Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Punkt widzenia »

Pan Władysław słucha radia

Anna Pawlikowska


17-12-2010 / AP

 W pewnej podlaskiej wsi żyje sobie pan Władysław. W małym domku pod lasem mieszka sam, przez pół roku mając za towarzystwo pszczoły i psa, a w ciągu zimowych miesięcy – tylko psa. Żona umarła, dzieci nie mieli.


Podlasie we mgle /fot. Internet

Podlasie we mgle /fot. Internet

Pogodził się z losem, radzi sobie jakoś, dwa hektary pola wystarczają na skromną egzystencję, choć z telefonu musiał niedawno zrezygnować, bo 130 zł za połączenia – to było dla niego o wiele za dużo. Chodzi do kościoła, spotyka się z kółkiem pszczelarzy, nie jest mrukiem, ale do ludzi za bardzo się nie garnie.

Pan Władysław nie ma żadnego wykształcenia, ale interesuje się światem, Polską, rzeczywistością. Całymi nocami słucha Radia Maryja. I ma wizję jasną: dla Polski ratunku nie ma już żadnego. Połowa władzy ciągnie za Rosją, połowa do Unii, a tam przecież same Żydy. Kaczyński im przeszkadzał – to go sprzątnęli; jego i całą polską elitę. Ruscy to zrobili, ku uciesze Tuska. A za Zachodzie nic o tym nie wiedzą. Dopiero Macierewicz tam do nich pojechał i trochę im oczy otworzył.

Ale co oni zrobią, w tej Unii? Nic nie zrobią. Im słaba Polska jest na rękę, tym Żydom. I teraz rozdzierają, rozdrapują, co tylko jest lepszego. Pan Władysław wylicza sprywatyzowane zakłady lub te, na które są robione zakusy. – O, teraz za lasy się zabiorą i Żydom sprzedadzą – mówi. – I co w Polsce będzie? Jedna bieda będzie. Kaczyński by im nie dał, a tak?...

Żeby zmienić temat rozmawiamy o wsi – że ładnie wygląda, domy zadbane, pola porządnie
uprawione. – A pan, panie Władysławie, na te dwa hektary dotacji z Unii dostaje pewnie sporo? – pytamy. Ale nie. Pan Władysław dotacji nie bierze wcale. – Ta ja się boję – mówi. – Dotacje wezmę, a potem przyjdą Żydy i ziemię mi zabiorą. Siostra pod powiatowym miastem mieszka, to tam cała wieś dotacji nie bierze. Wszyscy się boją. Na co mi ich dotacje? – pyta z ogniem uporu w oczach.
Trudno argumentować. – Ja bym tam na pana miejscu wzięła – mówię tylko.

Wychodzę ze słoikiem słodkiego miodu w ręce i z goryczą w sercu. Jak panu Władysławowi pomóc? Przecież on już duszę zaprzedał ojcu Rydzykowi. Co noc w swoim małym domku włącza jego radio i słucha. Potem często spać nie może do rana, bo go niepokój o Polskę zżera. I nienawiść to tych wszystkich złych ludzi – Żydów, komunistów, katolików udawanych, co chyba są najgorsi ze wszystkiego.

I tak, kropla po kropli, wysącza się z tego krzepkiego mężczyzny wszelka nadzieja, a z nią i miłość, i wiara. W jego oczach pojawiają się paranoiczne błyski. Jest samotny – będzie samotny jeszcze bardziej, bo wokół siebie nie ma komu zaufać. Jest ubogi – będzie jeszcze biedniejszy, bo ze swojego radia zrozumiał, że po pieniądze, które mu się uczciwie należą, lepiej ręki nie wyciągać.

*

Kto ulituje się nad panem Władysławem i dziesiątkami innych, jemu podobnych? Kto sprawi,
że Radio Maryja zamiast rozpaczy, nieufności i nienawiści zacznie tym ludziom głosić Dobrą
Nowinę?

W medialnym dyskursie na temat tego radia przeważa obraz jego siły politycznej. Media notują, który z posłów zabrał głos na jego falach, jacy biskupi uczestniczyli w kolejnych obchodach czy święcie. Dyskutowane jest ekonomiczne umocowanie imperium ojca Rydzyka, mówi się – niekiedy z zazdrością – o rzeszach marginalizowanych i biednych, których jednoczy to medium, oblicza się procent słuchalności.

W tych spekulacjach, niezależnie od tego, z której one strony naszego podzielonego społeczeństwa płyną, perspektywa wpływu Radia Maryja na poszczególne osoby, poszczególne rodziny, jest najczęściej zupełnie pomijana. Utarło się nawet, że jeśli ktoś chce je skrytykować, a nie wyjść przy tym na antyklerykała czy „wroga Kościoła’, podkreśla zwykle walor wspólnej modlitwy na falach radia czy owo „pochylenie się” nad słabymi i nieobecnymi w głównym nurcie mediów.

Nikt jakoś – od kiedy zamilkł ks. Tischner, który widział ten problem w szerokiej duszpasterskiej właśnie pespektywie – nie dostrzega, jak ogromną cenę płacą owi słabi i wykluczeni ludzie za „troskę”, którą otacza ich ukochana stacja. Wygodniej jest zakładać, że samotne starsze panie z przedmiejskich domków czy owdowiali rolnicy coś jednak zyskują słuchając Radia Maryja, choćby pomiędzy kolejnymi politycznymi komentarzami – mogą się wspólnie pomodlić, bywają wysłuchani na antenie, odnajdują wspólnotę w parafialnych Rodzinach Radia Maryja.

Trudno o większy fałsz. Przekaz budowany na falach tej stacji jest spójny i jednorodny. Prości ludzie nie są w stanie oddzielić politycznego komentarza od religijnego timbre’u. Każda rzecz, którą słyszą, wiąże się w ich świadomości z tym, co nauczyli się czcić od młodości – z Kościołem, księdzem, wiarą. Staje się niepodważalną prawdą. W ten sposób zamiast pocieszenia wspólnej modlitwy ich udziałem staje się rozpacz i poczucie bezsilności, zamiast nadziei rośnie w nich nienawiść.

do druku

poleć stronę