lewicę krytyka Izraela i wezwania do bojkotu towarów izraelskich mają charakter antysemicki i zakorzenione są w marksistowskiej nienawiści do Żydów – dowodzi publicysta Joachim Käppner.


 Po wojnie kilka tysięcy niemieckich Żydów, głównie związanych wcześniej z ruchem komunistycznym, zdecydowało się wrócić na tereny radzickiej strefy okupacyjnej, biorąc za dobrą monetę deklaracje nowo powstałej Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec, że "wytępi faszyzm z korzeniami". Wśród powracających znaleźli się Ernst Bloch, Helene Weigel, Stefan Heym, Anna Seghers, Albert Norden i Alfred Kantorowicz. Większość gorzko pożałowała swojej decyzji. 

W 1988 roku Erich Honecker zapewniał żydowskich gości zgromadzonych w siedzibie Rady Państwa z okazji 40 rocznicy pogromu Żydów w hitlerowskich Niemczech, że enerdowscy komuniści będą kontynuować batalię antyfaszystowską. Ale w 1989 roku enerdowski profesor historii Olaf Groehler stwierdził, że kierownictwo partii komunistycznej "nie było w stanie nawet w przybliżeniu zrozumieć, czym tak naprawdę był Holokaust".

Obecna debata Partii Lewicy o tym, jak daleko można się posunąć w krytyce Izraela i w jakim momencie przeradza się ona w antyżydowskie resentymenty stanowi echo zasadniczej dyskusji na temat stosunku komunizmu do Żydów. Ugrupowaniu nie wystawia dobrego świadectwa wezwanie do bojkotu towarów izraelskich, demonstracyjne zachowanie posłów Partii Lewicy podczas przemówienia Szymona Peresa w Bundestagu z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci o Holokauście, czy podważanie przez niektórych członków prawa do istnienia państwa żydowskiego. "Stary duch antysyjonizmu ciągle straszy w szeregach Partii Lewicy" napisał Dieter Graumann na łamach "Süddeutsche Zeitung".

Postkomuniści odpierają te zarzuty, ale czy im się to podoba, czy nie, są spadkobiercami niezbyt chwalebnego dziedzictwa. Chodzi o bardzo zagmatwany stosunek socjalizmu do syjonizmu, a później do państwa izraelskiego. W pierwszej chwili wydaje się to nieco paradoksalne. Podczas Zagłady szeroko rozumiana lewica była zdecydowanym wrogiem faszyzmu. Od chwili przejęcia władzy w 1917 roku przez bolszewików pod przewodnictwem Lenina i utworzenia Związku Radzieckiego komuniści uważali się za przyjaciół Żydów. Istotnie, stanowczo odrzucali antysemityzm i rasizm. Uważali, że propaganda nienawiści wobec Żydów była wybiegiem taktycznym klasy panującej. W 1946 roku Walter Ulbricht wschodząca gwiazda w szeregach enerdowskich komunistów oświadczył: "Propaganda nienawiści rasowej miała przygotować w niemieckim społeczeństwie podatny grunt do realizacji celów wytyczonych przez faszystowskich mocodawców". Ale komunizm nie traktował Żydów po partnersku, lecz widział w nich jedynie dyskryminowaną grupę społeczną. Ideolodzy komunistyczni oczekiwali, że po zwycięstwie rewolucji Żydzi porzucą dawne zwyczaje, spuściznę kulturową z religią włącznie i dołączą do wielkiej, egalitarnej wspólnoty socjalizmu.

Już Karol Marks w słynnym eseju pt. "W kwestii żydowskiej" napisał: "Jaki jest świecki kult Żyda? Handel. Jaki jest jego świecki bóg? Pieniądz". Tych słów Marksa, pochodzącego z żydowskiej rodziny, nie należy jednak rozumieć wprost. Teoretyk lewicy miał raczej na myśli stereotypową rolę, narzuconą Żydom przez wrogie otoczenie. Jednak rodzi się pytanie, jaką rolę przewidywali komuniści dla społeczności żydowskiej po zwycięstwie rewolucji światowej. Nie jest tajemnicą, że za rządów Stalina Żydzi spotykali się z otwartą wrogością, z bezwzględnymi prześladowaniami włącznie.

W NRD doszedł jeszcze jeden, specyficzny element: rozpaczliwe pragnienie legitymizacji tego kraju na arenie międzynarodowej. W pierwszych latach istnienia Republika Federalna Niemiec groziła zerwaniem stosunków dyplomatycznych z każdym państwem, które odważy się uznać NRD. Nowym źródłem antysemityzmu po drugiej wojnie światowej stało się powstanie Izraela i konflikt izraelsko-palestyński. W 1948 roku ZSRR jeszcze zagłosował za rezolucją ONZ w sprawie utworzenia Izraela, ale w latach sześćdziesiątych wspierał wysiłki państw arabskich zmierzające do zniszczenie młodego państwa. Tymczasem Bonn opowiedziało się po stronie Izraela – wypłacając odszkodowania dla ofiar hitleryzmu i dostarczając broń. Za sprawą Adenauera przyjaźń z Izraelem stała się niemiecką racją stanu.

Tym większą sympatią w krajach arabskich zaczął cieszyć się Walter Ulbricht, I sekretarz rządzącej w NRD partii komunistycznej SED. Ulbrichta podejmowano w Kairze ze wszelkimi honorami zaledwie cztery lata po zbudowaniu muru berlińskiego. Ówcześni propagandyści enerdowscy pisali: "Jest rzeczą moralnie naganną, aby obecny problem istnienia państwa izraelskiego, będącego przyczółkiem imperializmu, tłumaczyć koniecznością okupienia milionowej zbrodni – zainicjowanej przez Hitlera i jego kompanów w interesie oraz na zlecenie wielkich koncernów". Z takiej perspektywy Auschwitz stanowił problem wyłącznie Niemiec Zachodnich, a odszkodowania dla ocalałych z Holokaustu interpretowano jako "spisek uknuty między Bonn a Tel Awiwem".

W ten oto sposób enerdowski "realny socjalizm" zboczył na tor całkowicie obcy pierwotnej ideologii komunistycznej. Był pełen stereotypów, uprzedzeń i agresywnego dystansowania się od tych Żydów, którzy nie chcieli zachowywać się zgodnie z oczekiwaniami ideologów żyjących w państwie przypominającym jedno wielkie więzienie. Kiedy Stalin w przypływie starczej paranoi rozpętał w ostatnich latach życia wielką kampanię antysemicką pod pretekstem żydowskiego "spisku lekarzy", także i w NRD przystąpiono do prześladowania Żydów. Do więzienia trafił Paul Merker członek Biura Politycznego SED. Leo Löwenkopf przewodniczący gminy żydowskiej w Dreźnie uciekł na Zachód, a za nim setki enerdowskich Żydów. W kraju zdeklarowanych antyfaszystów nie podejmowano poważnych badań nad historią Holokaustu. Gdy historyk Helmut Eschwege z Uniwersytetu Drezdeńskiego usiłował zająć się tą problematyką wówczas natychmiast zdegradowano go do stanowiska portiera. Trudno się zatem dziwić, że żydowskie gminy wyznaniowe w NRD przypominały stare, zakurzone eksponaty muzealne pod czujną inwigilacją bezpieki.

Z punktu widzenia działaczy partyjnych wojenne losy Żydów przeszkadzały w propagowaniu "antyfaszystowskiego mitu" NRD. Pod rządami Hitlera niemieccy komuniści odnieśli druzgocącą porażkę. Sowiecki tyran Stalin współpracował ręka w rękę z nazistami, gdy działacze komunistyczni ginęli męczeńską śmiercią w obozach koncentracyjnych. Członkowie Komunistycznej Partii Niemiec wnieśli niewielki wkład w obalenie dyktatury hitlerowskiej, choć ich garstka dzielnie stawiała opór nazistom. Na potrzeby propagandowe enerdowska partia socjalistyczna napisała ich historię na nowo – stworzono idealistyczny wizerunek działaczy komunistycznych, ludzi "silniejszych od wilków", prowadzących z narażeniem życia szeroko zakrojoną działalność konspiracyjną w obozach koncentracyjnych. Co roku w NRD celebrowano rocznicę buntu więźniów w Buchenwaldzie z kwietnia 1945 roku, jakby to ten bohaterski akt doprowadził do obalenia dyktatury faszystowskiej, a niemieccy komuniści ramię w ramię z towarzyszami radzieckimi pokonali faszystowskich agentów (i kapitalistów zarazem).

A Żydzi? Stali na drodze do przekucia historycznej klęski w dziejowy triumf. Według doktryny komunistycznej naziści byli instrumentem wielkiego kapitału dążącym za wszelką cenę do zniszczenia socjalizmu. Enerdowska polityka historyczna nigdy nie zastanawiała się nad tym, dlaczego zginęło sześć milionów Żydów i jak ogromną rolę w hitlerowskich planach wojennych odegrał antysemityzm i rasizm. Nic dziwnego, że już w 1948 roku Stalin zamknął w archiwach sowieckie dokumenty dotyczące Holokaustu – wszak zadawały one kłam oficjalnej wersji historii.

W NRD żydowskie ofiary wojny pozostawały najczęściej anonimowe. Otrzymywały twarz konkretnego człowieka jedynie po to, aby posłużyć za dowód ofiarnej solidarności antyfaszystowskiego ruchu oporu, składającego się z ma się rozumieć prawie wyłącznie z członków Komunistycznej Partii Niemiec. Symbolem komunistycznego ruchu oporu stała się – ukuta na potrzeby propagandy – legenda "dziecka z Buchenwaldu", żydowskiego chłopca Stefana Jerzego Zweiga ukrytego i uratowanego przez komunistycznych więźniów Buchenwaldu. Napisana na kanwie tego wydarzenia książka Bruno Apitza "Nagi wśród wilków" weszła do klasyki literatury enerdowskiej i stała się jednym z ważnych elementów tworzenia legitymizacji enerdowskiego reżimu. Co się stało z pozostałymi członkami społeczności żydowskiej, dlaczego musieli zginąć – na te pytania w NRD nigdy nie szukano szczerej odpowiedzi.

Na Zachodzie, wprawdzie oddzielonym od NRD murem, rodziły się nowe antysemickie stereotypy pod płaszczykiem antysyjonizmu. Pokolenie studenckiej rewolty z 1968 roku zdemaskowało kłamstwa i dwulicowość rodziców i napiętnowało ich uwikłanie w faszyzm. Mimo to młodzi gniewni rzadko okazywali empatię Żydom – najliczniejszym ofiarom dyktatury hitlerowskiej. Zamiast tego uprawiali apoteozę "bojowników walki o wolność", czyli palestyńskich terrorystów, a na znak solidarności z fedainami nosili modne arafatki. W NRD także nie było rzadkością, że antysyjonizm był nacechowany domieszką antysemityzmu. W 1969 roku lewicowi anarchiści usiłowali dokonać zamachu bombowego na siedzibę gminy żydowskiej dokładnie w rocznicę "nocy kryształowej" z 1938 roku, a niemieccy terroryści, uczestniczący w porwaniu samolotu Air France w 1977 roku "wyselekcjonowali" w ugandyjskiej Entebbe wśród pasażerów grupę Żydów po to, aby wzmocnić presję na władze Izraela.

Dziś zachodnioniemiecka lewica ostentacyjnie demonstruje swą solidarność z Palestyńczykami, co skłania intelektualistów do burzliwej dyskusji o "lewicowym antysemityzmie". Z pewnością można się doszukać ziarna prawdy w zarzucie pod adresem niemieckiej lewicy, że dzieci i wnuki pokolenia sprawców uczyniły celem swych obsesji i uprzedzeń akurat państwo żydowskie – np. umieszczając na stronie internetowej jednej z komórek Partii Lewicy gwiazdę Dawida wpisaną w swastykę.

Na podstawie przekładu artykułu, który pod tytułem Duch antysemityzmu opublikowany został na stronach serwisu Onet.pl 26 lipca 2011.

Źródło: Joachim Käppner, Erstarrte Erinnerung. Die Linke, der Marxismus und die Juden, „Sueddeutsche Zeitung” , 02.07.2011.

do druku

poleć stronę