Wstęp Nowoczesna parafia Komentarze Diagnozy Refleksje Relacje Polecamy
NOWOCZESNA PARAFIA

Parafia moich marzeń - Zbigniew Nosowski 





Wystąpienie podczas obrad Papieskiej Rady ds. Świeckich, Rzym 2006



Z pewnością w oficjalnej nauce Kościoła parafia stanowi wątek niedoceniany. Przed kilkoma laty z wielkim zaskoczeniem odkryłem, że sam wyraz „parafia” nie znalazł się w żadnej z dwóch fundamentalnych konstytucji II Soboru Watykańskiego, „Lumen Gentium” i „Gaudium et spes”. Również z Katechizmu Kościoła Katolickiego wiele o parafii dowiedzieć się nie można; pojawia się tylko w dwóch punktach.

 Polska specyfika

Swoją wizją „idealnej” parafii dzielę się jako osoba świecka. Niestety ze względu na specyfikę Polski moje spostrzeżenia mogą się okazać nie zawsze przydatne w innych kontekstach kulturowych. Polska, jak wiadomo, charakteryzuje się wysokim poziomem religijności. Również sytuacja polskich parafii stanowi pewien wyjątek. A oto kilka przykładów.

1. Parafie w Polsce nadal są niezwykle ważnymi instytucjami - nie tylko dla Kościoła. Także dla społeczeństwa. Nasi socjologowie odnotowali, że po roku 1989, kiedy rozpoczęła się transformacja ustrojowa, wszystko podlegało zmianom: polityka, ekonomia, kultura, system wartości… Wszystko, ale parafie pozostały takie same. W szybko rozwijającym się świecie stanowiły element stabilności. Ludzie, patrząc wstecz, dostrzegali że to, co było ważne 10 czy 20 lat temu, dziś już nawet nie istnieje. Natomiast jak dawniej, tak i dziś, stałym punktem odniesienia pozostały parafie. Do dziś nie są zagrożone likwidacją, a księżom nie grozi bezrobocie.

2. Polacy darzą parafie bardzo dużym zaufaniem. W badaniach socjologicznych 80 proc. dorosłych Polaków uznało się za członków parafii i stwierdziło, że mają z nimi związek. To wspaniały kapitał zaufania! I to kapitał stabilny: w latach 1991-2002 nie miała miejsca pod tym względem żadna zasadnicza zmiana. Więzi emocjonalne z parafią są bardzo mocne: więcej niż połowa osób „zdecydowanie” identyfikuje się ze swoją parafią, zaś jedna trzecia „w pewnym stopniu”. W południowo-wschodniej Polsce te wskaźniki są nawet wyższe.

Chociaż Polacy mają zwyczaj narzekania na proboszczów, mimo to obdarzają ich większym autorytetem niż biskupów. Proboszczowie są blisko ludzi. Biskupi to zazwyczaj odległe, nieznane postacie. Księża parafialni również są lepiej postrzegani niż Kościół jako instytucja. Kiedy na początku lat 90. rozpoczął się w Polsce wzrost nastrojów antyklerykalnych, około 60 proc. Polaków uznawało, że Kościół katolicki ma zbyt wiele władzy. Ale już kiedy pytano o to na poziomie parafii, ludzie nie dostrzegali takiego problemu.

3. Liczba parafii w Polsce wzrasta. Żeby pokazać tempo, w jakim się to odbywa, powiem tylko, że w niektórych diecezjach liczba parafii ustanowiona w drugiej połowie XX wieku jest wyższa niż liczba parafii założonych na danym terenie przez wszystkie poprzednie stulecia. Pozwolę sobie przytoczyć przykład mojego rodzinnego miasta, Otwocka, które leży na peryferiach Warszawy. Przed drugą wojną światową w Otwocku znajdowało się pięć synagog i tylko jedna parafia katolicka. Dzisiaj z kolei mamy 10 parafii katolickich i żadnego Żyda…

W Polsce w latach 80. i 90. nastąpił wielki budowlany boom. Do tego czasu budownictwo sakralne było zakazane przez komunistyczny reżim. Kiedy zakaz uchylono, kościoły powstawały jeden po drugim (nie zawsze piękne, ale architekturę zostawmy tym razem na boku). Ważne jest jednak to, że wraz z szybkim rozwojem i postępującą urbanizacją, katolicy mieli własne miejsca kultu. Tylko w dekadzie lat 90. liczba parafii wzrosła z 8905 do 9950. W przeciągu 10 lat powstało więcej niż tysiąc nowych parafii! Obecnie (dane z roku 2002) jest ich 10162.

4. Pozytywne aspekty parafii w Polsce znajdują ciekawe odzwierciedlenie w kulturze popularnej. Pośród telewizyjnych oper mydlanych, w których zazwyczaj widz szybko gubi się w rozróżnianiu kolejnych partnerów serialowych bohaterów, pojawiła się bardzo popularna telenowela - licząca dziś już ponad 1000 odcinków i gromadząca wielomilionową widownię – zatytułowana „Plebania”. Bohaterami są proboszcz, wikarzy oraz cała społeczność małej wioski. Tematem - codzienne problemy parafian. Producenci i autorzy serialu wszystkie pomysły i kolejne scenariusze konsultują z rzeczywistym księdzem, którego parafia stała się pierwowzorem dla telewizyjnego miejsca akcji. Ksiądz sugeruje także fabułę. Pokazywano na przykład, jak jego parafia „zaadoptowała” i odbudowała zniszczony miejscowy cmentarz żydowski.

Tyle aspektów pozytywnych. Choć mogło to brzmieć jak zapowiedź sielanki, parafie w Polsce mają też swoje ciemne strony.

1. Parafie powoli tracą kontakt z młodymi ludźmi. W 1991 r. żadnego związku z parafią nie odczuwało 14 proc. młodych osób, ale w 2002 r. było ich już 29 proc. To bardzo ważny znak, że wspomniany kapitał zaufania może zostać zaprzepaszczony. Oczywiście polska młodzież w dalszym ciągu jest znacznie bardziej religijna niż w sąsiednich krajach, ale niepokojące tendencje zaczęły się pokazywać także u nas.

2. Znacząca większość parafian czuje się związana z parafią, ale nie czuje się za nią odpowiedzialna. Tylko 8 proc. należy do grup lub wspólnot parafialnych. 22 proc. uznaje, że ma pewien wpływ na życie swojej parafii. Ale, co ważniejsze, dokładnie tyle samo, 22 proc., chce taki wpływ w ogóle mieć. Wszyscy pozostali (a więc większość parafian!) są biernymi uczestnikami, klientami instytucji religijnej korzystającymi z jej usług. Oznacza to, że istnieje wielka potrzeba i konieczność podjęcia ewangelizacji.

Antidotum powinna zatem być głęboka odnowa parafii - ale taka zdarza się w Polsce raczej sporadycznie. Istnieje powszechne przekonanie, że nasza religijność jest i pozostanie wyjątkowa, bez względu na to, czy coś będziemy z nią robić czy też nie. Taka przypadłość może być konsekwencją nieświadomego konserwatyzmu opierającego się na przekonaniu, że „ma być tak jak jest, bo jest tak jak ma być”. Niestety, ten sposób myślenia ma swoje odbicie w posłudze pasterskiej Kościoła, który często interesuje się tylko tymi, którzy już w kościołach są. Polskie parafie nie poświęcają zbyt wiele uwagi - albo wcale - tym, którzy są katolikami tylko z deklaracji, czy którzy znajdują się w ogóle poza Kościołem.

3. Kolejny przykład - drobny, choć znaczący - naszej specyfiki pokazuje sytuacja, w jakiej znalazłem się przed 15 laty, kiedy uczestniczyłem w Synodzie Plenarnym Kościoła w Polsce. Zespół synodalny, w którym pracowałem, skupił się właśnie na problemach parafii. Odkryliśmy, że największym problemem jest brak wzajemnego zaufania pomiędzy osobami duchownymi i świeckimi. Dla niektórych księży jeszcze nie skończyły się czasy, w których „Kościół to tylko my”. A w niektórych świeckich jeszcze się nie narodziła świadomość, że „Kościół to także my”. W związku z tym, jako pierwszy krok do uzdrowienia parafii, zaproponowaliśmy księżom, żeby zapytali swoich parafian, jakie mają wyobrażenie o idealnej parafii - na przykład w formie ankiety pt. „Parafia moich marzeń”. Spotkało się to z ostrą krytyką ze strony kilku wpływowych biskupów, którzy stwierdzili, że ani Kościół, ani parafie nie mają być budowane na ludzkich marzeniach, ale zgodnie z wolą Chrystusa.

Tym bardziej jest dla mnie wielką satysfakcją, że 15 lat później mogę znów podjąć temat „parafii moich marzeń”, i to na zgromadzeniu Papieskiej Rady ds. Świeckich.

 Parafia „idealna”

Oczywiście parafia „idealna” jako taka nie istnieje. Ale jest sens rozmawiać o naszych marzeniach. Wyrażając je, lepiej uświadamiamy sobie, do czego dążymy. Rozmawiając o nich, robimy pierwszy krok w kierunku ich realizacji. To tak zwany mechanizm samospełniającego się proroctwa.

1. Rodzina

Afrykańska koncepcja „Kościoła jako rodziny” zyskuje dziś na popularności. W rodzinie jesteśmy razem, ale każdy jest inny. Uczymy się podstawowych wartości i postaw w odniesieniu do drugiego człowieka. Parafia powinna być taką rodziną. Innymi słowy, powinna być szkołą komunii. W praktyce ma to oznaczać, że parafia to miejsce wspólne dla bardzo wielu różniących się grup i wspólnot oraz szkoła współpracy, wzajemnego wspierania się i dopełniania.

Powinna być także szkołą odpowiedzialności. Sam najlepiej uczyłem się odpowiedzialności, gdy w młodzieżowej wspólnocie oazowej otrzymywałem od naszego księdza, niezwykle mądrego człowieka, bardzo poważne zadania, zawsze odrobinę powyżej swych możliwości. On tak nas wychowywał. Było to bardzo ważne doświadczenie, które później przeniosłem na inne wymiary swojego życia.

Zastanawiając się nad porównaniem parafii z rodziną, zrozumiałem, że tak jak dla rodziny fundamentem jest małżeństwo, tak samo dla parafii fundamentem jest kapłaństwo. Bez kapłana nie ma rzeczywistości sakramentalnej, która stanowi najważniejszy punkt życia każdej parafii. I tak samo jak rodzice musieli sobie zdać sprawę, że w dzisiejszym świecie ich autorytet względem dzieci musi być budowany w codziennych relacjach, tak samo księża muszą pracować nad swoim autorytetem dzień po dniu. Z tego powodu najważniejszą rzeczą w byciu dobrym księdzem jest przede wszystkim bycie dobrym człowiekiem.

2. Dom

Pierwszoplanową rolę w życiu rodziny odgrywa dom. Parafia moich marzeń to duchowy dom dla jej członków. Parafianie to przecież świeccy – kobiety i mężczyźni. Ich podstawowe powołanie jest powołaniem do bycia w świecie, a nie tylko w Kościele. Potrzebują parafii, żeby się duchowo odżywiać i wzmacniać (Msze święte, adoracje, spowiedź, grupy modlitewne), żeby mogli później sprawnie funkcjonować w swoich miejscach pracy, stowarzyszeniach, organizacjach, gdziekolwiek są. Ich aktywność nie może się wyczerpywać w parafii, ani nie może tylko na niej się koncentrować. Parafia powinna być miejscem do „naładowania akumulatorów”, żeby czynnie działać w świecie – „tak, aby świat uwierzył…”

Wyobrażenie sobie zestawienia domu rodzinnego z parafią nie nastręcza trudności. Bardzo często dom wydaje się pusty w przeciągu dnia, kiedy jego mieszkańcy są w szkołach, miejscach pracy itp. Więcej czasu spędzają poza domem niż w nim. Ale z całą pewnością, w przypadku zdrowej rodziny, czas spędzany w domu jest źródłem energii, dynamizmu, zaangażowania w różne przedsięwzięcia. W sensie duchowym parafia powinna spełniać podobną rolę jak dom rodzinny.

Powinna także być domem dla tych, którzy są samotni, izolowani, odrzuceni, którzy nie mają ani domu, ani rodziny…

3. Eucharystia

Bez wątpienia kluczowym momentem życia Kościoła jest Eucharystia. Proszę pozwolić, że użyję języka marketingowego - Eucharystia to znak firmowy czy wizytówka Kościoła. Bardzo często jest ona jedyną okazją do kontaktu z Kościołem, zwłaszcza dla katolików tylko nominalnych i nie-katolików. W związku z tym, chociażby ze względów pragmatycznych, powinniśmy zrobić wszystko, żeby niedzielna Msza była prawdziwym świętem, piękną celebracją inspirującą uczestników do wejścia w głąb Tajemnicy. Nie budzi moich zastrzeżeń ożywianie parafii poprzez pikniki czy zajęcia sportowe, ale najważniejszym elementem życia parafii musi pozostać troska o niedzielną Eucharystię.

Pod tym względem odpowiedzialność księdza jest kluczowa. Jeżeli ksiądz tylko odprawia Mszę, wierni jej tylko wysłuchują. Jeżeli jednak Msza jest celebrowana przez księdza jako wielkie misterium, jeżeli on sam czuje, rozumie i wyraża ducha liturgii, jeżeli w widoczny sposób modli się poprzez odprawianie Mszy - również świeccy przeżywają to jako zaproszenie do pogłębienia swojej komunii z Bogiem.

4. Biedni w centrum życia parafii

Moje już ponad 20-letnie doświadczenie uczestniczenia w ruchu „Wiara i Światło” założonym przez Jeana Vaniera i Marie-Helene Mathieu, prowadzi mnie do następującej sugestii.

W tych wspólnotach gromadzących się wokół osób z upośledzeniem umysłowym nauczyłem się, że Kościół posiada dwa wielkie skarby: Eucharystię i ubogich. Ale oba te skarby rzadko kiedy idą w parze. Potrzebujemy jasnych znaków ich jedności. Przykładowo: ci, którzy podczas Mszy przyjmują eucharystyczny chleb, powinni w widoczny sposób wyrażać swoją solidarność z tymi, którzy nie mają chleba powszedniego.

Chciałbym tutaj złożyć jeszcze jedną propozycję. W naszym ruchu tradycyjnie już osoby niepełnosprawne są ministrantami. Dla nich jest to wielki zaszczyt i radość, ale także widoczny znak, że Bóg wybrał i umiłował to, co „głupie w oczach świata”. Czy nie byłoby dobrze, żeby osoby upośledzone fizycznie lub psychicznie powszechnie służyły do Mszy jako ministranci? (Tak było zresztą podczas jubileuszowego Kongresu Katolików Świeckich w 2000 r. zorganizowanego przez Papieską Radę ds. Świeckich).

Określenie ubodzy, w ewangelicznym rozumieniu, obejmuje także tych, którzy są „ubodzy w duchu”, którzy poszukują prawdy. W tym sensie chciałbym wymienić jeszcze jedną grupę: ludzi niewierzących czy przeżywających poważne kryzysy wiary. Księża parafialni spotykają takie osoby bardzo często. Powinni im poświęcić tak dużo swojej uwagi, jak to tylko możliwe. Oni także chcą być wysłuchani i zrozumiani, a nie tylko traktowani jako „obiekt do nawrócenia”. Każda z tych osób posiada swoją własną „filozofię niewiary”, czasami irracjonalną, ale najczęściej kryją się za nią dramatyczne historie, szczególnie jeśli wcześniej byli ludźmi wierzącymi. W takich relacjach osobiste świadectwo odgrywa najistotniejszą rolę.

5. Parafia aktywna społecznie

Z wykształcenia jestem socjologiem i teologiem. To pozwala mi dostrzec, jak wiele społecznych inicjatyw może i powinna podjąć parafia: przygotowanie do małżeństwa, poradnictwo rodzinne, pomoc bezdomnym, bezrobotnym, chorym; ośrodki dla dzieci, młodzieży, seniorów; biblioteki parafialne i kawiarenki. Poprzez takie aktywności parafianie uczą się życia we wspólnocie, społecznego zaangażowania, uczą się bycia obywatelami.

Rzecz jasna, zaangażowanie społeczne parafii nie oznacza zaangażowania politycznego. Parafia nie może stać się polityczną tubą dla poglądów jakichkolwiek partii, a już na pewno nie jest rolą księdza prezentować z ambony swoje sympatie polityczne.

Muszę jednak przyznać, że bardziej czuję się teologiem niż socjologiem. Społeczne zaangażowanie parafii postrzegam jako sprawę bardzo ważną, ale jednak drugorzędną. Znakomicie ujął to kard. Avery Dulles mówiąc, że najbardziej politycznym zadaniem Kościoła jest być Kościołem. To ważne, że parafia inicjuje i wspiera budowę społeczeństwa obywatelskiego, ale ważniejsze, że buduje Królestwo Niebieskie.

6. Parafia w ramach świadomego programu duszpasterskiego

W ostatnim punkcie chciałbym dotknąć perspektywy nie tylko pojedynczej parafii, ale parafii jako części większej całości. Parafia moich marzeń jest bowiem częścią większej, dobrze przemyślanej, dobrze zorganizowanej działalności duszpasterskiej w skali diecezji.

Trzeba się pogodzić z tym, że współcześnie już nie tylko mieszkańcy dużych miast wybierają sobie sami parafię, do której chodzą – często inną niż ta, do której formalnie przynależą (sam jestem mocno związany z trzema parafiami w swoim mieście oraz z jedną w Warszawie). Coraz częściej, co za tym idzie, ludzie nazywają „swoją” parafią nie tę z przydziału administracyjnego, ale tę, w której dobrze się czują, gdzie znaleźli odpowiedniego duszpasterza albo liturgię, która najlepiej odpowiada ich duchowości. Nie ma sensu zwalczanie tego trendu za pomocą rozwiązań odgórnych. Lepiej szukać od razu rozstrzygnięć na poziomie diecezji.

Niektórzy polscy teologowie pastoralni proponują tworzenie swoistej „superparafii”, która realizuje cele duszpasterskie w większej skali i w ogólnym wymiarze. Mówią, że w dużym mieście nie ma konieczności, żeby każda parafia podejmowała wszystkie aktywności. Specjalizacja przyniosłaby o wiele większe korzyści. Oczywiście tego typu propozycje wymagają świadomego planowania i koordynowania. To z pewnością pomoże w wykorzystaniu talentów i charyzmatów poszczególnych księży i grup duszpasterskich.

 Pięć przykazań odnowy parafii

Oto najważniejsze punkty mojej parafii marzeń. Ale jak zrealizować taką wizję? Nie wnikając w szczegóły istniejących projektów całościowej odnowy parafii – pół żartem, pół serio – powiedziałbym, że istnieje pięć przykazań odnowy parafii:

1. Trzeba chcieć!
2. Trzeba zacząć!
3. Trzeba kontynuować!
4. Trzeba kontynuować!
5. Trzeba nigdy nie kończyć, lecz stale kontynuować!


Choć brzmi to żartobliwie, myślę o tym zupełnie poważnie. Znam przecież wiele parafii, gdzie żadnej odnowy nie rozpoczęto, ponieważ nikt jej nie chciał, a już w szczególności ksiądz proboszcz. Najważniejsze i jednocześnie najtrudniejsze jest pierwsze przykazanie. Jeśli ktoś nie chce odnowy, to nie ma siły, by go zmusić (nawet biskup tego nie dokona).

Znam też inne parafie, które chciały podjąć się odnowy, ale nie wiedziały, jak zacząć. I znam też cały szereg następnych, które zaczęły, ale przestały. A odnowa parafii jest procesem, w którym nigdy nie osiąga się celu. Tak jak cały Kościół, tak samo parafia jest semper reformanda, potrzebuje ciągłej odnowy. Jak to ujął francuski teolog Henri de Lubac, „tylko wrogowie Kościoła chcą, żeby on się nie zmieniał”.

Zbigniew Nosowski

Wystąpienie wygłoszone podczas obrad plenarnych Papieskiej Rady ds. Świeckich
Rzym, 20-24 września 2006 r.

Numer konta / Bank account: PL 41 1240 4533 1111 0000 5434 1522 (Pekao SA)
Adres / Address: ul. Kosciuszki 37 30-105 Kraków
tel. (12) 61 99 538 fax (12) 61 99 502
e-mail
Partnerzy projektu: