Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Rozważania nad etrogiem

Ha'aretz


20-10-2008 / AP

Spójrzmy na etrog, żółty, wydłużony owoc cytrusowy, który przez cały czas trwania tygodniowego Święta Szałasów odgrywa główną rolę.


Tradycyjnie sprzedawany w ochronnej siatce z delikatnego lnu, domaga się królewskiego okupu, wywołując niekończące się żarty krążące wokół kwestii, czy w tym roku cytryna nie mogłaby, z grubsza, oblecieć za etroga. Po świętach wiele osób po prostu wyrzuca owoc. Niektórzy jednak robią z niego pot-pourrri, nabijając goździkami jego twardą jak kamień skórkę. Mniej śmiali przerabiają etrog na dżem lub likier, albo próbują sił kandyzując miąższ i  wewnętrzną skórkę.

Czego amerykańscy Żydzi nie robią z zasady, to rozmyślanie nad historią etroga. Co za strata! Wszak dzieje cytronu są barwne i skomplikowane – poczynając od samej uprawy i dystrybucji po rytualne znaczenie dla współczesnego życia żydowskiego.

To opowieść, która ciągnie się od greckiej wyspy Korfu po Karaiby i Południową Kalifornię. Obejmuje pielęgnowanie rolnictwa w Ziemi Świętej i pielęgnowanie rytuałów w Nowym Świecie, a także rabiniczne dysputy, bojkot konsumentów, a nawet oszczerstwo krwi, nie wspominając o kaprysach natury.

Około XVIII w. wyborne cytrony hodowano na Korsyce, skąd przez Genuę docierały na rynki europejskie, gdzie były poszukiwane przez piekarzy, cukierników, wytwórców słodyczy oraz – podczas jednego tygodnia w roku – przez Żydów. Stopniowo jednak pierwszorzędne owoce pochodzące z Imperium Otomańskiego, Antyli, w końcu także z Południowej Kalifornii, wyparły korsykański sektor. Miał w tym swój udział chaos wojen napoleońskich, który zmusił konsumentów do poszukiwania towaru bliżej swoich miejsc zamieszkania.
Równie ważnym czynnikiem było wzrastające znaczenie i liczebność amerykańskiej wspólnoty żydowskiej, która coraz częściej zwracała się w stronę atlantyckich archipelagów w poszukiwaniu swojego dorocznego specjału. Lokalne produkty były poza tym nie tylko tańsze, ale też uwalniały amerykańskie żydostwo – ekonomicznie i psychologicznie – z poczucia zależności od starego kraju.

Z czasem jednak zaczęły powstawać wątpliwości co do koszerności, rytualnej czystości karaibskich etrogów. Opinie, że są one szczepione, czego zabrania prawo żydowskie, a nie hodowane z dziczek, wedle przykazań, zaczęły zataczać coraz szersze kręgi wśród amerykańskich Żydów, co spowodowało kontrowersje, związane najczęściej ze sporami ortodoksów w XIX wieku. Jak pokazują drobiazgowe badania tej dziedziny życia amerykańskich Żydów, przeprowadzone przez Jonathana Sarnę, bardzo wielu z nich w Ameryce sprzed wojny domowej przejmowało się tajnikami prawa rabinicznego, zadając kłam powszechnemu przekonaniu o dominującej obojętności religijnej.

Wiosną 1847 r. na łamach miesięcznika „The Occident” ukazywały się liczne listy kierowane do redakcji – po hebrajsku, a jakże! – wyrażające wątpliwość, czy należy, czy też nie należy kupować antylskie etrogim. Rabin Max Lilienthal z Nowego Jorku oraz Isaac H.Levi, szochet (rytualny rzeźnik) z Cincinnati, którzy utrzymywali, że osobiście przebadali ich setki, zarzekali się, że są szczepione, a więc nie do przyjęcia. Rabin Abraham Rice z Baltimore nie zgodził się z nimi. „Jestem jak najdalszy od tego, by rozsiewać publicznie jakiekolwiek kontrowersje w sprawach religijnych” – deklarował – „ale zbliża się czas, kiedy znowu, jak co roku zwrócimy się w stronę Antyli by zaopatrzyć się w Cytrony i jest, jak sądzę moim obowiązkiem, ze względu na naszą religię, by oświadczyć, że te etrogi są koszerne… Utrzymujące się pogłoski, jakoby nie spełniały one wymagań kashrut zmuszony jestem uznać za błąd i dezinformację”.

Wydawcy „The Occident” również włączyli się do dyskusji, mając nadzieję, że uda im się zdusić w zarodku społeczne niesnaski. „Nie czujemy się powołani by rozstrzygać kwestię, w której nie może dojść do porozumienia tak wielu uczonych” – napisali – „ale o ile możemy wyrazić nasz osobisty pogląd, jeśli nasze informacje są prawdziwe, musimy stwierdzić, że karaibskie etrogi hodowane są na nieszczepionych pędach, jak też ani smakiem, ani zapachem, ani z wyglądu nie przypominają cytryny czy pomarańczy”. To zamknęło sprawę. Odtąd amerykańskie żydostwo regularnie zaopatrywało się w cytrony z Karaibów.

W końcu cytrusy w Grecji, zwłaszcza z wyspy Korfu, zdobyły rynek, wzbogacając karaibską ofertę. Niektórzy rabiniczni luminarze z Europy Wschodniej kwestionowali ich czystość i wysoką cenę, wydając szereg zakazów co do używania ich w czasie Sukot. Opór rabinów wobec owoców z Korfu wzmocnił się znacznie po oskarżeniu o mord rytualny, które padło na tej wyspie w 1891 r., powodując serię ataków na miejscową ludność żydowską. Tamtejsi ogrodnicy i pośrednicy w obliczu kryzysu chcieli obejść zakazy, sprzedając swój produkt bezpośrednio Żydom amerykańskim, którzy, jak przypuszczano, mogli nie mieć pojęcia o tych zakazach i przypuszczalnie nie umieliby odróżnić szczepionych cytronów od dziko rosnących. Pewne jest, że reklamy w amerykańskiej prasie żydowskiej kładły nacisk na „autentyczność” etrogim z Korfu. Żydowskie masy mogły być ciemne, ale nie Ephraim Deinard, księgarz z Newark w stanie New Jersey. Świadom zamorskich wydarzeń, ujął w dłoń pióro by potępić tych, którzy handlują cytrusami z Korfu, a którzy „wprowadzają w lud Boży” i mają splamione krwią ręce.

Trudno stwierdzić, czy denuncjacja Deinarda wpłynęła negatywnie na amerykański rynek cytronów z Korfu. Od tej pory jednak amerykańscy Żydzi, poszukujący etroga, mieli do wyboru dwie etycznie kompromisowe możliwości: cytron z Ziemi Świętej lub też z Kalifornii. Cytrony rosły w Palestynie od czasów starożytnych, ale w  drugiej połowie XIX wieku, kiedy ich rynek rozrósł się poza czysto rytualne zastosowanie i zaczął interesować wytwórnie perfum, stały się one produktem komercyjnym. W tych warunkach nie miało znaczenia, czy były one szczepione czy dzikie, czy stanowiły produkt naukowego podejścia czy uprawnione dziecię Matki Natury. Dla pobożnych Żydów wszystkie etrogi rosnące w Ziemi Świętej były podejrzane, nawet te dziko rosnące. Aby temu przeciwdziałać, hodowcy koszernych cytronów założyli około 1900 roku Stowarzyszenie Owocu z Drzewa Chwały (Fruit of the Goodly Tree Association), aby promować swój rytualnie czysty produkt. Wysiłki stowarzyszenia, zatwierdzonego przez naczelnego rabina, powszechnie szanowanego Abrahama Isaaca Hacohena Kooka, przyniosły w końcu rezultaty. Dziś izraelski etrog jest etrogiem z wyboru dla wielu amerykańskich Żydów.

Gdy interes z koszernym cytronem odnosił sukces w Palestynie, Kalifornia zdobywała opinię „ogrodu Stanów Zjednoczonych”. Pomarańcze i cytryny rozkwitały na jej piaszczystej glebie, dając ogrodnikom nadzieję również i na skromniejszy cytron. „Cytron rośnie i owocuje doskonale w Kalifornii, wszędzie tam, gdzie kwitnie cytryna” – donosi Stanowa Rada Ogrodnictwa w 1900 r. „Drzewo jest łatwe w uprawie, a zabezpieczanie skórki proste, dlatego nie ma powodu, dla którego hodowany tutaj cytron, poddany takiej samej opiece, co pomarańcza i cytryna, nie mógłby wyprzeć importowanego”. Kalifornijskie ogrody cytronowe, dopóki nie zostały zdziesiątkowane przez ostry mróz w 1913 r., po którym nigdy już się właściwie nie podniosły, zapewniały solidne dostawy etrogim.

Biorąc pod uwagę złożoność geopolityczną etrogowego biznesu nie można mieć wątpliwości, że wielu amerykańskich Żydów – zarówno kiedyś, jaki i dziś – po prostu obchodzi się bez niego. Ale nie ma powodu do zmartwienia. „Posłaniec Żydowski” (Jewish Messenger) rzucił światło na ten problem w 1875 r.: „Jeśli nie masz ani etroga, pomarańcze, winogrona, gruszki albo jabłka wystarczą, nie do potrząsania podczas modlitwy, ale by być napełnionym wdzięcznością, gdy Bóg rozciąga swoje błogosławieństwo nad naszym pięknym krajem”.

Zob. też:
14.10.2008
Sylwa Sukot

Źródło: Jenna Weissman Joselit, Following the historic trail of the elusive etrog, „Ha'aretz” , October 15, 2008.

do druku

poleć stronę