Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Punkt widzenia »

Egipska kraksa w kursie na demokrację

Zvi Bar’el


12-07-2013 / MF

Nigdy wcześniej nie dyskutowano w Izraelu o demokracji tak intensywnie – broń boże nie o izraelskiej demokracji, tylko o egipskiej, rewolucyjnej. Czy aresztowanie przez armię obalonego prezydenta Muhammada Mursiego jest w porządku? Co to za demokracja, w której tłumy protestują przeciwko wybranemu prezydentowi?


Egipski plakat rewolucyjny z 2011 r. (fot. FreeStylee, WikimediaCommons)

Egipski plakat rewolucyjny z 2011 r. (fot. FreeStylee, WikimediaCommons)

Dlaczego Egipcjanie nie mogli zaczekać trzy lata i wybrać nowego prezydenta? Z drugiej strony, czyż społeczeństwo nie ma prawa do obalenia rządu, który już na samym początku swojej kadencji zdradzał zapędy dyktatorskie i pragnął narzucić państwu prawo religijne? Wszystkie te uczone argumenty są bardzo podnoszące na duchu. Cóż za poważna i godna dyskusja, z odcieniem głębokiego rozczarowania z powodu haniebnego zachowania Egipcjan i ich wojska, sojusznika Izraela!

Jeszcze niedawno byliśmy szczerze zaniepokojeni sukcesem Bractwa Muzułmańskiego – w myślach liczyliśmy już rakiety typu Kassam, które miały spaść na Izrael. Uspokoiliśmy się, kiedy Mursi obiecał przestrzegać postanowień Porozumienia z Camp David; zadrżeliśmy ponownie, kiedy obalono prezydenta, do którego prawie zdążyliśmy się przyzwyczaić.

Izraelska opinia publiczna zaniepokoiła się również wtedy, kiedy Baszar al-Asad rozpoczął rzeź syryjskich obywateli. Z początku mieliśmy nadzieję, że przegra – w Izraelu mówiono, że jeżeli reżim Asada upadnie, zerwane zostaną więzi pomiędzy Hezbollahem a Iranem. Później zszokowała nas horrendalna liczba ofiar śmiertelnych syryjskiej wojny domowej, i przez moment do izraelskiego dyskursu wkradła się nuta współczucia. Szybko jednak ustąpiła – okazało się, że oddziały rebeliantów są radykalnymi, islamistycznymi „bojówkami”, które założą bazę Al-Kaidy tuż za naszym płotem. Lepiej już niech będą wyżynani – przynajmniej do czasu, aż w Syrii nie powstanie jakaś podejrzana demokracja.

Izrael miał rację – Arabowie nie są w stanie stworzyć demokratycznego państwa. Tytuł jedynej demokracji na Bliskim Wschodzie nie jest już zagrożony i wszyscy w regionie powinni się od nas uczyć. Tutaj, nawet jeżeli rząd okłamuje wyborców, wypiera się wszystkich obietnic, naraża życie obywateli i międzynarodową pozycję państwa, demokratyczne pozory są skrupulatnie zachowywane. Jak przystało na praworządny naród najważniejsza jest teoria – nawet, jeżeli prowadzi nas do przepaści.

W imię demokracji w Knesecie przegłosowuje się rasistowskie ustawy, proponuje się zniesienie urzędowego statusu języka arabskiego czy odmawia się równych praw tym, którzy nie służą w armii. Do izraelskiej demokracji nie dociera, że okupacja jest działaniem niedemokratycznym, podobnie jak wykluczanie Arabów ze społeczeństwa. Chcemy być przede wszystkim państwem żydowskim, a dopiero w następnej kolejności państwem liberalnym. Obywatele Izraela są mili, grzeczni i zadowoleni z faszyzmu, tak długo, jak pozostaje demokratyczny. Lub vice versa.

Ale to nie izraelska demokracja miała być przedmiotem naszej dyskusji – jej charakter i postać są powszechnie znane. Zajmijmy się tym, w jakim stopniu egipska demokracja zgodna jest lub nie z powszechnymi normami.
Egipt jest krajem w ogniu rewolucji. Jego siły cywilne, zarówno świeckie jak religijne, zaledwie dwa i pół roku temu wyzwoliły się spod pół-wojskowej dyktatury Hosniego Mubaraka, a teraz zwarły się w bitwie o przyszły kształt państwa. Przemiany demokratyczne, w wyniku których z polityki usuwa się wojsko, a na jego miejsce wprowadza się ruchy religijne, nie sprzyjają równowadze, do której dążyli liberałowie w sojuszu z Bractwem Muzułmańskim.

W konstytucji egipskiej zawarty został strach, który mógł stać się rzeczywistością permanentną – uniemożliwiał realizowanie zasady partnerstwa pomiędzy stronami i deprawował tych, którzy rozpoczęli rewolucję dla politycznych i ideologicznych korzyści. Ostatecznie zaowocował nową walką o kształt Egiptu. Tłumy demonstrantów z obu obozów nie chcą obalenia demokracji – dążą do ustalenia, czy egipska demokracja jest tylko proceduralna, czy rzeczywista.

W Izraelu, gdzie istota demokracji już dawno przestała być przedmiotem dyskusji a żydowskość ostatecznie zwyciężyła nad liberalizmem, procedury stały się początkiem i końcem wszystkiego. Tymczasem w Egipcie trwa walka o rozstrzygnięcie tej kwestii – brutalna i tragiczna, ale taka jest właśnie istota rewolucji.

Tłumaczenie i opracowanie: Małgorzata Urszula Fortuna

 

Artykuł ukazał się na stronach Haaretzu 10 lipca 2013 r. pt. Egypt’s crash course in democracy.

 

do druku

poleć stronę