Wstęp Nowoczesna parafia Komentarze Diagnozy Refleksje Relacje Polecamy
NOWOCZESNA PARAFIA

Była zima, czyli ksiądz w parafii - ks. Andrzej Luter 







Ksiądz w parafii staje dzisiaj przed szeregiem wyzwań, które niesie ze sobą współczesny zglobalizowany świat. Rzeczywistość zmienia się o wiele szybciej niż wtedy, kiedy moje pokolenie kończyło studia w seminarium. Można zawsze powiedzieć, że zadanie księdza jest niezmienne: głosić Ewangelię! Tak, to prawda, tylko „diabeł” tkwi jak zawsze w szczegółach.

 1.Była zima. Wracałem tramwajem z warszawskiej Pragi od zaprzyjaźnionego księdza. Ubrany byłem w ciepłą kurtkę z kapturem na głowie. Anonimowość zapewniona. Tramwaj wjechał na most Śląsko-Dąbrowski, gdy nagle ktoś chwycił mnie za rękę. W pierwszym odruchu pomyślałem, że to złodziej, kieszonkowiec, jakich w Warszawie wielu. „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” – usłyszałem. Zdziwiony spojrzałem na młodego człowieka, którego, jak sądziłem, w ogóle nie znałem. „Ksiądz mnie nie pamięta. Jestem Marek. Trzy lata temu spowiadałem się u księdza na Placu Trzech Krzyży. Wie ksiądz, po tej spowiedzi zmieniło się moje życie”. Zacząłem grzebać w pamięci. Wśród setek spowiedzi trudno przypomnieć sobie tę jedną. Ale przypomniałem sobie. Ona była ważna również dla mnie. Na chusteczkach higienicznych wymieniliśmy numery telefonów. No cóż, mógłbym teraz patetycznie powiedzieć, że dla takich momentów warto być księdzem. Bo to prawda. Ta historia nie jest wymyślona. Wróciłem późnym wieczorem do swojego mieszkania i był to radosny wieczór. Rzeczywistość składa się właśnie z takich drobnych, pozornie nieistotnych zdarzeń, nadających codzienny sens naszemu powołaniu.

Przywołuję to zdarzenie trochę ku pokrzepieniu serc, bo ksiądz pracujący w parafii nieraz doznaje porażek, w codziennej orce duszpasterskiej nierzadko załamuje się. Czasami pada na twarz i ma wszystkiego dosyć. Czasami czuje, że człowiek którego spowiadał, jest od niego lepszy. Czasami tęskni, jest samotny. A jednak mimo wszystko warto. Bo Chrystus jest z nami.

 2. Dzisiaj jedno z najważniejszych pytań, jakie powinien zadać sobie ksiądz pracujący na parafii, brzmi: jak się znaleźć na wolnym rynku idei? Schemat czarno-biały w uprawianiu duszpasterstwa, szczególnie w kaznodziejstwie, prowadzi donikąd, świat nie jest zero-jedynkowy. Kościół nie „nakłada się” już na całe społeczeństwo – pisał kilka lat temu ks. Andrzej Turek – ale staje się jednym z jego elementów.

Nie chcę uprawiać prywatnego pryncypializmu i pouczać innych. Każdy z nas uczy się na błędach. Wypowiadam się tylko we własnym imieniu. I czytam św. Pawła, który mówił: „... dla wszystkich stałem się wszystkim”. Przypominam sobie słowa Jana Pawła II i staram się zrozumieć Jego przesłanie. Myślę, że daje on przykład postawy otwartości, w tym sensie, że na każdego człowieka, nawet tego najbardziej oddalonego od Kościoła, patrzy jak na osobę, z którą w jakimś punkcie można się porozumieć, bez zacierania różnic. Jeśli postawa dialogu w dzisiejszym świecie rynku idei i światopoglądów jest reklamą wiary, to powinniśmy być „Bożymi maklerami”. Bez tej postawy nie widzę możliwości pogłębienia świadomości religijnej i etycznej, szczególnie wśród młodych ludzi. Nie można dopuścić, aby najtrudniejszy dla formacji człowieka i chrześcijanina czas młodzież spędziła z dala nie tylko od parafii, ale od Kościoła w ogóle. Nawet jeśli niesprawiedliwie i krzywdząco będzie atakowała ten Kościół (ostatecznie młodzież zazwyczaj postrzega rzeczywistość radykalnie i buntowniczo), to nie znaczy, że przestała poszukiwać Boga. Jak dotrzeć do niej bez postawy dialogu prowadzonego w Prawdzie?

Sądzę, że tu tkwi źródło wielu księżowskich porażek katechetycznych. Lekcje katechezy dla niektórych księży to męka. Myślę, że powinniśmy wreszcie zrozumieć: nie wszyscy duchowni nadają się do szkół, co ich wcale nie deprecjonuje. Ktoś może być wspaniałym spowiednikiem, ale 45 minut w szkole to dla niego czas nie do przebrnięcia. Powierzając księdzu obowiązki należy wcześniej rozpoznać jego możliwości i charyzmaty. W przeciwnym razie może być łatwo zaliczony do zbioru księży, którzy do niczego się nie nadają (no, pozostaną mu co najwyżej kancelaria i pogrzeby). I z tej krzywdzącej „szuflady” trudno będzie się wydostać. Fama jest czasami bezwzględna.

Znam kilku księży, którzy wspaniale pracują z młodzieżą w różnych ruchach kościelnych, ale nie chcą katechizować na lekcjach. Z kolei dla niektórych prefektura w szkole to spełnienie pragnień.

Z sentymentem wspominam czasy, kiedy uczyłem religii w technikum mechaniczno-elektrycznym (w szkole, która miała opinię trudnej wychowawczo). Kłopoty będą zawsze, szczególnie w szkołach średnich, bo tam młodzież zaczyna zadawać pytania. Nie wszyscy potrafią, a może nie chcą na nie odpowiadać.

 3. Codzienne parafialne życie Kościoła tętni (...powinno tętnić) nie tylko we wspólnotach charyzmatycznych, biblijnych, neokatechumenalnych, akademickich, ale i wszelkich innych, które są wytworem twórczej fantazji księdza bądź świeckich wiernych. Wszystko to nie może rzecz jasna zagłuszyć liturgicznego rytmu duszpasterstwa. Wspólnota realizująca Eucharystię to fundament Kościoła. Dodajmy w tym miejscu, że – paradoksalnie – rozwój w parafiach różnych wspólnot wzmocni duszpasterstwo indywidualne. Sam wiem, jak ważny jest osobisty kontakt z kimś, kto być może jest na obrzeżach Kościoła i wiary; kto nie znajduje sobie miejsca w żadnej wspólnocie; kto jest katolikiem „niezrzeszonym” albo w ogóle poza Kościołem. Tak się potoczyło moje życie kapłańskie, że wśród takich ludzi od dłuższego czasu „jestem”, jeden z nich ostrzegł mnie, żebym go nie „duszpasteryzował”, dlatego nie zakładam pułapek ewangelizacyjnych, tylko „jestem”. Osobiste i prywatne relacje z księdzem są ważne dla wielu ludzi, tak wierzących, jak i niewierzących. Mówił o tym w swoich wspomnieniach prof. Stefan Swieżawski, człowiek wielkiej wiary. Takie kontakty – wiem coś o tym - rozwijają samego księdza, pod warunkiem, że nie zatraca on własnej tożsamości.

 4. Wiem także jak ważne jest, by w procesie formacji seminaryjnej położyć o wiele większy akcent niż dotychczas na problemy, które niosą ze sobą zjawiska sekularyzacji i pluralizmu. Dawno, dawno temu – w 1990 roku - ks. Bronisław Dembowski (dziś biskup-senior włocławski) w czasie rekolekcji przed święceniami kapłańskimi mówił nam, że chodzi o to, by przeciętny wikariusz nie był głupszy od przeciętnego parafianina. Inaczej mówiąc, by nie był bezradny wobec rzeczywistości, w której przychodzi mu żyć, pracować i głosić Ewangelię. Ks. Dembowski uczył nas wtedy miłości do świata i drugiego człowieka, jakikolwiek on by był. A niepewność i ryzyko będą nam towarzyszyły w życiu do końca. Wszak każdy człowiek nosi w sobie jednocześnie postawy dwóch braci z przypowieści o synu marnotrawnym, a więc: rozdarcie i dążność do równowagi wewnętrznej. Ten stan nie omija również księży.

Św. Paweł w 1 Liście do Koryntian naucza: „Skoro jeden mówi »ja jestem Pawła«, a drugi »ja jestem Apollosa«, to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł?... Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg”. (1 Kor 3, 4-7). Sukcesu apostolskiego nie wymierzy żaden ośrodek badań opinii społecznej. Jan Paweł II pisał w swojej pierwszej encyklice „Redemptor hominis”: „Postawa misyjna i misjonarska zaczyna się zawsze w poczuciu głębokiego szacunku dla tego, co »w człowieku się kryje«, dla tego, co już on sam w głębi swojego ducha wypracował w zakresie spraw najgłębszych i najważniejszych – szacunku dla tego, co już w nim zdziałał ten Duch, który »tchnie tam, gdzie chce«”. Czy trzeba lepszego tekstu, gdy zastanawiamy się nad naszym działaniem w Kościele, w parafii?

ks. Andrzej Luter

Numer konta / Bank account: PL 41 1240 4533 1111 0000 5434 1522 (Pekao SA)
Adres / Address: ul. Kosciuszki 37 30-105 Kraków
tel. (12) 61 99 538 fax (12) 61 99 502
e-mail
Partnerzy projektu: