Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Sylwa »

Żydowska pamięć, polska odpowiedzialność

Anna Pawlikowska


19-05-2011 / AP

 Dwa dni temu w Centrum Kultury Żydowskiej na krakowskim Kazimierzu odbyła się promocja dwóch głośnych książek autorstwa badaczy Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN, dotyczących tzw. III okresu Holokaustu.


Barbara Engelking i Jan Grabowski podczas spotkania w Krakowie /fot. Dorota Rehman

Barbara Engelking i Jan Grabowski podczas spotkania w Krakowie /fot. Dorota Rehman

Pojęcie to podczas spotkania objaśniła zebranym prof. Barbara Engelking, autorka książki „Jest taki piękny słoneczny dzień... Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945”.
Historycy przyjmują, że I etapem Holokaustu był okres stopniowego izolowania i pozbawiania praw ludności żydowskiej na terenie okupowanej Polski i w innych krajach. Rezultatem tego procesu było zamknięcie wszystkich Żydów w gettach, gdzie pozbawiono ich niemal zupełnie kontaktu z otaczającym światem. Było to przygotowanie do II etapu – Akcji Reinhardt, czyli masowej wywózki ludzi z gett do obozów śmierci i wymordowanie ich tam. W obu tych etapach decydującą rolę odgrywali Niemcy, choć dość powszechnie zdarzało się zmuszanie Polaków do współpracy w tych działaniach. Mimo to, jak podkreśliła badaczka, Polacy nie mieli w tym momencie właściwie żadnego wpływu na losy Żydów – bez względu na to, czy byli w to włączani, czy nie, zagłada toczyła się nieubłaganie. Dopiero następny etap – gdy zaczęło się wyłapywanie tych, którzy usiłowali wymknąć się z machiny masowego mordu – stworzył pod tym względem nową sytuację. Żydzi ukrywający się – głównie po wsiach, ale też i w miastach – stali się zależni od swoich polskich współobywateli, którzy mogli ich wydać albo ukryć, minąć obojętnie albo wezwać niemieckich żandarmów, dać kawałek chleba – albo zabić.

Istotnym wątkiem poruszonym przez gości CKŻ była kwestia liczby takich uciekinierów, stanowiąca zarazem podstawę do szacunkowych wyliczeń liczby Żydów, za których śmierć ponoszą odpowiedzialność ich polscy sąsiedzi. Zagadnienie to stanowiło jedną z głównych kontrowersji podczas debaty nad książką Jana Tomasza Grossa i Ireny Grudzińskiej-Gross „Złote żniwa”. Barbara Engelking i Jan Grabowski, autor „Judenjagd. polowanie na Żydów 1942 – 1945. Studium dziejów jednego powiatu”, przyjmują za podstawę dane szacunkowe wskazane przez Szymona Datnera w 1970 r., wedle których na III etapie Holokaustu ratunku poszukiwało ok. 250 tys. Żydów. Z tej liczby przeżyło co najwyżej 50 tys., zatem 200 tys. ludzi zginęło. Według obojga badaczy, najwięcej uciekinierów poniosło śmierć w pierwszych dniach po zakończeniu wywózek, gdy Niemcy przeczesywali wszystkie zakamarki opustoszałych gett i ich najbliższe okolice. Wielu ukrywających się umarło z głodu i chorób. Jest też pewna liczba – zapewne niewielka – tych, którzy przyłączyli się do oddziałów partyzanckich i ponieśli śmierć na polu walki. Wreszcie ci, których wydali w ręce Niemców lub polskiej policji (co w skutkach niewiele się różniło) albo zamordowali własnoręcznie – mieszkańcy wsi i miasteczek.

Ich liczba, jak twierdzą badacze, nigdy nie będzie znana. Można będzie – po latach żmudnych studiów źródłowych – jedynie w przybliżeniu określić jakieś jej minimum. Centrum Badań nad Zagładą od trzech lat prowadzi grant, którego celem jest wydobycie takich przypadków z akt procesów wytaczanych na podstawie tzw. dekretu sierpniowego „O wymiarze kary dla faszystowsko – hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz zdrajców Narodu Polskiego”, uchwalonego w sierpniu 1944 r. Akta te, obejmujące około 20 tys. wyroków oraz blisko 40 tys. postępowań prokuratorskich niezakończonych wytoczeniem procesu, stanowią jedno z najpewniejszych źródeł dokumentujących zbrodnie Polaków popełnione na ukrywających się Żydach. Przez wiele lat dokumenty te nie były dostępne, dopiero od 2004 r. IPN pozwala na nieograniczone ich badanie. Ogrom tego materiału sprawia, że na ostateczne rezultaty trzeba będzie czekać jeszcze wiele lat, czego miarą może być fakt, że historycy warszawskiego Centrum w ciągu trzech lat trwania projektu przebadali zaledwie niewielki procent tych dokumentów.

Są one następnie konfrontowane z relacjami ocalonych i z niemieckimi aktami dochodzeniowymi, co pozwala w wielu wypadkach korygować dane. Udowodnił to w swojej książce Jan Grabowski ukazując, że w obrębie jednego powiatu Polacy – zarówno cywile jak i polscy policjanci – ponoszą odpowiedzialność za śmierć około 65% szukających ratunku (przy ok. 14% ocalonych). Ukazuje to, jak wielkie znaczenie dla tej garstki uciekinierów z zagłady mieli Polacy.

Profesor Grabowski poruszył przy tym temat ważny, a niesłychanie drażliwy, wywołujący ogromne emocje wśród polskiej opinii. Dla Polaków, od wielu dziesięcioleci karmionych historią polskich przewag (częściej moralnych niż militarnych) i opowieścią o okupacji hitlerowskiej jako czasie kształtowania się i sprawdzianu rozmaitych cnót obywatelskich i rycerskich, konfrontacja tego „historycznego samopoczucia” z pamięcią żydowską, z reguły jest szokiem. Żydzi bowiem, głównie diaspora amerykańska, choć nie tylko, skłonni są obarczać Polaków odpowiedzialnością za Holokaust równą niemieckiej – albo nawet większą. Zdaniem profesora Grabowskiego, tę drastyczną różnicę pamięci historycznej tłumaczy właśnie III etap Holokaustu. Prawdą jest, że pond 90% Żydów zginęło z rąk niemieckich. Obozy zagłady były rzeczywistością gorszą niż wszystko, co można sobie wyobrazić. Ale ci Żydzi, których ta rzeczywistość dotknęła, zostali wymordowani – a wraz z nimi jej obraz i pamięć o niej. Została wiedza, która nie ma takiej władzy nad zbiorowym doświadczeniem. Ono zaś, w przypadku społeczności Żydów-uchodźców z Polski, zostało ukształtowane przez tych, którzy niemieckich obozów zagłady na ogół nie widzieli. Dla ukrywających się na polskiej prowincji uciekinierów z zagłady Niemcy byli zagrożeniem abstrakcyjnym, jakąś nadrzędną instancją śmierci. To, co zagrażało im bezpośrednio, miało twarz Polaka – nieraz sąsiada, nieraz bliskiego współpracownika czy kontrahenta. Tylko Polak mógł im dać ocalenie, Polak też mógł – i, jak wskazują statystyki odsłaniające się dzięki badaniom Grabowskiego i Engelking, dużo częściej tak było – przynieść śmiertelne zagrożenie. „Dla ocalonych – mówił w Krakowie Jan Grabowski – społeczeństwo polskie było tym, które nie wypełniło swoich powinności wobec żydowskich współobywateli”. 

Anna Pawlikowska

do druku

poleć stronę