Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Punkt widzenia »

Podsumowanie

Anna Pawlikowska


02-01-2014 / AP

 Po trzynastu latach zamykamy FORUM Żydzi – Chrześcijanie – Muzułmanie. W ciągu tego czasu wiele się zmieniło, wiele też spraw pozostało niezmienionych. W niniejszym subiektywnym i wyrywkowym podsumowaniu spróbujmy zakreślić pejzaż, z którego ustępuje FORUM.


 Żydzi

Gdy na progu wolnej Polski powstawało FORUM, zaledwie od paru lat można było w ogóle wspominać o tym, że byli tu kiedyś jacyś Żydzi, że może nawet jeszcze są, i co się stało z tymi, których nie ma. Odkrywanie historii szło mozolnie, odczynianie zabobonów antysemickich – jeszcze trudniej. Wymiar Holokaustu był dla większości Polaków wychowanych w PRL sprawą nader mglistą. Stąd potrzeba tworzenia ośrodków badania Holokaustu oraz nauczania o nim. Za tym progiem czekał jednak kolejny. Opinia publiczna boleśnie się na nim rozbiła, gdy zaczęły się ukazywać kolejne książki ukazujące stopień zaangażowania Polaków w „dobijanie” Żydów, którym udało sę umknąć z hitlerowskiej zagłady.

Równolegle z debatą historyczną, z początku nawet wręcz jej unikając, zaczęło się w Polsce tworzyć i konsolidować środowisko żydowskie. W 2000 r. rabinem Warszawy został Michael Schudrich, który walnie się przyczynił do odbudowy gmin żydowskich w większych ośrodkach miejskich. Co roku kolejne miejscowości organizują swoje festiwale żydowskie, biorąc zwykle za przykład fenomenalne wielodniowe świeto kultury żydowskiej, którym od lat na przełomie czerwca i lipca żyje cały Kraków. Zarazem społeczność żydowska wyraźnie odzyskuje głos, co najlepiej można było zauważyć podczas niedawnej debaty na temat miejsca, w którym powinien zostać wzniesiony pomnik polskich Sprawiedliwych. Dziś chyba już każde wojewódzkie miasto posiada jakąś instytucję żydowską, a tym, co je odróżnia od podobnych miejsc działających na Zachodzie Europy, jest fakt, że mogą funkcjonować bez żadnej ochrony policyjnej.

Osławiony polski antysemityzm okazuje się więc raczej „mocny w gębie” – i tu faktycznie utrzymuje formę, co widać zwłaszcza w forach internetowych. Przypadki celowej, wandalskiej desakralizacji cmentarzy żydowskich także nie są częste, choć te, do których dochodzi, bywają zazwyczaj bardzo bolesne – jak w Jedwabnem, gdzie obelżywe, kpiące napisy umieszczono na pomniku Żydów wymordowanych przez polskich sąsiadów.
Najskuteczniejszą bronią przeciwko nienawiści jest wiedza i poznanie. Tu największe bodaj zasługi ma Forum Dialogu Między Narodami, prowadzące w gminnych i powiatowych szkołach rewolucyjny program edukacyjny Szkoła Dialogu. Ważne są także postawy pojedynczych ludzi – takich, jak choćby ks. Wojciech Lemański, z niezwykłą delikatnością ukazujący swoim parafianom drogi porzucenia zastarzałych stereotypów.

Ciekawym aspektem odradzania się żydowskiego życia w polskim społeczeństwie jest odkrywanie własnych żydowskich korzeni przez osoby będące zwykle potomkami ocalonych z Holokaustu. Nie było jednak w Polsce aż tak efektownego coming outu, jak na Węgrzech, gdzie swoich żydowskich przodków odkrył jeden z czołowych antysemitów nacjonalistycznej partii Jobbik.

Wielkim przemianom w Europie Wschodniej i Unii Europejskiej towarzyszą także zmiany w Izraelu. Olbrzymia alija z krajów dawnego ZSRR przeorała społeczeństwo i politykę tego kraju. Liberałowie i socjaliści, niegdyś będący w zdecydowanej większości, ze zdumieniem obserwują rosnącą liczebność i siłę najbardziej tradycyjnych nurtów judaizmu, które u zarania istnienia Izraela uważano za schyłkowe – dlatego bez obaw zaopatrzono w liczne przywileje. Dziś kwestia włączenia w społeczne i ekonomiczne życie kraju rzesz młodych chasydów – a także powściągnięcie ich chęci urządzenia całego Izraela wedle własnych, ultraortodoksyjnych reguł – staje się palącym problemem.

Z kolei izraelsko-palestyńskie agony od dłuższego czasu znajdują się w stanie marazmu. Trwające od kilku miesięcy negocjacje pokojowe robią wrażenie teatru odgrywanego na potrzeby międzynarodowej opinii. Wszakże w świetle ujawnienia faktu trwających latami tajnych kontaktów między Mahmudem Abbasem a Benjaminem Netanjahu nikt chyba nie ma wątpliwości, że podtrzymywanie tlącego się konfliktu leży w interesie klasy politycznej obu stron. Oba społeczeństwa są nim jednak w najwyższym stopniu znużone i biją chyba światowe rekordy w pogłowiu obywatelskich inicjatyw na rzecz palestyńsko-izraelskiego dialogu i porozumienia. W tym roku maturę będzie zdawać kolejne pokolenie, którego całe dotychczasowe życie upłynęło pod znakiem „procesu pokojowego”. W 2014 r. minie 30 lat od jego rozpoczęcia, można więc uznać, że wejdzie on w swój wiek dojrzały. Czy można mieć nadzieję, że w tym udręczonym zakątku świata wreszcie zapanuje pokój?

Muzułmanie

Odpowiedź na powyższe pytanie dziś chyba należy kierować właśnie w stronę muzułmanów. Wojna w Syrii i wyraźna zmiana klimatu polityki zagranicznej Iranu wskazują na przegrupowania na froncie wyznaczanym na Bliskim Wschodzie przez cztery siły: z jednej strony podział na szyitów i sunnitów, z drugiej – na rosyjską i amerykańską strefę wpływów. Oprócz Syrii konflikt szyicko-sunnicki krwawe żniwo zbiera też w Iraku, ale już na przykład w Bahrajnie przybiera formę zdławionego dyskursu pomiędzy władzą a ludem, z wyraźną przewagą tej pierwszej. Kiedyś ciśnienie uniesie pokrywkę tego kotła i może się zrobić gorąco. Gdy szef irańskiego MSZ stwierdził niedawno, że konflikt szyicko-sunnicki jest największym zagrożeniem dla światowego pokoju, jego słowa przyjęto z niedowierzaniem. Część zagrożenia wynika z faktu, że Zachód nie rozumie przyczyn ani skali owego antagonizmu.

Niemałe znaczenie ma też grunt, na którym wspomniane przegrupowania się dokonują – a jest nim ropa naftowa, surowiec par exellance polityczny. Dziś jednak, po raz pierwszy od wielu dekad, może się okazać, że jej bliskowschodnie zagłębie straci na znaczeniu ze względu na odkrycia bogatych złóż w innych regionach świata oraz w związku z rozwojem nowych technologii pozwalających na wydobywanie surowców energetycznych tam, gdzie się ich nikt nie spodziewał. Jak wpłynie to na sytuację Półwyspu Arabskiego? Jaki będzie ten ropą pisany scenariusz dla „procesu pokojowego”?

W ciągu ostatnich kilkunastu lat Zachód nauczył się kilku nowych słów po arabsku. Jednym z nich jest dżihad. Po 09/11 huntingtonowska teza o zderzeniu cywilizacji zyskała wielu nowych zwolenników, a „walka z terroryzmem”, poza swoimi sukcesami i porażkami, stała się źródłem rosnących wpływów nie tylko dla przemysłu zbrojeniowego, ale przede wszystkim dla wszelkiej maści wywiadów. Po ucieczce Edwarda Snowdena zwykli obywatele państw niemających nic wspólnego ze światowym terroryzmem zaczęli z nieufnością spoglądać na swoje smartfony i skrzynki mailowe. Tego skutku swojej strategii zapewne Osama bin Laden nie przewidział, osiągając wszakże swój zasadniczy cel, jakim było rozchwianie amerykańskiej ekonomii za pomocą umiejętnie podsycanej antyterrorystycznej histerii.

Innym ważnym pojęciem ze słownika arabskiego jest wahabizm. Mit „powrotu do pierwotnej czystości” jest żywy w każdej religii, w każdej też owocuje fundamentalistyczną surowością i stawianiem na ostrzu noża tych wszystkich zagadnień, które idą najbardziej pod prąd cywilizacyjnych nurtów. Jego rzeczywistym źródłem jest lęk przed przyszłością i obcością, przed tym, co nieznane. Gdy przestrzeń obcości poszerza się za sprawą globalizacji, ów lęk także nabiera globalnego charakteru. W przypadku islamu, religii dość młodej i od początku poddanej konfrontacji z obcym żywiołem, „pierwotna czystość” staje się postulatem tyleż powszechnym, co krwawym. Przeszło dziesięć lat temu Zachód stanął z rozdziawioną buzią patrząc na postulaty i wyczyny afgańskich talibów. Ale teraz fundamentalistyczna gorączka ogarnia Afrykę, ląd nieznany nawet dla samego siebie, tak dogłębnie przemieniony w ciagu ostatnich dekad przez eksplozję ludnościową i konfrontację cywilizacyjną.

Chrześcijanie

Lęk przed globalną obcością nie omija też chrześcijan. XIX-wieczne przeświadczenie, iż objęcie całej ludzkości cywilizacyjną jednią europejskich wartości jest tylko kwestią czasu, okazało się niezwykle żywotne, ale w końcu jednak wyparowało, i to właściwie dopiero na naszych oczach. Chrześcijaństwo odarte z cywilizacyjnej misji musi szukać swojej tożsamości we własnym kręgu, tym razem jednak nie usuwając z pola widzenia kwestii równości kobiet i mężczyzn, praw mniejszosci seksualnych czy problemów ekonomicznego wykluczenia. To sprawia, że w żadnej z chrześcijańskich denominacji nie brakuje tych, którzy tęsknią za starymi, dobrymi czasami powszechnego obowiązywania jednolitych reguł dla wszystkich. Czasami, których wszakże nigdy w rzeczywistości nie było.

Ową tęsknotę dobrze rozumiał papież Benedykt XVI, próbując, czy dla jej zaspokojenia nie wystarczy przywrócenie do użytku Missale Romanum i znalezienie w Kościele miejsca dla schizmatyków spod znaku arcybiskupa Levebvre oraz dla anglikanów, zbuntowanych przeciw równouprawnieniu kobiet i homoseksualistów w swoim Kościele. Ledwie jednak katoliccy fundamentaliści zaczęli oddychać z pewną ulgą, licząc na papieski patronat w dziele dalszego zwierania szeregów przeciwko temu, co obce i wraże, na balkon bazyliki św. Piotra w swoich starych czarnych butach wszedł papież Franciszek i powiedział „buona sera”.

Po prawie dziesięciu miesiącach od tamtego wydarzenia Kościół katolicki wciąż jeszcze nie bardzo pojmuje, dokąd go doprowadzi pontyfikat Franciszka. Ci, którym wniesiony przez niego powiew nadziei zapiera dech w piersiach – a są wśród nich także innowiercy i ateiści – po cichu powtarzają między sobą zaklęcie: „żeby mu się tylko nic nie stało...” Ale ten papież jest nie tylko Franciszkiem, ale przede wszystkim argentyńskim jezuitą, dobrze znającym i dzieje Watykanu, i niebezpieczeństwa wiążące się z trudnymi misjami. Jego franciszkańskie umiłowanie prostoty życia w księżowskim hotelu, z jego ogólnodostępną stołówką, wydaje się być najlepszą polisą na życie.

W Polsce – i w kilku innych krajach uważających się za filary katolicyzmu – po pierwszym szoku hierarchia zaczyna brać na przeczekanie. Po każdej mocniejszej wypowiedzi Franciszka rozbrzmiewa chór egzegetów, którzy ludowi tłumaczą, co naprawdę papież powiedział. I chór ten ma zdumiewająco wielu wdzięcznych słuchaczy.

Wielu jest jednak również takich, którzy w papieskich wypowiedziach słyszą zapoznany, choć wciąż zdumiewająco żywotny, soteriologiczny ton chrześcijaństwa, rzeczywiście niosącego nadzieję wszystkim.

Dialog

Nadzieja jest jednak zupełnie inną misją, niż niesienie kaganka cywilizacyjnej oświaty, zwłaszcza takiej, o której wyższości jest się z góry przekonanym. Dlatego z chrześcijańskiego punktu widzenia nie widać dla świata innej drogi, niż radykalny dialog. W dialogu tego rodzaju nie ma takiej racji, z której nie można by było ustąpić w imię miłości.

Ta myśl od początku towarzyszyła powstawaniu FORUM, i tą myślą dziś je zamykamy.

Anna Pawlikowska

 Zobacz też: Pożegnanie FORUM

do druku

poleć stronę