Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Ludzie »

Rozmowy o żydowskich korzeniach chrześcijaństwa

Anna Madeyska - Pilchowa


25-04-2006 / AP

Krakowska Fundacja Judaica rocznicę śmierci Jana Pawła II obchodzi organizując w kwietniu kilka wydarzeń związanych ze wspomnieniem Papieża. Jednym z nich było spotkanie z ks. dr Romualdem Jakubem Wekslerem-Waszkinelem, które odbyło się 11 kwietnia.


Przejmujące wystąpienie ks. Wekslera–Waszkinela (zob. link poniżej), poświęcone wyjątkowej postawie Papieża – Polaka wobec Żydów i judaizmu, stało się okazją do długiej, interesującej rozmowy prelegenta z uczestnikami spotkania.

Na początku dyskusji padło pytanie o powracający jak bumerang problem antysemityzmu, w ostatnich czasach wydobywany z lamusa historii – co można z nim zrobić, jak przeciwdziałać. Ks. Weksler-Waszkinel uważa, że najważniejsze jest, aby osobiście angażować się przeciwko antysemickim wypowiedziom, zarówno zwracając na nie uwagę w rozmowach, jak i pisząc listy do kościelnych instancji. Nieobojętność – to powinna być odpowiedź członków Kościoła wobec wypowiedzi, które występują przeciwko nauczaniu Soboru.

Były też pytania osobiste. Ruth Buczyńska zapytała, czy gdyby ksiądz dowiedział się o swoim pochodzeniu przed przyjęciem święceń kapłańskich, czy również wtedy zostałby księdzem.
– Obawiam się, że wówczas mogłoby się to skończyć po prostu jakąś chorobą psychiczną. Ta sprawa szła za mną od dzieciństwa, zawsze niepokoiło mnie, że nie jestem podobny do nikogo z rodziny. Zdarzało się, że pijaczki wołały za mną: „Żydek” – wtedy mama tłumaczyła mi, że nikt mądry tak o mnie nie powie, dlaczego więc miałbym słuchać głupich. Najważniejsze dla mnie było jednak to, że byłem bardzo kochany przez moich rodziców, dlatego nie wierzyłem, że mogę nie być ich dzieckiem. Inna sprawa, że nie chciałem być żadnym Żydem, bo całe nauczanie kościelne odpychało mnie od tego. Żyd – to był ktoś, kto zamordował Pana Jezusa.
W każdym razie niepokój stale mi towarzyszył, aż wreszcie, po wielu, wielu latach niemal wymusiłem na mamie, żeby mi powiedziała prawdę. Jednak moja matka nigdy mnie nie oszukała – nigdy nie powiedziała: ty jesteś naszym rodzonym dzieckiem. Mówiła – kochamy cię. Czasami milczała – na przykład gdy doszukiwałem się w swojej twarzy podobieństwa do twarzy ojca. Nie słysząc od niej potwierdzenia krzyczałem: bo jak jestem Żydem, to zobaczycie, co sobie zrobię! Właśnie dlatego mama zwlekała z wyjawieniem mi prawdy – bała się bowiem, że jej nie uniosę, że nie udźwignę całej prawdy o sobie i swoich najbliższych.
Kiedy, mając 17 lat, zdecydowałem się wstąpić do seminarium, czemu bardzo sprzeciwiał się mój ojciec, zatrzymała mnie w tym wyborze jego nagła śmierć. Uważałem, że umarł nagle właśnie dlatego, że ja podjąłem taką decyzję. Wtedy już dla mnie nie było odwrotu, czułem się odpowiedzialny za jego śmierć. Dopiero potem dowiedziałem się, że taki był „testament” mojej żydowskiej matki, kiedy oddawała mnie mojej mamie.
„Drogi moje nie są drogami waszymi” – tak mówi Bóg u proroka Izajasza. Gdybym, w wieku 17 lat dowiedział się pełnej prawdy o sobie, chyba bym zwariował. Dziś wiem, że seminarium duchowne to była moja droga, a kapłaństwo jest moim powołaniem.

Pytanie redaktorki FORUM: Kiedy 20 lat temu pisałam pracę magisterską o „Dybuku” Szymona An-skiego – nie mając żadnych żydowskich korzeni, a tylko szukając w teatrze jakiejś duchowej treści – stało się to dla mnie doświadczeniem rozpoznania w teologii judaizmu, w jego tradycji i mistycyzmie, korzeni chrześcijaństwa. To, co było niejasne, tajemnicze, przyjmowane siłą obyczaju, stało się zrozumiałe – prze samo ukazanie źródeł. Rozpoznanie to było tego kalibru, że poczułam się przez Kościół oszukana, ponieważ on mnie odciął od tej wiedzy. Wydało mi się, że żyjemy wszyscy w rzeczywistości ogarniętej amnezją. Słuchając Księdza pomyślałam, że los Księdza jest parabolą losu Kościoła: Kościół bowiem także przyjął święcenia nie mając świadomości, że jest Żydem. Zaparł się tej świadomości. Są w psychologii takie teorie, które mówią, że rodzina, w której ukrywa się jakąś tajemnicę, funkcjonuje źle. To właśnie nas spotkało i znakiem tego zła jest Zagłada.
- Byłbym skłonny się do tego przychylić, choć brzmi to strasznie. Bo czyż trzeba było aż Zagłady??? Ale można też powiedzieć, że Zagłada wstrząsnęła sumieniem – mimo, że to też brzmi strasznie. Czy trzeba było aż tragedii Szoah, żeby obudzić sumienia? Nie umiem na to odpowiedzieć, ale coś z tego jest.
Jest taka wypowiedź Jana Pawła II: „straszliwe prześladowania, które spotykały Żydów w ciągu wieków wreszcie wstrząsnęły sercami, otworzyły oczy wielu ludzi”. Do tych osób, które budziły sumienia należał z pewnością Jan XXIII, a także kardynał Bea. Od strony żydowskiej sumienia chrześcijańskie budzili np. Juels Isaac czy Abraham Joshua Heschel.
Odcięcie od korzeni, o którym pani mówi, to jest zagrożenie marcjonizmem, które wciąż jest żywe. Rodzi się ono wtedy, gdy to, co było głęboką tajemnicą – „rodzenie się” chrześcijaństwa z judaizmu – traktuje się jako oczywistość. Tymczasem nie ma i nie było tu żadnej oczywistości, co pokazuje przykład św. Pawła. Sobór wyraźnie mówi o  „tajemnicy Izraela” i „tajemnicy chrześcijaństwa”, mówi o „spotkaniu w tajemnicy”. Powtarzam – nie ma tu żadnej oczywistości. I Kościół w swoich dokumentach to uznał.
W Polsce wciąż bardzo mało znany jest dokument Stolicy Apostolskiej z roku 1985 „Żydzi i judaizm w głoszeniu słowa Bożego i katechezie Kościoła katolickiego”, który wyraźnie uczy o tym, że Izrael jest żywą rzeczywistością. Czytamy w nim m. in.: ”Trwanie Izraela (tam, gdzie tyle starożytnych narodów znikło bez śladu) jest faktem historycznym i znakiem, który należy interpretować w ramach planu Bożego. Trzeba ... odejść od tradycyjnej koncepcji ludu ukaranego, zachowanego jako żyjący argument dla apologetyki chrześcijańskiej. On pozostaje narodem wybranym, „dobrą oliwką”, „w którą wszczepione zostały gałązki dziczki oliwnej narodów”.
Tymczasem nie wiem dlaczego nie można w Polsce zrobić rzeczy elementarnej – powyrzucać tytuły akapitów z Biblii Tysiąclecia, w rodzaju: „Jezus odrzucony przez swój naród”, „Odrzucenie Żydów” albo przypis, który mówi: „uschła figa reprezentuje bezpłodny Izrael”. Na miłość Boską: 6 milionów wymordowanych ludzi, półtora miliona wymordowanych dzieci Biblia Tysiąclecia nazywa „bezpłodnym Izraelem”!
Jan Paweł II, podczas jednej z audiencji, bodajże w 1990 r., wspominając Żydów mordowanych na polskiej ziemi, powiedział:
„Mordercy czynili to na naszej ziemi – może po to, by ją zhańbić. Nie można zhańbić ziemi śmiercią niewinnych ofiar. Przez taką śmierć, ziemia staje się świętą relikwią”. Ale dla Redaktorów Biblii Tysiąclecia owe ofiary, to wciąż „bezpłodny Izrael”.
Inny przykład: św. Paweł, w Liście do Rzymian pisze, że kiedy wejdzie do Kościoła pełnia pogan, „cały Izrael będzie zbawiony.” Ale w Biblii Tysiąclecia znajdziemy w tym miejscu tytuł akapitu: „Całkowite nawrócenie Żydów”. Redaktorzy Biblii Tysiąclecia wiedzą lepiej od św. Pawła.
Tego rodzaju narzut interpretacyjny został ukształtowany przez Ojców Kościoła. Dziś problem polega na tym, żeby naprawić błędy, żeby zmienić sposób myślenia, żebyśmy się nawrócili, do czego wzywał św. Jan Chrzciciel. Tymczasem my mówimy wciąż o nawróceniu Żydów. To my mamy się nawrócić, uznać świętość „korzenia”.
Ale do tego potrzebne jest większe zdecydowanie ze strony tych, którzy są z urzędu odpowiedzialni za nauczanie Kościoła.

Pytanie z sali: Jaka była reakcja otoczenia Księdza, kiedy stało się jasne Księdza pochodzenie? Czy następowała jakaś ewolucja w tym względzie?
- Reakcje były i są bardzo różne. Trzeba dużo cierpliwości, pokory i bardzo dużo miłości. Tu wiele spraw wciąż jest związanych z herezją Marcjona, duchownego żyjącego w II w. po Chr., który głosił, że Jezus nie ma nic wspólnego z Żydami; że Bóg Jezusa Chrystusa jest Bogiem miłości w odróżnieniu od Boga Starego Testamentu, który jest Bogiem grozy, nienawiści i zemsty. Św. Polikarp, który był uczniem Jana Apostoła, nazwał Marcjona „pierworodnym synem diabła”. Kościół bardzo zdecydowanie odrzucił poglądy Marcjona jako herezję.
We współczesnych oficjalnych tekstach Watykanu czytamy: ”Jezus jest Żydem i jest nim na zawsze”. To, że się odzywa czasem owa chęć oderwania chrześcijaństwo od  „korzeni” judaizmu, ma według mnie pochodzenie diabelskie. Od II wieku po Chrystusie wiadomo, że jest to rodzaj opętania, z którym trudno dyskutować, bo jest tak nasycony nienawiścią.

Adam Zagajewski: Wiem, że niektórzy wybitni teolodzy żydowscy odrzucają dialog z chrześcijaństwem z powodów bynajmniej nie politycznych. Ich racje są teologiczne. Twierdzą, że to zupełnie odrębna religia. A przecież jeśli się przyjmie tę metaforę o drzewie chrześcijaństwa, które wyrasta z korzeni żydowskich, okazuje się, że gdzieś kończy się korzeń i zaczyna drzewo. Wydaje się, że w tym dialogu jest pewne uprzywilejowanie chrześcijaństwa.
- Bardzo ważne pytanie, dziękuję.
Judaizm jest szerokim nurtem, nie ma w jego obrębie jednolitego nauczania. Jednak metafora, która mówi, że chrześcijaństwo wyrasta z Izraela – i już odtąd Izraela nie ma, nie jest trafna, jest wręcz błędna. Należy raczej powiedzieć, że dziczka pogaństwa jest wszczepiona w szlachetną oliwkę. To szlachetne drzewo nadal rośnie, ale dziczka przestaje być dziczką, ludy pogańskie są przez Chrystusa wszczepione w Izrael.
Czesław Miłosz, w jednym z wierszy nazywa siebie „Żydem Nowego Testamentu”. Ben Chorin, myśliciel żydowski, powiada: „wiara Jezusa nas łączy, wiara w Jezusa nas dzieli”. A więc Jezus nas łączy i zarazem dzieli. Owszem, są tacy myśliciele żydowscy, którzy nie chcą żadnego dialogu z chrześcijaństwem, ale jeden z największych, Franz Rosenzweig, nazywany bywa żydowskim teologiem chrześcijaństwa.
W tradycji judaizmu jest wiele postaw, jedna z nich wyraża się w dokumencie „Dabru Emet”, podpisanym przez bardzo wielu wybitnych myślicieli i teologów żydowskich, pośród nich Żydów ortodoksyjnych, który to dokument, moim zadaniem, można porównać do 4. rozdziału „Nostra aetate”. A więc strona żydowska reprezentuje różnorodność. Są zatem i tacy, którzy nie widzą potrzeby dialogu. Wierzący Żyd nie potrzebuje chrześcijaństwa, chrześcijanin jednak nie może być w pełni wierzącym bez znajomości judaizmu, lekceważąc korzenie. Strony tego dialogu nie są proporcjonalne, co trzeba z całą pokora uznać.

Rozmawiano też o ojcu Danielu Rufaisenie, o którym na prośbę ks. Wekslera – Waszkiniela mini-referat wygłosiła obecna na sali Magdalena Curzydło z Fundacji Badań Mniejszości Religijnych ATENA. Była też mowa o poświęconej temu niezwykłemu duchownemu książce Nehamy Tec, która nie może od lat doczekać się tłumaczenia na język polski i wydania w Polsce.

Red. Janusz Poniewierski z miesięcznika „Znak” zapytał, czy wiadomo, kto z teologów czy filozofów żydowskich miał wpływ na to, co Jan Paweł II mówił na tematy żydowskie.
- Wydaje się, że nauczanie Jana Pawła II o Żydach i judaizmie było po prostu posoborowym nauczaniem Kościoła. I źródeł tegoż nauczania szukałbym w 4. rozdziale „Nostra aetate”, w Konstytucji o Kościele (Lumen genitum) oraz Konstytucji o Objawieniu (Dei Verbum). Nie wiem, czy był tu jeszcze jakiś myśliciel żydowski, posiadający wpływ na nauczanie papieskie. Osobiście sądzę, że takiego nie było. Natomiast z pewnością Jana Paweł II bardzo cenił Emmanuela Levinasa, który był jednym z uczestników spotkań w Castel Gandolfo. Jan Paweł II, podczas pielgrzymki na Litwę, w uniwersytecie wileńskim mówił o zagrożeniu Europy „kulturą immanencji”, co jest głęboko zgodne z poglądami tego, już nieżyjącego wybitnego myśliciela francuskiego i żydowskiego. Wreszcie w „Przekroczyć próg nadziei” Jan Paweł II mówiąc o filozofii współczesnej w sposób szczególny wyróżnia właśnie Levinasa.

Na zakończenie wszyscy złożyli sobie życzenia z okazji Wielkanocy i świąt Pesach, które w tym roku szczęśliwie spotkały się w kalendarzu.

do druku

poleć stronę