Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Ludzie »

Ks. Roman Indrzejczyk (1931 – 2010)

Anna Pawlikowska


13-04-2010 / AP

W sobotniej katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem zginął ks. Roman Indrzejczyk, kapelan prezydenta RP, wybitny kapłan zaangażowany w dialog ekumeniczny i międzyreligijny. W tym roku obchodziłby 54-lecie kapłaństwa.


 Urodził się 14 listopada 1931 w Żychlinie, gdzie skończył liceum. Po zdaniu matury w 1951 r. rozpoczął formację kapłańską w warszawskim seminarium duchownym. Święcenia kapłańskie przyjął 8 grudnia 1956 r. Jego pierwszą placówka duszpasterską była parafia w Drwalewie, pracował też w Grodzisku Mazowieckim, a potem w warszawskich kościołach św. Aleksandra, Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny na Nowym Mieście i Matki Boskiej Loretańskiej na Pradze. Przez 20 lat – do 1986 r. – był kapelanem Szpitala Psychiatrycznego w Tworkach i proboszczem tamtejszej parafii św. Edwarda, pełniąc tę funkcję "nielegalnie" – bez zgody władz państwowych, dla których jako bliski przyjaciel Jacka Kuronia był postacią nader niewygodną. Dwukrotnie był też krajowym duszpasterzem służby zdrowia: w latach 1961-1976, a następnie w latach 1989-1994, zaś w latach 1987-1989 był duszpasterzem służby zdrowia w Warszawie.

Ks. Indrzejczyk, jak kilku znaczących kapłanów, zaangażował się w ruch Solidarności. Gdy wybuchł stan wojenny, kolportował niezależne publikacje, pomagał na wszelkie sposoby działaczom opozycji. Pod jego skrzydłem spotykała się czasem podziemna Komisja Krajowa "Solidarności". Jego działalność od początku była surowo kontrolowana przez władze bezpieczeństwa, niejednokrotnie był przesłuchiwany i napominany. Zbigniew Romaszewski wspominał, że gdy ukrywał się po wprowadzeniu stanu wojennego, nieustraszony ks. Indrzejczyk przysłał mu przez posłańca swoją sutannę i dokumenty, aby mógł użyć ich do przebrania się wykorzystując uderzające podobieństwo fizyczne obu mężczyzn. Romaszewski nigdy z tej możliwości nie skorzystał, nie chcąc na księdza ściągać jeszcze większych prześladowań SB i krytyki władz kościelnych. Ksiądz Roman co roku odprawiał mszę za duszę Grażyny Kuroń, która zmarła po ciężkiej chorobie w listopadzie 1982 r., gdy jej mąż był internowany. Jego bliskie przyjacielskie związki z KOR-em i otwarty stosunek do niewierzących i wątpiących sprawiła, że w kręgach zachowawczych miał wielu nieprzejednanych krytyków. Sam jednak zawsze wstrzymywał się z ocenianiem – a tym bardziej krytyką – kogokolwiek. Nie wahał się wziąć udziału wraz z trzema innymi księżmi w kondukcie żałobnym Jana Józefa Lipskiego, któremu proboszcz Powązek odmówił prawa do katolickiego pochówku.

W 1986 r. został proboszczem parafii Dzieciątka Jezus na warszawskim Żoliborzu. Od razu zorganizował tam Parafialne Studium Religijno-Społeczne, w ramach którego prowadzono wykłady historyczne o wyraźnie opozycyjnym wydźwięku oraz wieczory poetycko – muzyczne. Jednym z współorganizatorów tych spotkań był Jacek Kuroń. Z tych czasów wywodzi się też jego przyjaźń z rodziną Lecha i Marii Kaczyńskich, którzy także należeli do jego parafian. Działalność opozycyjna księdza Romana tak dalece irytowała władze komunistyczne, że próbowano mu podpalić kościół. Wśród jego parafian było wielu znanych ludzi – artystów, polityków, dziennikarzy. "Są bardzo zaangażowani w życie wspólnoty i nawet, jeśli rzadko przychodzą do kościoła, to swoją parafię szanują i w razie potrzeby spieszą jej z pomocą" – powiedział kiedyś w wywiadzie dla KAI. I podkreślał, że jego duszpasterska działalność niczym specjalnym się nie wyróżnia, czemu jednak zaprzeczyła potężna publikacja opracowana przez żoliborskich wiernych pt. „Zwyczajna parafia” już po odejściu księdza Indrzejczyka na emeryturę. Stało się to dwa tygodnie po tym, gdy po śmierci Kuronia w 2004 r. zorganizował polową mszę w parku Żeromskiego naprzeciwko okien jego domu.


Funkcję kapelana prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz rektora kaplic prezydenckich pełnił od  grudnia 2005 r. "Ten wybór to wielki dla mnie zaszczyt, ale także wielki obowiązek" – mówił wtedy. Mimo tych obowiązków nie zaniechał uczenia religii w warszawskiej szkole muzycznej im. Karola Szymanowskiego. Zaś mimo sprawowania tak prominentnej funkcji do pałacu prezydenckiego zawsze jeździł komunikacją miejską. Pozostał rezydentem swojej żoliborskiej parafii, a odprawiane przez niego msze ściągały zawsze tłumy. „Duszpasterstwo powinno być sympatyczne. Ale musi być głębokie. Bo duszpasterstwo to próba ułatwienia ludziom kontaktu z Bogiem” – mawiał. I jako proboszcz wsławił się tym, że księży z kolędą wysyłał tylko do tych domów, które o to poprosiły.

Ks. Indrzejczyk był też wybitnym ekumenistą i bardzo aktywnym uczestnikiem dialogu międzyreligijnego. Pełnił m.in. funkcję wiceprzewodniczącego Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. W jego kościele Dzieciątka Jezus wielokrotnie odbywały się nabożeństwa ekumeniczne, a także spotkania z okazji żydowskiego święta Simchat Tora (Radość Tory), w których obok katolików uczestniczyli też zwykle Żydzi. Przy parafii gromadziły się również osoby związane z międzynarodowym ruchem Pax Christi, którego krajowym koordynatorem był ksiądz Indrzejczyk.

Bogata osobowość tego niezwykłego kapłana nie dawała się zamknąć w duszpasterskich aktywnościach, choć tych było rzeczywiście dużo. Był przewodnikiem górskim, działał w Klubie Przewodników Górskich, pisał wiersze.
Cokolwiek czynił, przesycone było prawdziwym, pozbawionym pozy i patosu dobrem. Uważał bowiem, że nic tak nie zbliża ludzi do Boga.
Zginął 10 kwietnia 2010 w katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem w drodze na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Anna Pawlikowska
 

do druku

poleć stronę