Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Punkt widzenia »

Idea Instytutu Aszkenazyjskiego w Krakowie

Henryk Halkowski


13-07-2007 / AP

Od dawna postuluję utworzenie w Krakowie instytucji, która by się zajmowała kultywowaniem pamięci o jego żydowskich mieszkańcach, która – jak sądzę – jest niezbędna tak dla tożsamości Krakowa, jak również dla tożsamości wszystkich polskich i aszkenazyjskich Żydów.


Instytucji informującej i wyjaśniającej dlaczego fakt, że mieszkali tutaj Żydzi, jest czymś pozytywnym, stanowiącym powód do dumy. Dotychczas był to „głos wołającego na puszczy”. Czy coś może się tu zmienić?

*

Coraz więcej myślących ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że krakowska tożsamość bez uwzględnienia tożsamości żydowskiej byłaby ułomna i kulawa. Żydowski Kraków stanowił – obok Krakowa królewskiego, kościelnego, uniwersyteckiego, mieszczańskiego – nieodłączną część miasta. Przez wiele lat o nim nie pamiętano; po II wojnie światowej wydawało się, że bezpowrotnie zniknął, a pamięć o nim stała się niewygodna. Obecnie jednak fakt jego istnienia powoli przedziera się do naszej świadomości.

Jaka jest jednak tożsamość żydowskiego Krakowa i jaka jest świadomość tej tożsamości? Jaka powinna być pamięć o krakowskich Żydach? Otóż sądzę, że w tej materii panuje olbrzymi zamęt. Ludzie nie są pewni, czy to dobrze, czy źle, że mieszkali tutaj Żydzi.

Tożsamość buduje się na fundamencie pamięci, tak indywidualnej, jak i zbiorowej. Jednakże pamięć jest z zasady wybiórcza. Aby móc o jednych rzeczach pamiętać, musimy o innych zapomnieć. Najczęściej pamiętamy o tym, o czym chcemy pamiętać; czasem o tym, o czym nie możemy zapomnieć.
Sposobem uporządkowania pamięci wydaje mi się podział na pamięć o tym, z czego jesteśmy dumni, o tym, co jest nam obojętne, i o tym, czego się wstydzimy. Tożsamość buduje się na ogół w oparciu o pamięć o tym, z czego jesteśmy dumni – i wtedy jest to tożsamość zdrowa i normalna. Zdarza się jednak i tak, że nasza tożsamość wywodzi się z pamięci o tym, czego się wstydzimy – i wtedy tożsamość choruje. Najczęściej jednak ta pamięć, która stoi u podstaw naszej tożsamości, jest pamięcią zmitologizowaną. Poza tym tożsamość jakiegoś miejsca najlepiej buduje się w oparciu o coś, co odróżnia to miejsce od wszystkich innych, co jest jedyne i niepowtarzalne. Cóż więc wyróżnia żydowski Kraków spośród innych miejsc w Polsce, w Europie, na świecie? Pamięć o czym kształtuje tożsamość żydowskiego Krakowa?

*

O Żydach w Polsce na ogół pamięta się tylko to jedno – że padli ofiarą holocaustu. Wiadomo, że Kraków jest jednym z najważniejszych żydowskich miast w Europie, i wiadomo, że leży w Polsce, a Polska to oczywiście kraj holocaustu. W powszechnej świadomości tożsamość żydowskiej Polski wiąże się przede wszystkim (a może nawet wyłącznie) z holocaustem. Niedościgłym wzorcem jest pod tym względem żydowska Warszawa, której tożsamość zbudowano na powstaniu w getcie – powstanie to zaś stało się nieledwie mitem założycielskim armii izraelskiej (i Państwa Izrael w ogólności). Według warszawskiego wzorca starano się budować tożsamość innych żydowskich miast w Polsce – także i Krakowa. Uważano zatem, że jeśli żydowski Kraków ma mieć w ogóle jakąś tożsamość, to musi się ona wywodzić z jakiegoś mitu związanego z holocaustem. Po kilku nieudanych próbach udało się tutaj – dzięki hollywoodzkiej fabryce snów – stworzyć i rozpowszechnić mit schindlerowski. O ile jednak warszawski mit powstania w getcie jest takim mitem, z którego można być dumnym (i bardzo różni ludzie mogą się ogrzewać w jego cieple), o tyle krakowski mit schindlerowski powinien raczej wywoływać uczucie zawstydzenia. Wynika bowiem z niego wniosek, że największym osiągnięciem krakowskich Żydów podczas ich wielusetletniej obecności w tym mieście było to, że łaskawie pozwolili się uratować szlachetnemu Niemcowi – przy całkowicie biernej postawie Polaków.

W Krakowie mieszkało przed wojną około 65 tysięcy Żydów. Większość z nich – ponad 50 tysięcy – została przez okupacyjne niemieckie władze wysiedlona w 1940 roku do innych miejscowości. Dlatego też nie więcej niż kilkanaście tysięcy krakowskich Żydów przeszło przez krakowskie getto i obóz płaszowski. Oczywiście należy pamiętać o tych miejscach – trzeba mieć jednak świadomość tego, że związane są one z tragedią tylko części krakowskich Żydów. Nie załatwi się więc pamięci o krakowskich Żydach upamiętniając los tej mniejszości spośród nich w czasie kilku lat II wojny światowej. Trzeba pamiętać o wszystkich krakowskich Żydach podczas kilkuset lat ich pobytu w tym mieście.

Niemożność budowania pozytywnej tożsamości w oparciu o wydarzenia związane z II wojną światową nie dotyczy tylko żydowskiego Krakowa – ten problem dotyczy całego miasta. Budowanie tożsamości Krakowa opierające się na tym okresie jego historii przyniosłoby w rezultacie tożsamość albo ułomną i koślawą, albo całkowicie zafałszowaną. Zdrową i normalną tożsamość można budować jedynie w oparciu o pamięć o tym, z czego jesteśmy dumni, nie zaś o tym, czego powinniśmy się wstydzić. A z czego mieszkańcy Krakowa mogą i powinni być dumni?
Otóż sądzę, że przede wszystkim z tego, że w XIV, XV i XVI wieku Kraków był jednym z głównych miast Europy, z tego, że tutaj właśnie decydowały się losy kontynentu; powinni być dumni z tego, że na przełomie XIX i XX wieku tutaj właśnie była duchowa i artystyczna stolica Polski.
Powodem do dumy jest także i to, że w XVI i I połowie XVII wieku było to jedno z dwóch, trzech najważniejszych miast żydowskich w Europie – pod względem duchowym, religijnym, kulturalnym, ekonomicznym, społecznym. Jeśli zaś chodzi o to, co wydarzyło się w Krakowie podczas II wojny światowej, żadnego powodu do dumy nie widzę.

Podczas kiedy w Warszawie wybuchały powstania (o których sensie można oczywiście bez końca dyskutować), Kraków – jako urdeutsches Stadt Krakau – rozkwitał pod troskliwym wzrokiem „niekoronowanego króla Polski” gubernatora Hansa Franka. Czymś żenującym i zawstydzającym wydaje mi się fakt, że Kraków, jeśli chodzi o swój rozwój, tak wiele zawdzięcza nie tylko królom Kazimierzowi Wielkiemu i Zygmuntowi Staremu oraz prezydentom Józefowi Dietlowi i Juliuszowi Leo, ale także takiemu zbrodniarzowi jak Hans Frank; bo to właśnie za jego rządów rozszerzono granice miasta, budowano drogi, linie kolejowe, mosty, budynki użyteczności publicznej, osiedla mieszkaniowe, służące po dziś dzień mieszkańcom miasta.

Czy mamy zatem być dumni z tego, że w Krakowie – podobnie jak we wszystkich innych miastach w Polsce – podczas II wojny światowej ginęli Żydzi? Czy mamy być szczęśliwi z powodu tego, że było tutaj getto? Być może tak – ale w innych miastach (w których przed wojną mieszkało nawet mniej Żydów niż w Krakowie) getta były większe i zginęło tam więcej Żydów. Czy mamy być dumni z powodu tego, że był tutaj obóz płaszowski? Być może tak – ale w innych obozach ginęło nieporównanie więcej Żydów (jak również i nie-Żydów). Można oczywiście licytować się w takiej makabrycznej statystyce; można pomagać tym, którzy chcieliby, aby w żydowskiej pamięci Polska była nie Polin ale Auschwitzland, a Kraków był nie Kroke, ale Schindlerstadt – ja jednak nie widzę żadnych ku temu powodów.

*

Wkład żydowskiego Krakowa w kształtowanie się aszkenazyjskiej tożsamości w okresie złotego i srebrnego wieku, tzn. w XVI wieku i w pierwszej połowie XVII wieku jest jedyny i niepowtarzalny. I z tego właśnie my wszyscy – Żydzi i nie-Żydzi, mieszkańcy Krakowa i innych miast w naszym regionie Europy – mamy prawo być dumni. Powodem do dumy powinna być także działalność wielu wybitnych krakowskich Żydów żyjących w późniejszych epokach. Można oczywiście mówić w Krakowie o holocauście; w Polsce łatwo jednak znaleźć setki takich miejsc, w których można o tym mówić zasadniej niż tutaj. A nie ma w Polsce miasta bardziej niż Kraków odpowiedniego do mówienia o wspaniałej żydowskiej tradycji i kulturze. Na tej pamięci o tym powinno się budować tożsamość żydowskiego Krakowa. I kultywowaniem tej właśnie pamięci powinna się zajmować instytucja, której powstanie postuluję.

*

Długo myślałem nad tym, jak to powinna być instytucja. I oto rezultaty tych przemyśleń. Stanowią one oczywiście propozycję do dyskusji – i mam nadzieję, że taka dyskusja będzie miała miejsce.
Otóż jestem głęboko przekonany, że ta instytucja powinna składać się z czterech części. W jej skład powinien wchodzić instytut, będący placówka naukowo-badawczą, archiwum, centrum edukacyjno-informacyjne, oraz muzeum.

Byłaby to zatem struktura nieco podobna do powstałego w 1947 roku Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie (aczkolwiek krakowska instytucja musiałaby mieć oczywiście inny program i odmienne cele działalności). No cóż, jak widać, w Krakowie mamy już na starcie ponad sześćdziesięcioletnie zapóźnienie w tym zakresie – co jest rezultatem centralizmu minionej epoki; wszystkie ważne instytucje musiały być wówczas w Warszawie, pod kuratelą centralnych władz partyjnych i państwowych. Mam jednak nadzieję, że przezwyciężyliśmy takie tendencje i nie ma już żadnych innych (poza finansowymi) przeszkód, aby mogła obecnie powstać w Krakowie instytucja nie gorsza niż ta, która powstała w Warszawie w latach czterdziestych dwudziestego wieku.

*

W Warszawie dba się o tożsamość miasta; z tego powodu powstają tam cztery muzea świadczące i kształtujące tę tożsamości: Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Historii Polski, Muzeum Komunizmu i Muzeum Historii Żydów Polskich. Jak widać żydowską obecność uważa się za na tyle istotną dla tożsamości Warszawy, że to unikatowe w całym świecie Muzeum ma stać się jednym z najważniejszych miejsc w tym mieście – i to pomimo tego, że w Warszawie istnieją już dwie tak samo bezprecedensowe w światowej skali instytucje: Żydowski Instytut Historyczny i Państwowy Teatr Żydowski imienia Ester Rachel Kamieńskiej (nie wspominając już o innych, nieco mniejszych instytucjach w rodzaju Instytutu imienia Mordechaja Anielewicz przy Uniwersytecie Warszawskim czy też Fundacji imienia Mojżesza Schorra). A przecież żydowska obecność w Warszawie (pomijając efemeryczny i nieistotny średniowieczny epizod) sięga zaledwie XIX wieku – a więc okres, w jakim Żydzi mogli wpływać na tożsamość tego miasta nie jest wcale taki długi.

No, a jak wygląda pod tym względem sytuacja w Krakowie, gdzie żydowska obecność jest równie dawna jak udokumentowana historia tego miasta (skoro o przebywających tutaj żydowskich kupcach dowiadujemy się z pochodzących sprzed ponad tysiąca lat zapisków Ibrahima ibn Jakuba), a silna gmina żydowska trwała tutaj od co najmniej trzech czwartych tysiąclecia? W Krakowie, gdzie Żydzi od wieluset lat współtworzyli tożsamość miasta? W Krakowie, który tak długo odgrywał tak kluczową rolę w życiu europejskich Żydów? Niestety, pokutuje tu prowincjonalne myślenie, co prowadzi do zafałszowania tożsamości tego miasta.

Owszem, istnieje w Krakowie kilka instytucji, które są co prawda jak najbardziej pożyteczne i wykonują dobrą robotę, ale z różnych względów (także instytucjonalnych) maja charakter raczej lokalny i ograniczony, a więc w niewielkim tylko stopniu mogą przyczyniać się do upamiętniania i kształtowania tożsamości Żydowskiego Krakowa. Mam tu na myśli Oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa w Starej Synagodze i Centrum Kultury Żydowskiej.
Na Kazimierzu odbywa się także doroczny Festiwal Kultury Żydowskiej. Jest to oczywiście wielkie i wspaniałe wydarzeniem, które miało wielki wpływ na zmianę świadomości polskiego społeczeństwa na temat Żydów. Jednak budowanie tożsamości żydowskiego Krakowa (i Krakowa w całości) w oparciu o ten festiwal wydaje mi się zupełnie niemożliwe. Jest kilka tego przyczyn.
Po pierwsze – jest to impreza trwająca kilka (a w przyszłości być może co najwyżej kilkanaście) dni. Przez pozostałe trzysta kilkadziesiąt dni w roku trop ten jest nieobecny. Po drugie – coraz częściej myśli się o nim w kategoriach masowości i komercji, a coraz rzadziej jako o imprezie kulturalnej (co jest zapewne ceną, jaką w obecnej rynkowej rzeczywistości często płaci się za sukces). A po trzecie – Festiwal staje się coraz mniej krakowski. Już teraz jest on raczej festiwalem nowojorsko-warszawskim, wykorzystujący jako tło krakowski Kazimierz, niż festiwalem krakowskim (no, a poza tym krakowski festiwal nie jest już jedyny; podobne, acz w nieco mniejszej skali, odbywają się w wielu miastach, a w Warszawie jest ich nawet kilka).

*

Ostatnio zaczęły pojawiać się głosy, że w Krakowie powinno powstać „Muzeum historii Żydów krakowskich”. No, cóż, wydaje mi się, że w propozycji tej dochodzi do głosu z jednej strony prowincjonalny kompleks jej inicjatorów i projektodawców, a z drugiej – brak zrozumienia i wyczucia tego, czym naprawdę był żydowski Kraków. Pomysłodawcy myślą bowiem, że skoro w wielkiej i bogatej Warszawie – która jest „odwieczną stolicą Polski” i „jednym z najważniejszych europejskich miast” – powstaje olbrzymie i wspaniałe „Muzeum historii Żydów Polskich” (które będzie oczywiście mówić nie tylko o Żydach mieszkających w Polsce, ale także o tych, którzy z Polski się wywodzą i mają z Polską jakiekolwiek związki, a więc praktycznie o większości mieszkających w świecie Żydów) to pójdźmy tą samą drogą – oczywiście toutes proportions gardées – i załóżmy w naszym biednym, prowincjonalnym krakowskim grajdole nasze małe, skromne, lokalne „Muzeum historii Żydów krakowskich”.

Projektodawcy takiego Muzeum nie zdają sobie sprawy z tego, że nie można myśleć o Krakowie jako mieście takim samym jak Warszawa, tylko dużo mniejszym i gorszym. Nie widzą tego, że Kraków jest nie gorszy, ale całkowicie inny od Warszawy. Zapewne sądzą oni, że krakowskie muzeum ma mówić to samo, co muzeum warszawskie – tylko o mniejszej ilości Żydów; skoro w Polsce przed wojną mieszkało 3 i pół miliona Żydów (i o nich ma mówić warszawski muzeum) a w Krakowie około 65 tysięcy (czyli mniej więcej 1/60 tej liczby), to krakowskie Muzeum ma być czymś na kształt 1/60 warszawskiego muzeum. Ja natomiast uważam, że krakowskie muzeum ma mówić (podobnie jak muzeum warszawskie) o wszystkich polskich Żydach, ma jednak mówić o nich coś innego niż muzeum warszawskie. Uważam zatem, że muzeum, które miałoby powstać w Krakowie, nie powinno być muzeum historii – bo takie już powstaje w Warszawie (a nie ma sensu powtarzać w gorszej i skromniejszej postaci tego, co już istnieje gdzie indziej) – ale muzeum tradycji i kultury.

Od tego momentu, kiedy Żydzi zaczęli odgrywać rolę w polskiej polityce, Warszawa stała się politycznym centrum polskich Żydów. Wydaje się zatem czymś jak najbardziej właściwym mówienie w Warszawie o żydowskiej polityce i historii na tej polityce zbudowanej. Symbolami żydowskiej Warszawy są historyczne postacie Mordechaja Anielewicza i braci Bermanów. Natomiast za symbole żydowskiego Krakowa można uznać takie zupełnie niehistoryczne postacie, jak z jednej strony wielki rabin Mojżesz Isserles, a z drugiej – bard krakowskiego Kazimierza Mordechaj Gebirtig. Z krakowskiego punktu widzenia zasadna wydaje się (nieprawdziwa z warszawskiej perspektywy) teza tych myślicieli, który uważają, że Żydzi (od czasu zburzenia Jerozolimskiej Świątyni po powstanie Państwa Izrael) nie posiadają wcale historii, a zamiast niej mają tradycję i kulturę. Kraków był najważniejszym ośrodkiem tradycji i kultury polskich Żydów (w tak okrutny sposób zniszczonych przez nazistowskich oprawców). I o tym właśnie powinna przede wszystkim mówić krakowska instytucja, której powstanie postuluję.

*

Istotną wydaje się kwestia nazwy tej instytucji. Co prawda sądzę, że ważniejszy jest program działania i to, żeby składała się z takich właśnie części, o jakich wyżej była mowa, nie można jednak lekceważyć kwestii „znaku firmowego”. Wydaje się czymś naturalnym, że warszawskie muzeum, które zajmuje się historią Żydów związanych z historycznym terytorium państwa polskiego, nazywa się „Muzeum Historii Żydów Polskich” – z tego bowiem punktu widzenia nazwa „polscy Żydzi” jest jak najbardziej odpowiednia. Natomiast krakowska instytucja powinna się zajmować nie polityką i historią, ale tradycją i kulturą – a w tym zakresie tak krakowscy, jak i polscy Żydzi stanowią część terytorium świata aszkenazyjskiego. A to właśnie Kraków odegrał kiedyś kluczową rolę w kształtowaniu się tożsamości aszkenazyjskich Żydów.

W okresie „Złotego Wieku” – a więc w XVI wieku – w Żydowskim Krakowie zatrzymała się żydowska historia, a ów Żydowski Kraków stał się jednym z najważniejszych żydowskich miejsc na świecie. Jak to się mogło stać? Jak to zwykle bywa w takich przypadkach – pojawiła się wybitna jednostka, wielki człowiek w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu. W historii innych narodów są to na ogół królowie, wielcy wodzowie czy też wybitni politycy. W żydowskiej historii bywa inaczej – najczęściej są to rabini, uczeni studiujący i komentujący Torę i Talmud. Tak było i tym razem. Jego ojciec był bogatym kupcem i przedsiębiorcą i prowadził interesy z dworem królewskim. On był naczelnym rabinem Krakowa i rektorem krakowskiej jesziwy (jak widać już wtedy żydowska nauka była ściśle związana z żydowskim biznesem). Nazywał się Mosze Isserles i prawie całe swoje życie spędził w Krakowie. A czas był szczególny, bo właśnie wtedy większość europejskich Żydów przeniosła się na teren ówczesnego państwa polsko-litewskiego. Szczególne też było miejsce, w którym się to wydarzyło – Kraków, stolica tego państwa.

W średniowieczu dwoma głównymi ośrodkami żydowskiego życia w Europie były Hiszpania i tereny położone po obu stronach obecnej granicy niemiecko-francuskiej (z centrum w regionie Nadrenii). W okresie końca średniowiecza nastąpiły dwa ważne wydarzenia w żydowskiej historii. Pierwszym było wygnanie z Hiszpanii w roku 1492, a w kilka lat później także i z Portugalii, skutkiem czego mieszkający w tych krajach Żydzi osiedlili się w krajach położonych na wybrzeżu Morza Śródziemnego, głównie na terenie Imperium Tureckiego. Drugim była migracja większości mieszkających w Europie Środkowej i Środkowo-Wschodniej Żydów na teren ówczesnego państwa polsko-litewskiego. Zmieniło to całkowicie żydowską geografię i spowodowało wytworzenie się i utrwalenie podziału Żydów na główne grupy: Sefardyjczyków (którzy wywodzą się z Hiszpanii) i Aszkenazyjczyków (mieszkających w Europie Środkowej i Środkowo-Wschodniej). Oczywiście podstawy tego podziału istniały już wcześniej, ale wówczas podział ten stał się faktem dokonanym, uświadamianym sobie przez samych Żydów. W tworzeniu się społeczności aszkenazyjskiej (dużo liczebniejszej od sefardyjskiej) bardzo istotną rolę odegrał Kraków – który to fakt wiąże się ze szczególnym miejscem Krakowa na mapie Europy.

Kraków, który jako stolica Polski dyktował wzorce kulturowe całemu krajowi, był – ze względu na swoje geograficzne położenie w pobliżu południowo-wschodniej granicy państwa – tym miastem, przez które napływała do Polski kultura z Europy Południowej i Zachodniej. Przez Kraków więc przybywały tutaj wpływy z najważniejszych ośrodków ówczesnej Europy. Można by powiedzieć, że Kraków – tak często uznawany za najbardziej polskie ze wszystkich polskich miast – był najdalej na wschód położonym miastem Europy Środkowo-Zachodniej i najbardziej na zachód położonym miastem Europy Środkowo-Wschodniej. Żydzi przenoszący się na przełomie XV i XVI wieku na wschód, na teren państwa polsko-litewskiego (które na kilka stuleci przejęło rolę najważniejszego ośrodka żydowskiego życia), przybywali do niego właśnie przez Kraków. Miasto to odgrywało więc w okresie tej wielkiej wędrówki na wschód nieco podobną rolę, jaką cztery stulecia później odegrał Nowy Jork – pierwsze miasto, do którego przybywali emigrujący na przełomie XIX i XX wieku do Ameryki europejscy Żydzi. Poprzez krakowską gminę żydowską wpływy z – mających już długą tradycję – żydowskich wspólnot Europy Zachodniej i Środkowej przenosiły się do Polski. Nie jest przecież przypadkiem, że żadna z zachowanych w Krakowie synagog nie reprezentuje dominującego na terenie całego kraju tzw. polskiego typu synagog – ale są czymś pośrednim pomiędzy zachodnioeuropejskim a polskim architektonicznym typem.

Rabin Mojżesz Isserles odegrał zasadniczą rolę w ukształtowaniu się aszkenazyjskiej tożsamości. W owym czasie mieszkający w mieście Safed (Cfat) w Górnej Galilei rabin Józef Karo ułożył – opierając się na wcześniejszych dziełach żydowskich uczonych, takich jak Icchak Alfasi (RIF), Majmonides (RaMBaM), Aszer ben Jechiel (ROSz) i jego syn Jakub ben Aszer (Baal ha-Turim) – przyjęty powszechnie przez Żydów kodeks religijnego prawa. Rabin Mojżesz Isserles miał zamiar stworzyć podobne dzieło. Kiedy jednak zorientował się, że Josef Karo go ubiegł, zdecydował się obrać inną drogę. Jego dzieło stało się zatem swoistym uzupełnieniem prac Josefa Karo, podkreślającym te wszystkie miejsca, gdzie tradycja aszkenazyjska (a więc środkowoeuropejska) różniła się od sefardyjskiej. Dzieła obu rabinów drukowano zawsze razem: najpierw było kilka linijek tekstu Józefa Karo mówiących, że w takiej to a takiej sytuacji mamy robić to i to. Potem następowało kilka linijek tekstu Mojżesza Isserlesa mówiących, że my, Aszkenazyjczycy różnimy się w tej kwestii od Sefardyjczyków i robimy to inaczej, mianowicie tak i tak.

Dzieło Mojżesza Isserlesa zadecydowało o wytworzeniu się aszkenazyjskiej tożsamości. Termin „aszkenazyjscy Żydzi” oznaczał do tego czasu tylko Żydów mieszkających na terenie Niemiec. Podając aszkenazyjską wykładnię prawa, Mojżesz Isserles sformułował ideę, że Żydzi w Europie Środkowo-Wschodniej stanowią jedną kulturową i religijną grupę, jednolitą w swoim podejściu do najważniejszych problemów żydowskiego życia, co stało się decydujące dla określenia tożsamości większości Żydów. Dzieło rabina Mojżesza Isserlesa miało także kluczowe znaczenie w ustalaniu relacji pomiędzy halachą – powszechnie obowiązującym prawem, a minhagim – lokalnymi zwyczajami. Dokonana przez krakowskiego rabina kodyfikacja prawa umożliwiała organizację życia autonomicznych, samorządnych gmin żydowskich, co w ówczesnych warunkach było dla Żydów w Polsce koniecznością. Jest to istotne także i obecnie – bowiem pobożni Żydzi po dziś dzień kierują się zaleceniami spisanymi przez rabina Mojżesza Isserlesa. Jednak jego dzieło wpłynęło na tożsamość także i tych Żydów, którzy nie mają o tym pojęcia i nie wiedzą, jak historia (której nie są wcale świadomi) oddziałała na ich życie.

„Idea aszkenazyjska” powstała w miejscu i czasie, w którym powstać mogła: w Krakowie – mieście stanowiącym niejako zwornik zachodniego i polskiego żydostwa, i w niedługi czas po tym, jak większość europejskich Żydów poprzez Kraków przywędrowała na teren państwa polsko-litewskiego. Przez cały czas – aż do Zagłady w latach II wojny światowej – rola Krakowa w historii tak polskich, jak i w szerszym zakresie aszkenazyjskich Żydów była zawsze bardzo istotna, a dorobek materialny i duchowy krakowskich Żydów stanowi ważną część żydowskiego, polskiego, europejskiego i światowego dziedzictwa.

Dlatego też wydaje mi się czymś sensownym, aby słowo „aszkenazyjski” pojawiło się w nazwie krakowskiej instytucji – uważam bowiem za jak najbardziej właściwe, aby mówiła ona o roli i znaczeniu Żydów krakowskich i Żydów polskich w tworzeniu i funkcjonowaniu tradycji i kultury aszkenazyjskiego świata. Postulowałbym zatem nazwę: „Instytut Aszkenazyjski i Muzeum Aszkenazyjskie w Krakowie”. Jeśli taka nazwa byłaby zbyt długa, to można by ją nazwać tylko „Instytutem Aszkenazyjskim” (a w odniesieniu do muzeum używać nazwy „Muzeum Instytutu Aszkenazyjskiego”, tak jak mówi się o „Muzeum Żydowskiego Instytutu Historycznego”). Można by jednak także rozdzielić te nazwy i mówić na przykład: „Instytut Aszkenazyjski oraz Muzeum Tradycji i Kultury Polskich Żydów”. Taka jest moja propozycja – i wydaje mi się, że sprawa ta powinna być kwestią jakiejś szerszej dyskusji. W każdym razie w niniejszym tekście będę używał takiej właśnie nazwy: „Instytut Aszkenazyjski” w odniesieniu do całej instytucji.

*

Jak zatem widziałbym funkcjonowanie części składowych Instytutu Aszkenazyjskiego?

1. Instytut naukowy tej placówki powinien prowadzić badania na temat tradycji i kultury (a także i historii w kontekście jej wpływu na tradycję i kulturę) Żydów krakowskich i polskich na tle szerokiego obrazu życia Żydów mieszkających w Europie Środkowej, Wschodniej i Środkowo Wschodniej.
Instytut powinien prowadzić działalność wydawniczą i współpracować z różnymi placówkami naukowymi nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Można by także ewentualnie pomyśleć o związaniu jakiś sposób tej placówki badawczej z Polską Akademią Umiejętności. Istotne jest, aby Instytut od samego początku powstawał w ścisłej współpracy z instytucjami żydowskimi – aby nie traktował polskich Żydów jako dawno wymarły, egzotyczny lud (jak czyni to wiele żydoznawczych instytucji, podchodzących do Żydów całkowicie od zewnątrz).

2. Istotną częścią Archiwum Instytutu Aszkenazyjskiego byłoby przedwojenne Archiwum Gminy Żydowskiej w Krakowie, obecnie znajdujące się w depozycie w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. Wydaje mi się czymś zupełnie nienormalnym, że archiwaliów związanych z krakowskimi Żydami trzeba szukać w Warszawie, tam płacić za hotel i ponosić inne koszty. Gmina Żydowska w istniejącej obecnie sytuacji nie ma oczywiście zamiaru odbierać tych archiwalnych materiałów – nie ma bowiem żadnych możliwości ich przechowywania. Gdyby jednak powstał w Krakowie Instytut Aszkenazyjski w Krakowie, posiadający pomieszczenia dla przechowywania w odpowiednich warunkach dokumentów i fachowy personel zajmujący się tymi materiałami – to wówczas sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Oprócz tego w Archiwum tym mogłyby być przechowywane różne materiały archiwalne dotyczące spraw żydowskich – czy to osób prywatnych, czy to instytucji. Można by pomyśleć o tym, aby jedną z jego części tego było Archiwum Sprawiedliwym wśród Narodów Świata. Inną częścią mogłoby być Archiwum Muzyczne i Biblioteka Muzyczna im. Mordechaja Gebirtiga – człowieka znanego w najdalszych zakątkach świata, o którym w Krakowie nikt nie pamięta.

3. Potrzeba istnienia centrum edukacyjnego-informacyjnego wydaje się najzupełniej oczywista, bowiem brak wiedzy i niezrozumienie tych spraw są olbrzymie. Przy tym powinna to być edukacja dwustronna. Z jednej strony należy edukować polskie społeczeństwo – przede wszystkim młodzież – na temat Żydów (co może w konsekwencji prowadzić do tego, by społeczeństwo to, świadome dziedzictwa wspaniałej przeszłości, stało się bardziej otwarte na inność i różnorodność). Z drugiej strony należy także edukować przyjeżdżających do Polski obcokrajowców (zwłaszcza żydowską młodzież), przezwyciężając bardzo rozpowszechnione, nieprawdziwe stereotypy na temat życia polskich Żydów – tak aby po odwiedzeniu tej instytucji nie mogli już uważać, że Kraków to położone niedaleko Auschwitz miasto, w którym Żydzi nie robili nic innego poza borykaniem się z powszechnym w Polsce zoologicznym antysemityzmem; przybyli zaś tutaj w tym jedynie celu, aby dać się wymordować.
W związku z tym Instytut Aszkenazyjski powinien posiadać obszerną bibliotekę i mediatekę. Powinna się w nim znaleźć także sala konferencyjno-widowiskowa, sale lekcyjne i wykładowe, komputery z dostępem do Internetu.

4. Krakowskie judaica zostały po II wojnie światowej rozszabrowane i znalazły się w wielu miejscach świata, przede wszystkim w Warszawie (drzwi do Aron ha-Kodesz z synagogi ReMU, obrazy krakowskich malarzy w ŻIH-u) i w Izraelu (drzwi do Aron ha-Kodesz z synagog Wysokiej i Poppera, iluminowana średniowieczna biblia hebrajska, większość kolekcji Stiglitza). Nie wydaje się prawdopodobne, aby ci, którzy zawłaszczyli krakowskie judaica, gotowi byli je zwrócić. Na skutek jednak wysiłków krakowskich muzealników w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie znalazł się cenny zbiór judaiców pochodzących z różnych małych miasteczek na terenie Polski. Sądzę, że można by wykorzystać tę sytuację.
Muzeum Aszkenazyjskie powinno składać się z kilku ekspozycji. Dwie z nich powinny zostać urządzone wspólnie z Muzeum Narodowym w Krakowie. Pierwsza powinna bezpośrednio nawiązywać do pamiętnej wystawy „Żydzi – Polscy” Marka Rostworowskiego z 1989 roku. Powinna ona pokazywać obraz Żydów w polskiej sztuce – i proponuje nazwać ją „Galerią imienia Marka Rostworowskiego”. Druga powinna pokazywać judaica – wybrane obiekty żydowskiej sztuki ze zbiorów Muzeum Narodowego. Proponuję nazwać ją „Galerią imienia Feliksa Kopery”, gdyż to dzięki temu długoletniemu dyrektorowi krakowskiego Muzeum zbiory te zostały zgromadzone. W taki sposób Muzeum upamiętniałoby zasługi polskich muzealników dla zachowania śladów żydowskiej tradycji i kultury. Trzecia ekspozycja powinna być poświęcona współczesnej sztuce czerpiącej inspirację ze sztuki żydowskiej. Czwartą mogłaby być ekspozycja fotografii. Ekspozycja piąta byłaby ekspozycją multimedialną poświęconą „Złotemu Wiekowi” (kiedy to Kraków był jednym z kilku najważniejszych żydowskich miast świata). Szóstą – ekspozycja opowiadająca o tradycji i kulturze aszkenazyjskich Żydów, ze szczególnym uwzględnieniem udziału krakowskich Żydów – od rabina Mojżesza Isserlesa po Mordechaja Gebirtiga. Siódmą – ekspozycją poświęcona dziejom żydowskiego Krakowa i wybitnym postaciom z tą historią związanym (oczywiście z perspektywy tego, z czego możemy czerpać dumę i na czym opierać naszą tożsamość.
Muzeum Instytutu Aszkenazyjskiego powinno wymieniać się ekspozycjami z innymi żydowskimi muzeami na całym świecie; dlatego powinno ono posiadać obszerne sale przeznaczone na ekspozycje czasowe.

*

Instytut Aszkenazyjski mógłby odegrać jeszcze jedną, bardzo ważną rolę. Otóż w wielu miastach i miasteczkach południowej, południowo-wschodniej i środkowej Małopolski – a więc obecnych województw Małopolskiego, Podkarpackiego i Świętokrzyskiego – znajdują się (najczęściej zrujnowane) budynki synagog. Jak na razie nikt nie pomysłu, co z nimi zrobić – więc niszczeją i w każdym roku są w coraz gorszym stanie. Wydaje się, że mogłyby w nich powstać ośrodki zajmujące się działalnością kulturalną, połączoną z upamiętnianiem mieszkających tam przed II wojną światową Żydów; dla tych budynków mogłoby to być szansą ocalenia, a dla tych miejscowości – szansą na przyciągnięcie turystów, przyczyniając się także dla odzyskania tożsamości tych miejsc. Byłoby to jednak możliwe tylko pod warunkiem współpracy i współdziałania społeczności lokalnych, mieszkających w świecie Żydów pochodzących z tych miejscowości, jak również (last not least) Żydowskich Gmin Wyznaniowych w Krakowie i Katowicach oraz Fundacji Żydowskiego Dziedzictwa. Instytut Aszkenazyjski mógłby być instytucją inicjująca taką współpracę, pomagającą opracować plan właściwego użytkowania tych budynków i zorganizować na to środki, a potem koordynująca funkcjonowanie działających w nich ośrodków.

*

Żydowski Kraków stanowił – obok Krakowa królewskiego, kościelnego, uniwersyteckiego, mieszczańskiego – nieodłączną część miasta. Krakowska tożsamość byłaby ułomna i kulawa bez uwzględnienia tożsamości żydowskiego Krakowa. Dlatego Instytut Aszkenazyjski i Muzeum Aszkenazyjskie w Krakowie powinny – obok Wawelskiego Muzeum, Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, Muzeum Archidiecezjalnego, Muzeum Narodowego, Muzeum Historycznego Miasta Krakowa – współtworzyć świadomość tożsamości tego miasta. W oparciu o rolę Krakowa w tworzeniu się i rozwijaniu tożsamości aszkenazyjskich Żydów, Instytut Aszkenazyjski mógłby pomóc kształtować obraz Krakowa nie tylko jako stolicy polskich królów, miasta papieskiego i uniwersyteckiego, ale także jako stolicy aszkenazyjskiego świata.
Mogłoby to stać się przeciwwagą dość powszechnie niestety panującej w świecie opinii, że jest to tylko położone w pobliżu AuschwitzSalt Mine miasto, w którym dobry Niemiec Oskar Schindler ratował Żydów, i w którym jest wiele doskonałych barów i pubów, gdzie można się zdrowo upić.

Instytut Aszkenazyjski i Muzeum Aszkenazyjskie – w odpowiedni sposób ukazując rozkwitającą na terenie Polski tradycję i kulturę żydowską – mógłby pomóc zwalczyć panujące powszechnie fałszywe stereotypy na temat współżycia Polaków i Żydów na tej samej ziemi, stereotypy podsycane przez różne historyczne i polityczne zawirowania. Pokazując dzieła sztuki pochodzące ze zbiorów krakowskiego Muzeum Narodowego w Galeriach im. Feliksa Kopery i Marka Rostworowskiego, mogłoby przezwyciężyć panujący w świecie pogląd o lekceważącym, niechętnym, a nawet wrogim stosunku polskiego społeczeństwa do żydowskiego dziedzictwa. Wzbogaciłby znaczenie Krakowa w Europie jako miasta bogatego kulturą i nauką (a nie piwem i kiełbaskami). Wpływałby na lepsze zrozumienie między ludźmi i narodami. Wydaje mi się, że gdyby Kraków dołączył do grona tych miast, w których istnieją żydowskie instytuty i żydowskie muzea o charakterze szerszym niż tylko lokalny i prowincjonalny, to raczej wzmocniłoby to (a nie osłabiło) prestiż tego miasta. No a jeśliby w Polsce zaistniała gdzieś – poza samą tylko Warszawą – tego typu placówka, to wpłynęłoby to raczej pozytywnie (a nie negatywnie) na opinie o tym kraju.

W wolnej i demokratycznej Polsce myśl o tym, że można wszystkim centralnie zarządzać z Warszawy, jest niedorzeczna i szkodliwa. Polska jest krajem tak dużym, a rola Żydów w jej historii, tradycji i kulturze tak znacząca, że pomysł, iż można jedynym tylko warszawskim muzeum „załatwić sprawę” polskich Żydów i stosunków polsko-żydowskich jest całkowicie absurdalny. Centralizacja w tym zakresie prowadzi nie do lepszego zarządzania, ale do braku wiarogodności, do jakiegoś glajszachtowania, urawniłowki, a w konsekwencji z jednej strony do zaniku całego bogactwa i różnorodności, z drugiej zaś – nie do przezwyciężenia fałszywych stereotypów, ale do ich wzmocnienia i do tworzenia nowych, nie mniej fałszywych.

Miliony turystów przyjeżdżają do Pragi, Berlina, Wiednia, Budapesztu aby zapoznać się z żydowską przeszłością tych miast. Tam właśnie szukają żydowskiej chwały, a w Polsce – jedynie żydowskiego cierpienia i śmierci. Do Krakowa przyjeżdżają oni tylko dlatego, że znajduje się w pobliżu Auschwitz. A to przecież Kraków był najważniejszym żydowskim miastem w Europie Środkowowschodniej; jednak mało kto o tym wie.

Powołanie w Krakowie Instytutu Aszkenazyjskiego i muzeum tradycji i kultury Żydów Polskich, który uświadamiałby ludziom tę prawdę, mogłoby być jednym z działań na rzecz przywrócenia Krakowowi funkcji i roli duchowej i kulturalnej stolicy Polski (a nie stolicy europejskich pijaków). Mogłoby mieć ono jednak znaczenie nie tylko dla Krakowa, ale dla całej Polski. Skutkiem eksponowania Auschwitz i żydowskiej Warszawy kosztem żydowskiego Krakowa jest panujące powszechnie w świecie fałszywe przekonanie, że w środkowej Europie Żydzi mieszkali w Czechach, Niemczech, Austrii, na Węgrzech – a do Polski przybyli jedynie po to, a by dać się zamordować (i że Polska została wybrana do tego celu dlatego, że Niemcy wiedzieli, iż mogą tu liczyć na pomoc, a przynajmniej życzliwą obojętność ze strony tradycyjnie antysemickich Polaków). Jestem przekonany, że jeśli powstanie Instytut Aszkenazyjski i muzeum tradycji i kultury Żydów Polskich w Krakowie , to mogą one mieć zupełnie kluczową rolę w zwalczaniu takich nieprawdziwych stereotypów.

Uważam zatem, że jest w Polsce miejsce – obok Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie – także i na Instytut Aszkenazyjski, na muzeum tradycji i kultury Żydów Polskich w Krakowie. Jestem absolutnie pewien tego, że potrzeba zaistnienia takiej instytucji właśnie tutaj, na południu Polski, jest olbrzymia, że potrzebna jest ona Krakowowi, Polsce i wszystkim wywodzącym się z Europy Środkowowschodniej Żydom.

(2007)

do druku

poleć stronę