Forum
   
Forum

o nas

Polecamy

Internetowe Forum Pracy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Zaproszenia

Kraków

Poza Krakowem

Zaproszenia -> archiwum:

Newsletter

Należy wpisać tylko adres e-mail.

   

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Sylwa »

Imperium zmysłów

Opracowanie: Anna Pawlikowska


27-07-2010 / AP

Jak wynika z raportu jednego z irańskich instytutów, kobiety w Iranie, których jest 14 milionów, wydają na kosmetyki 2 miliardy dolarów rocznie. Koran zakazuje makijażu, ale silniejsza widać jest prastara tradycja, wzmocniona przez zachodnie trendy.


Fot. Internet (Aiysha Mirza)

Fot. Internet (Aiysha Mirza)

To czyni ten kraj siódmym największym rynkiem kosmetyków na świecie.
Zakaz używania szminki i lakieru do paznokci obowiązuje w Iranie od rewolucji islamskiej w 1979 roku. I choć jego przestrzegania pilnuje wciąż religijna policja Basidż, dziś większość kobiet zakaz malowania się lekceważy. Jedynie w instytucjach rządowych jest on nadal kategorycznie przestrzegany.

Trudno się dziwić. Współczesna sztuka makijażu w dużym stopniu czerpie z doświadczeń blisko- i dalekowschodnich.

Na Bliskim Wschodzie pod względem wydatków na kosmetykę Iran znajduje się na drugim miejscu, tuż za Arabią Saudyjską. Tam na fryzjera, operacje plastyczne i zabiegi upiększające kobiety wydały w zeszłym roku 2,4 miliarda dolarów, a w tym kwota ta ma być o 10 punktów procentowych wyższa.
– Kosmetyki są zakazane, ale wszyscy ich używają, i w domu, i na ulicy – mówi Ali Moradi, który w Teheranie organizuje targi piękności i czystości. W czerwcu tego roku odbyły się po raz 17. – Odwiedziło nas 45 tysięcy ludzi. Kobiety przychodziły razem z mężami. Przecież wszystkie kobiety lubią ładnie wyglądać, a ich mężowie lubią podziwiać efekt – mówi, zdziwiony pytaniem, czy klientki nie boją się zakazu.

Jak wynika z raportu, Iranki w wieku 15 – 45 lat wydają na kosmetyki średnio 7 dolarów miesięcznie. Przy średniej pensji w wysokości około 600 dolarów to całkiem spora kwota.
– Młode kobiety przywiązują ogromną wagę do wyglądu twarzy i rąk, bo to jedyne odsłonięte części ciała. Niektóre potrafią spędzić przed lustrem godzinę – mówiła mediom Mina, która sprzedaje w Teheranie kosmetyki. 25-letnia Saudyjka Nura Saed przyznała w rozmowie z „Islam Times”, że szykując się na wesele przyjaciółki, wydała na makijaż i fryzjera równowartość 270 dolarów. Co tydzień przeznacza na ten cel około 90 dolarów.

Gazeta „Yemen Times” nazwała Iran kosmetyczną królową Bliskiego Wschodu. „Maseczki do twarzy, kremy przeciwzmarszczkowe czy wysokiej jakości kremy do golenia stają się też coraz bardziej popularne wśród mężczyzn” – napisano w gazecie. Kwitnie tam chirurgia plastyczna, zwłaszcza operacje nosa – w tej dziedzinie Iran już wysuwa się na pozycję światowego lidera.

Wiele kremów, perfum i szminek, które docierają na muzułmańskie rynki, to tanie produkty z Chin, Korei Południowej i Turcji. Większość trafia tu z przemytu. Ale nie brak też drogich marek z Francji czy Wielkiej Brytanii. Z nich jednak korzysta tylko elita. – Wiele kobiet używa bardzo tanich kosmetyków – twierdzi Mariam, młoda Iranka, która niedawno uciekła do Berlina. Przyznaje, że gdy mieszkała w Iranie, też bardzo mocno się malowała. – Myślę, że dla wielu kobiet to rodzaj walki z reżimem. Walczą o wolność i prawo wyboru, jak chcą żyć – mówi.

Upiększanie ciała ma jednak długą i bogatą tradycję w islamie. – To normalne, że muzułmanki się malują, i to nie tylko w Iranie. Chcą ładnie wyglądać dla mężów, boją się, żeby ich nie porzucono. Dla muzułmańskich małżonek to ważne, by pod nikabem czy burką być piękną kobietą. Również mężczyźni lubią, gdy ich żony chodzą do salonów piękności – przyznaje w rozmowie z Dana Halawi, dziennikarka gazety „Daily Star” z Libanu. Profesor Eldad Pardo, ekspert do spraw Iranu na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie, podkreśla, że Iranki zawsze dbały o urodę. „Perska kultura zawsze była wyjątkowa pod tym względem. Podkreślała piękno, estetykę, styl, sztukę bardziej, niż gdziekolwiek indziej na Bliskim Wschodzie” – mówi.

W istocie rzeczy makijaż jest jednym z najstarszych rytuałów świata. Pierwsze ślady narzędzi służących do malowania ciała pochodzą sprzed około 100 tysięcy lat. Początkowo używano ich przy pierwotnych magicznych obrzędach, które miały chronić przed złymi mocami. Ale już w starożytnym Egipcie malowano się też dla upiększenia, i to zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Największa wagę przykładano do malowania oczu, gdyż oko było symbolem największego egipskiego boga – Ra. Specyficzny sposób malowania oczu był więc wyrazem kultu, ale też chronił je przed słońcem, insektami i chorobami, na które narażeni byli ludzie w gorącym egipskim klimacie. Kobiety obrysowywały oczy zieloną kreską (kolor ten symbolizował płodność), mężczyźni – czarną. W ten sposób nadawano im charakterystyczny migdałowy kształt. Linia była z reguły przedłużana od zewnętrznego kącika oka do skroni. Używany przez Egipcjan do tego celu kosmetyk to najprawdopodobniej kohl, znany dziś powszechnie w kulturach Wschodu, uzyskiwany ze związków ołowiu. Rzęsy przyciemniano i usztywniano za pomocą mieszaniny białka kurzego i sadzy. Brwi natomiast usuwano i malowano węglowym ołówkiem. Za piękną uznawano jasną cerę, bo świadczyła ona o wysokim statusie społecznym – białą skórę można było zachować jedynie nie wychodząc z domu, a był to przywilej bogaczy. Kobiety pudrowały się więc jasnym odcieniem ochry, a nawet rysowały żyłki na twarzy, by nadać jej bardziej delikatny wygląd. Do brwienia policzków służyła czerwona ochra lub henna, używana też do malowania ust na intensywnie czerwony kolor. Z czasów starożytnego Egiptu pochodzą pierwsze receptury przyrządzania kremów na zmarszczki. Kleopatra stworzyła nawet podręcznik makijażu, który jednak nie zachował się do naszych czasów.

Znane w starożytności sposoby poprawiania urody towarzyszyły wszystkim ludom basenu Morza Śródziemnego, Afryki i Azji przez całe stulecia. Oprócz twarzy maluje się także w skomplikowane wzory dłonie i stopy, zawłaszcza przy okazji takich uroczystości, jak ślub. Do perfekcji w tej dziedzinie doszły mieszkanki Indii, gdzie malowanie lub tatuowanie dłoni i stóp nazywa się mehandi.

Wyznawcom islamu Koran zabronił tej tradycyjnej sztuki. W różnych społecznościach muzułmańskich różnie się jednak do tego zakazu podchodzi. Tam, gdzie dawny obyczaj był silny – zatem w Iranie czy na Półwyspie Arabskim, zwykle kobiety nadal zdobiły ciało i twarz, z tym wszakże zastrzeżeniem, że ich piękno może podziwiać tylko małżonek. „Odnowicielskie”, fundamentalistyczne ruchy islamistyczne, dążące do całkowitego podporządkowania kobiet, starają się ów zakaz obwarować surowymi sankcjami. W Afganistanie umalowanej kobiecie może nawet grozić śmierć z rąk talibów. Tam jednak, gdzie „wartości islamskie” zaczynają być kontestowane – czy to pod wpływem Zachodu, czy też ze względu na wciąż żywe tendencje o wiele starsze niż religia proroka Mahometa – kreska na powiece staje się manifestem i znakiem sprzeciwu.

Na podstawie artykułów Katarzyny Zuchowicz („Rzeczpospolia”) oraz Eweliny Zaremby (portal „Doza kultury”)
 

do druku

poleć stronę