Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Punkt widzenia »

Kiedyś też was wszystkich nienawidziłem


30-05-2013 / AP

 Urodzony w Wielkiej Brytanii Maajid Nawaz przez wiele lat był dżihadystą. Jednak gdy w egipskim więzieniu doświadczył pomocy europejskich organizacji praw człowieka, zaczął zwalczać islamistyczną ideologię. Oto jego komentarz po zamachu w Wollwich:


Maajid Nawaz /fot. Internet

Maajid Nawaz /fot. Internet

 Większości ludzi trudno sobie wyobrazić, żeby można było kogoś zadźgać nożem, nie mówiąc o odcinaniu głowy tasakiem. A jeszcze zrobić to w biały dzień,na środku drogi, prosząc przechodniów, żeby robili zdjęcia – to przekracza wszelkie pojęcie.

Mało kto rozumie, jak brytyjscy dżihadyści Michael Adebolajo i Michael Adebowale mogli być aż tak przepełnieni nienawiścią. Wstyd mi się przyznać, ale ja rozumiem. Byłem kiedyś bardzo do nich podobny.
Spędziłem 13 lat w Hizb ut-Tahrir (HT, Partia Wyzwolenia), światowej organizacji islamistycznej, z której wyłonił się następnie ruch al-Muhajiroun (Emigranci), zakazana islamistyczna organizacja terrorystyczna założona przez Omara Bakri Muhammada i Andjema Choudary’ego.

I Bakri, i Choudary, znali Adebolajo, który wychował się jako chrześcijanin. Podobnie jak on, dorastałem w Essex, w wykształconej, dobrze sytuowanej i dobrze zintegrowanej rodzinie. I tak samo jak Adebolajo chciałem się dalej kształcić. On odpadł, mnie udało się zrobić licencjat z prawa i arabistyki w Szkole Studiów Afrykańskich i Orientalnych (The School of African and Oriental Studies), a potem magisterium z politologii na London School of Economics.
(Przekonanie, że wszyscy radykalni młodzi muzułmanie nie mają pracy albo są nieprzystosowanymi społecznie samotnikami, jest niebezpiecznym nieporozumieniem. Mnie nie brakowało perspektyw zrobienia kariery, nie narzekałem też na brak kolegów i koleżanek).

I ja także zostałem złapany w następstwie dżihadystycznego morderstwa, gdy na ulizy zarżnięto mężczyznę maczetą. To był 1995 r., a ja byłem przewodniczącym Unii Studentów w Newham College na londyńskim przedmieściu East Ham. Studencki związek nie był niczym innym, jak agendą Partii Wyzwolenia (HT). Pieniądze przeznaczeliśmy na nasze sprawy, dając wykłady, głosząc kazania gdzie się dało – na ulicach, na podwórkach, w kantynach, wszędzie, gdzie tylko mogłem stanąć na stołku i ziać nienawiścią.

Omar Bakri zaczęcał nas, żebyśmy działali jak uliczne gang ii tak właśnie robiliśmy, grasując po Londynie, bijąc Sikhów i afrykańskich chrześcijan. Nękaliśmy muzułmańskie kobiety, póki nie zaczęły nosić hidżabów. Uważaliśmy się za niepokonanych.
I kiedy mój znajomy, Sajed Nur, zabił nigeryjskiego studenta Ayotunde Obanubiego wydając z siebie ten sam bojowy okrzyk, co zamachowcy z Woolwich – "Allahu Akbar", Bóg jest wielki – patrzyłem na umierającego i nie czułem nic. Nie podburzałem go do morderstwa, ale też nie zrobiłem nic, żeby je powstrzymać.

Jak do tego doszło? I co przemienia ten wąski margines zwykłych, młodych muzułmańskich mężczyzn w fanatycznych morderców z zimną krwią? Dla mnie był to brutalny i potężny rasizm, którego doświadczyłem jako nastolatek. Neonazistowska paramilitarna organizacja Combat 18 zaczęła prześladować mnie i moich przyjaciół. Kilkakrotnie byłem zmuszony, by patrzeć, jak moi biali koledzy są bici za to, że byli związani ze mną.

Gdy miałem 15 lat, zostałem aresztowany, bo bawiłem się plastikowym karabinem. To był początek lat 90., gdy w Bośni dokonywało się ludobójstwo, a wspólnota międzynarodowa nie robiła w tej sprawie nic. Do tego trzeba dodać mój wewnętrzny kryzys tożsamości – nie wiedziałem, czy jestem Brytyjczykiem czy Pakistańczykiem, muzułmaninem czy agnostykiem – by mój rozbrat z głównym nurtem społeczeństwa stał się całkowity.

To co się stało później, przypieczętowało mój los. Potrzebowałem kogoś, kto by poprowadził załamanego i ogłupiałego nastolatka. Zamiast tego trafiłem na charyzmatycznego agitatora Partii Wyzwolenia, który w imię islamu nafaszerował mnie ideologią islamizmu.

Islamizm jednak nie jest islamem. To upolitycznienie islamu, dążenie do narzucenia społeczeństwu własnej interpretacji tradycyjnej wiary. Aby to osiągnąć, islamizm wykorzystuje skrzywdzonych politycznie, takich jak ja, by wrażliwych, młodych muzułmanów doprowadzić do alienacji, a potem dać im alternatywne poczucie przynależności. Żerowanie na krzywdzie odrzuconych młodych ludzi jest zasadą islamizmu.

Wykorzystuje on, jak wszystkie inne fanatyczne ideologie, żonglowanie polityczną tożsamością, tworzy podziały „my i oni”, aby zapewnić „nam” bezpieczne schronienie przed obcymi „nimi” i jako jedyne „przedstawicielstwo” muzułmanów przejąć kontrolę nad ich społecznością.

Jeden z dżihadystów z Woolwich wygłaszał do przechodniów tyrady, w rodzaju: „wy” okupujecie „nasze” ziemie. Szerzenie wśród muzułmanów tego rodzaju poczucia wyłączności bycia ofiarą ma kluczoe=we znaczenie dla procesu radykalizacji. Po morderstwie Obanubiego przez wiele lat zajmowałem się propagowaniem nienawiści, pomagałem zakładać oddziały organizacji w Danii i w Pakistanie, gdzie atakowaliśmy żołnierzy, aby doprowadzić do wojskowego zamachu stanu.

Gdy chciałem to samo robić w Egipcie w 2001 r., zostałem aresztowany i poddany torturom. W rezultacie stanąłem przed sądem za udział w zakazanej organizacji i dostałem pięcioletni wyrok. Siedziałem w więzieniu Mazra Tora, tym samym, w którym obecnie zamknięty jest Hosni Mubarak.

Właśnie wtedy zacząłem przebijać się przez pokłady mojej nienawiści i ignorancji. Doświadczyłem też życzliwości ze strony obcych, zwłaszcza Amnety International. W Anglii kampanię na rzecz mojego uwolnienia prowadził osiemdziesięciolatek, którego nigdy w życiu nie spotkałem.

Po długich duchowych poszukiwaniach mogłem wreszcie odrzucić islamistyczną ideologię, zakwestionować to wszystko, za co niegdyś gotów byłem umrzeć.

Rezygnacja z radykalizmu zaczyna się od przełamania logiki, która przedtem wydawała się niepodważalna i przemyślenia na nowo, o co się walczy i dlaczego. Nie jest to łatwe, gdy islamiści i islamofobowie karmią się nawzajem nienawistnymi stereotypami.

Za to, co się stało, nie należy winić służb bezpieczeństwa. Jak długo człowiek zdolny jest nosić nóż, takie morderstwa będą możliwe. Jedynym sposobem, by im przeciwdziałać, jest zapewnienie tym wściekłym młodym muzułmanom jakiegoś upustu. W Pakistanie założyłem Khudi, ruch młodzieżowy, który próbuje zwalczać ekstremistyczną ideologię poprzez zdrową debatę i dyskusje.

Czegoś podobnego potrzebujemy w Wielkiej Brytanii. Jedyna droga do zwalczenia islamizmu prowadzi przez wzajemne zaangażowanie. Powinniśmy uznać, że islamizm jest równie odrażający jak rasizm. Tylko wtedy będziemy mogli powstrzymać nienawiść młodych muzułmanów. Tylko wtedy przestną oni słuchać takich ludzi, jak Omar Bakri Muhammad czy Anjem Choudary.

Tłumaczenie i opracowanie: Anna Pawlikowska

Maajid Nawaz, współzałożyciel The Quilliam Foundation, organizacji zwalczającej islamistyczny ekstremizm, jest autorem książki “Radykał. Moja droga od islamskiego ekstremizmu do demokratycznego przebudzenia” (Radical: My Journey From Islamist Extremism To A Democratic Awakening, 2012). Jego artykuł I was a radical Islamist who hated all of you ukazał się 28 maja w "The Daily Telegraph".

do druku

poleć stronę