Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Punkt widzenia »

Globalizacja a zakaz uboju

Anna Pawlikowska


17-07-2013 / AP

 Zakaz uboju rytualnego, którego w Polsce obrońcy zwierząt domagali się na tyle skutecznie, że został przez Sejm przegłosowany wzbudzając oburzenie polskich rzeźników, gmin żydowskich i muzułmańskich oraz MSZ Izraela, wydaje się być ubocznym skutkiem globalizacji.


Przed świętem Kurban Bajram pod meczetem w Kruszynianach /fot. Internet

Przed świętem Kurban Bajram pod meczetem w Kruszynianach /fot. Internet

 Wcześniej zresztą te same globalizacyjne procesy przyniosły polskim rzeźnikom hossę: upewniwszy się, że interes jest murowany, na podstawie wątłego ministerialnego rozporządzenia będącego w jawnej sprzeczności z obowiązującą od 2002 r. ustawą zaczęli instalować w swoich ubojniach linie do zarzynania zwierząt bez wcześniejszego ogłuszania, nawiązali też „międzyreligijną” współpracę z islamskimi i żydowskimi rzezakami, których udział był niezbędny, żeby mięso zyskało certyfikat koszerności lub halal. A potem mogło pojechać do Turcji (wzrost eksportu mięsa w latach 2010/2011 wyniósł 300%), krajów arabskich czy Izraela. Wartość eksportu takiego mięsa z polskich zakładów wyniósł w 2012 roku 2,55 mld euro.

Minister rolnictwa namawiając Sejm do przyjęcia rządowej poprawki zapowiedział, że jej odrzucenie pozbawi miejsc pracy tysiące polskich rolników. To duża strata z punktu widzenia dialogu międzyreligijnego. Oto bowiem za sprawą globalizacji tysiące polskich rolników mogło się dowiedzieć, jakim zasadom musi być poddany ubój zwierzęcia, aby jego mięso nadawało się do spożycia przez wyznawców judaizmu lub islamu. Wcześniej wiedział o tym mało kto, a rytualne zarzynanie krów w Bohonikach przed islamskim świętem Kurban Bajram kojarzyło się swojsko, przypominając znane każdemu – choćby ze słyszenia – świniobicie, dokonywane na wiejskim podwórzu.

Globalizacja zmienia jednak drastycznie skalę. Gdy to, co odbywało się dotychczas na folklorystycznym marginesie zyskało w nowoczesnych ubojniach przemysłową płynność, pozwalającą na zaspokojenie potrzeb wielokrotnie większych rzesz muzułmanów i Żydów, niż liczą polskie mniejszości, została – jak widać w debacie publicznej – przekroczona pewna granica. Opisy, filmy i fotografie, przedstawiające obrotowe klatki dla krów wstrząsnęły zbiorową wyobraźnią o wiele silniej, niż mglisty pejzaż Podlasia z dogorywającym na trawie bydlęciem. Przypominam, że gdy wiele lat temu jeden z dodatków „Gazety Wyborczej” zamieścił fotoreportaż z rytualnego uboju przeprowadzonego w jednej z gmin tatarskich (na obrzeżach kadrów widać było ciekawskie dzieciaki), nikt nie domagał się ustawowego zakazu takich praktyk.

Ma rację Dawid Warszawski sugerując, że wrażliwość obrońców zwierząt powinna objąć też los świątecznych karpi czy zwierzyny łownej. Nie ma racji twierdząc, że nieuwzględnienie go w przegłosowanej 11 lipca ustawie każe dopatrywać się w niej ksenofobicznej czy wręcz antysemickiej intencji. Dostrzeganie praw zwierząt jest toczącym się od niedawna procesem. W Polsce właśnie proceder związany z masowym ubojem rytualnym przyczynił się do przekroczenia pewnego progu zbiorowej wrażliwości. Można mieć nadzieję, że rozwiązanie kwestii obozów koncentracyjnych dla kur czy cieląt będzie kolejnym etapem tego procesu. (Co do karpi, wydaje się, że coroczne apele o zmniejszenie ich cierpienia – połączone z kontrolami na targowiskach – zaczynają przynosić skutek, zaś jeśli chodzi o myślistwo, można zapytać pana prezydenta, jaki jest społeczny odbiór tego rodzaju pasji).

Czy jednak w obecnej sytuacji polskim wyznawcom judaizmu i islamu pozostaje wegetarianizm lub emigracja? Niektórzy zwolennicy zakazu uboju bez ogłuszania uważają, że starożytność pewnych tradycji nie musi być rękojmią ich niezmienności i podają szereg wymownych tego przykładów. Można się spodziewać, że zaostrzające się ustawodawstwo w sprawie uboju rytualnego (zakaz obowiązuje także w Norwegii, Szwecji, Szwajcarii i Islandii, a batalia o jego wprowadzenie toczy się w wielu innych krajach) sprawi, że niektórzy wyznawcy tej akurat tradycji uznają kiedyś, że nie jest ona aż tak istotna dla ich tożsamości religijnej. To jednak delikatny proces i lepiej, żeby nie odbywał się on pod społecznym ciśnieniem.

Na pewno też nigdy nie obejmie on wszystkich, może więc muzułmańscy i żydowscy rzezacy w Polsce mogliby wrócić na wiejskie podwórko? Byłoby najlepiej, gdyby wystarczyła do tego ustawa o stosunku państwa do gmin żydowskich z 1997 r. oraz umowa gmin muzułmańskich z II RP z 1936 r. w połączeniu z przepisami dotyczącymi uboju gospodarczego – zgodnie z którymi każdy gospodarz może na własnym terenie dokonać takiego uboju przy pomocy uprawnionej osoby, zgłaszając jedynie ten fakt powiatowemu weterynarzowi. Próba uregulowania tego na forum Sejmu mogłaby pociągnąć za sobą ryzyko, że znowu ktoś zechce wykorzystać zasady wolności religijnej do kręcenia globalnego biznesu.

Wydaje się, że polscy Żydzi i muzułmanie padli raczej ofiarą naszego rodzimego przemysłu mięsnego i jego światowych aspiracji, a nie naszych obrońców zwierząt. Tym bowiem, co najbardziej poruszyło polską opinię, nie jest sama zasada rytualnego uboju, ale to, do czego doprowadza ona w masowej skali. Ludzkość ma w ogóle poważny problem moralny z jedzeniem mięsa. Bez wątpienia obrońcy zwierząt nie spoczną i nadal będą nas nękać obrazami zmultiplikowanej męki różnych stworzeń. Na ich tle zarżnięcie krowy na wiejskim podwórku pozostanie obrazem sielskim i w gruncie rzeczy niewinnym. Mniejszości wychodzą zatem z tego sporu jako moralni zwycięzcy. Większość nadal będzie miała problem.

Anna Pawlikowska

do druku

poleć stronę