Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Ludzie »

Turecki generał rodem spod Piotrkowa

Anna Pawlikowska


08-04-2011 / AP

Sto osiemdziesiąt pięć lat temu, 10 kwietnia 1826 r., we wsi Modrzewiec na ziemi piotrkowskiej urodził się Konstanty Borzęcki, bardziej znany jako Mustafa Dżelaleddin, turecki generał, a wcześniej student malarstwa, kleryk, uczestnik powstania wielkopolskiego.


Mustafa Dżelaleddin-Pasza /fot. Internet

Mustafa Dżelaleddin-Pasza /fot. Internet

Pierwsze lata życia spędził w rodzinnym dworze w Modrzewcu – wsi startej obecnie z powierzchni ziemi przez wyrobiska kopalni węgla brunatnego w  Bełchatowie – pod opieką rodziców, Wincentego i Józefy z Kurczewskich. Gimnazjum ukończył w Piotrkowie Trybunalskim, po czym jako osiemnastoletni utalentowany młodzieniec rozpoczął studia malarskie w otwartej właśnie wówczas Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie. Z niewiadomego powodu – biograf Konstantego przypuszcza, że wbrew jego woli podjął tę decyzję ojciec zdesperowany trudną sytuacją materialną rodziny – dwa lata później wstępuje do Seminarium Duchownego we Włocławku.

Choć zmuszony do obrania tej drogi, przykładał się do nauki pilnie. Nie zrezygnował jednak z malarstwa. Jeszcze na początku XX w. w jednym z ołtarzy seminaryjnych wisiał obraz Borzęckiego przedstawiający św. Wincentego. Z tej koleiny, wiodącej – jakby się mogło wydawać – wprost do zacisznej plebanii, w której mógłby spokojnie dawać upust swoim artystycznym skłonnościom, wypchnęły go gwałtowne wydarzenia. Jak wielu innych młodych mężczyzn porzucił utartą rutynę, by przyłączyć się do powstania, które wybuchło w Wielkim Księstwie Poznańskim w marcu 1848 r.

Powstańcze losy Konstantego Borzęckiego nie są znane – jedyne, co o nim wiadomo, to że jako żołnierz 4. kompanii strzelców brał udział w bitwie o Nowe Miasto. Być może walczył także pod Sokołowem, skoro zachowała się litografia Lamaitre’a według rysunku Borzęckiego. Pewne jest jednak, że tych kilka wiosennych tygodni na zawsze i diametralnie odmieniło jego życie. Po kapitulacji powstania nie miał dokąd wracać. Poszukiwała go pruska policja, zatem o powrocie do seminarium nie mogło być mowy, a skoro je porzucił, nie mógł też liczyć na wsparcie rodziny. Słysząc, że władze chcą pomóc uczestnikom walk w emigracji do Francji, zdecydował się ujawnić – co było błędem, gdyż pruskie deklaracje były tylko zasadzką. Zamiast nad Sekwanę, trafił do poznańskich lochów, a potem do ciężkiego więzienia w Kostrzyniu. Gdy wraz z innymi złapanymi w tę matnię powstańcami złożył petycję wzywającą władze do dotrzymania obietnicy i umożliwienie emigracji, wysłano ich wszystkich do Magdeburga. Z okresu uwięzienia zachowało się kilkanaście litografii o tematyce powstańczej wykonanych według rysunków Borzęckiego.

Nie wiadomo, jak w końcu udało mu się wydostać na wolność. Ale się wydostał. Wyjechał do Francji, gdzie jednak perspektywy zdobycia wykształcenia oficerskiego okazały się marne. Wymarzonym za to miejscem dla powstańczych niedobitków była armia turecka. Mając nawet nikłe doświadczenie w sztuce wojennej można było tam liczyć na stopień oficerski, pod jednym wszelako warunkiem – przejścia na islam i złożenia przysięgi na wierność sułtanowi. Początek roku 1949 Borzęcki powitał już w Konstantynopolu – jako Mustafa Dżelaleddin-bej. Po złożeniu egzaminu (kadra oficerska składała się w dużej mierze z Francuzów) uzyskał stopień kapitana wojsk inżynieryjnych i został członkiem sztabu generalnego. Służył początkowo na prowincji, ale zasługi w budowie fortyfikacji pozwoliły mu po kilku latach powrócić do Stambułu, gdzie wkrótce ożenił się z córką jednego z osmańskich dostojników.

W kolejnych latach uczestniczył w wielu bitwach wojny krymskiej, potem w tłumieniu różnych antytureckich powstań – w Czarnogórze i w Grecji. Dawał dowody bezprzykładnego bohaterstwa, do dziś sławionego w Turcji, dzięki czemu mimo intryg i waśni na sułtańskim dworze stale awansował uzyskując w końcu szlify generalskie i tytuł paszy.

Polityka przerwała jego dobrą passę, gdy w stolicy imperium zaczęło się mówić o zbliżeniu z Rosją. 44-letni generał został niespodziewanie zdymisjonowany, o czym rosyjski ambasador niezwłocznie poufną depeszą powiadomił cara Aleksandra. Widocznie sukcesy wojenne Mustafy, a jeszcze bardziej jego osiągnięcia w budzeniu narodowego patriotyzmu Turków stanowiły poważne zagrożenie dla rosyjskich planów... Zmuszony do przejścia w stan spoczynku generał oddał się wychowaniu syna, sztuce i piśmiennictwu politycznemu. Przypuszczalnie wtedy powstała jego znana książka „Le Turcs anciens et modernes”, która ponoć wywarła wielki wpływ na Mustafę Kemala Atatürka. Dowodził w niej, że miejsce Turcji jest w Europie, zaś Turcy – którzy jego zdaniem powinni przyjąć alfabet łaciński – są takim samym członkiem europejskiej rodziny narodów, jak Francuzi czy Polacy.

Nie trwało to jednak długo. W państwie osmańskim zmiany dokonywały się szybko i gwałtownie. Już kilkanaście miesięcy później Mustafa znowu ruszył na front, tym razem bałkański. W Bośni, w walce z przeważającymi siłami serbskimi, odniósł swoje największe zwycięstwo, po którym jego sława rozniosła się szeroko. Opowiadano nie tylko o jego męstwie, o licznych ranach, o niezwykłym szacunku żołnierzy, ale też o tym, że potrafił zaryzykować swoją pozycję i odmówić wykonania rozkazu, który uważał za niegodny żołnierza – palenia serbskich wsi w odwecie za klęskę poniesioną przez jego zwierzchnika, głównodowodzącego armią.

9 października 1876 r. podczas bitwy z wojskami Czarnogóry nieopodal wsi Nove Selo został ciężko ranny w brzuch. Mając świadomość zbliżającego się końca, poprosił w liście padyszacha o opiekę nad swoim synem Enverem. Opowiadano, że przed śmiercią nie recytował Koranu, jak przystało muzułmaninowi, ale po polsku przeklinał carycę Katarzynę, sprawczynię konfliktu, który przypłacił życiem. Zmarł na drugi dzień w szpitalu w Spużu i tam, na dziedzińcu miejscowego meczetu został pochowany, Dziś po tym meczecie i po grobie Mustafy Dżelaleddina-Paszy nie ma już śladu.

Ślad po nim zachował się jednak w tureckiej kulturze, i to nie tylko jako wspomnienie jego wojennych dokonań czy intelektualnego wpływu na Ojca Turków. Za jego prawnuka podawał się jeden z najbardziej znanych na świecie tureckich poetów – Nazim Hikmet Ran (1901 – 1963), komunista. Wyjechał z Turcji wraz ze swą partnerką Münevver – istotnie prawnuczką Mustafy Dżelaledina, która dożyła swych dni w Warszawie, przyjmując nazwisko Borzęcka. Grób Nazima Hikmeta w Moskwie do dziś przyciąga tureckie wycieczki, zaś w Stanach Zjednoczonych w tym roku odbędzie trzeci już festiwal poezji noszący jego imię. W Polsce jedną z najbardziej znanych krewnych Mustafy Dżelaleddina-Paszy była malarka związana ze Starym Sączem, Bronisława Rychter-Janowska (1868 – 1953).

Korzystałam z książki Jerzego S. Łątki Pasza z Lechistanu. Mustafa Dżelaleddin (Konstanty Borzęcki), Kraków 1993.

 

do druku

poleć stronę