Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Wydarzenia »

Problemy nielegalnych imigrantów w Izraelu


20-02-2012 / AP

 W Izraelu trwa rozpatrywanie wniosków nielegalnych imigrantów zarobkowych o zalegalizowanie ich statusu. Ich sytuację komplikuje fakt, że kraj ten nie ma prawa regulującego naturalizację nieżydowskich imigrantów i ich dzieci.


Urodzeni w Izraelu młodzi Filipińczycy czują się w tym kraju u siebie /fot. Internet

Urodzeni w Izraelu młodzi Filipińczycy czują się w tym kraju u siebie /fot. Internet

Rząd Izraela powołał w sierpniu 2010 roku specjalną komisję mającą rozpatrywać sprawy rodzin imigrantów zarobkowych i decydować, czy mogą one pozostawać w Izraelu. Była to odpowiedź władz na protesty, które wybuchły po ogłoszeniu propozycji szefa MSW Eliego Iszaia z religijnej partii Szaas, by deportować wszystkich imigrantów nie posiadających legalnego statusu. Krok taki złamałby istniejącą od 20 lat nieformalną praktykę niewydalania matek z dziećmi urodzonymi w Izraelu.

Komisja miała rozpatrzyć sytuację 1200 rodzin, które przebywały w Izraelu nielegalnie, ale spełniały określone kryteria: przybyły do Izraela zgodnie z prawem, a ich dzieci uczęszczały do izraelskich szkół i mówią płynnie po hebrajsku. Wnioski złożyło 700 rodzin, z czego 65 od razu zostało odrzuconych.

Po półtora roku oczekiwania w ubiegłym tygodniu 257 rodzin dostało prawo pobytu w Izraelu. 118 rodzin będzie musiało wyjechać w ciągu miesiąca, chyba że ich dzieci uczą się w izraelskiej szkole – wtedy na wyjazd mają czas do końca roku szkolnego. MSW zapowiedziało, że decyzje dotyczące pozostałych aplikacji zapadną w najbliższym czasie.

Kwestie imigrantów zarobkowych są w Izraelu stosunkowo nowe, gdyż pojawiły się po pierwszej palestyńskiej intifadzie, kiedy to Izrael ze względów bezpieczeństwa ograniczył liczbę pozwoleń na pracę wydawanych palestyńskim pracownikom i postanowił zastąpić ich przybyszami z biednych krajów Azji.

Według danych organizacji pozarządowych, w Izraelu mieszka 180 tysięcy imigrantów zarobkowych (około 7 proc. siły roboczej), z czego połowa ma nieważne wizy. Większość pracuje w charakterze opiekunów starszych osób, a także w rolnictwie i w budownictwie.

Organizacja Izraelskie Dzieci, działająca na rzecz dzieci imigrantów, twierdzi, że rząd Izraela wraz z agencjami pracy prowadzi politykę drzwi obrotowych: ściąga nowych imigrantów a deportuje tych, którzy są już na miejscu, zamiast przedłużać im wizy.

Rotam Ilan, jedna z założycielek Izraelskich Dzieci, twierdzi, że chodzi głównie o pieniądze, gdyż imigranci płacą od 5 tys. do 20 tys. dolarów agencjom pośredniczącym w załatwieniu wizy i znalezieniu pracodawcy.

Władze Izraela tłumaczą deportacje tym, że napływ obcokrajowców zagraża "żydowskiemu i demokratycznemu charakterowi państwa", które jest małe i może nie poradzić sobie z asymilacją dużej liczby nieżydowskich imigrantów.

Ostatnio media izraelskie nagłośniły przypadek 16-letniej Janelle Pancho. Ta urodzona w Izraelu córka filipińskich imigrantów zarobkowych chciałaby wziąć udział w licealnym wyjeździe na Marsz Żywych do Polski. Nie wie jednak, czy służby graniczne pozwolą jej wrócić do Izraela. Z kolei zakaz powrotu byłby precedensem. Podobnie jak dzieci innych imigrantów zarobkowych, Janelle nie ma izraelskiego obywatelstwa, choć urodziła się w Izraelu, na co dzień mówi po hebrajsku i uczy się w państwowej szkole.

Dziennik "Haaretz" napisał, że Janelle poszła do izraelskiego MSW by wyjaśnić kwestię swojego ewentualnego wyjazdu do Polski. Resort odpowiedział, że może pojechać, ale nie ma gwarancji, iż będzie mogła wrócić do Izraela. Pracownicy ministerstwa stwierdzili, że skoro nie ma obywatelstwa, nie powinna wysuwać żadnych roszczeń.

We wrześniu ubiegłego roku 17-latek, którego rodzice są Koreańczykami, w podobnej sytuacji jak Janelle dostał specjalne pozwolenie na powrót do Izraela. W sprawie Janelle MSW poinformowało, że „jej rodzina przebywała w Izraelu przez wiele lat wbrew prawu. W 2005 roku złożyła wniosek o prawo pobytu, który został odrzucony przez sąd. Ponownie złożyła wniosek w 2010 roku i będzie on rozpatrzony" – podał resort. Osobno, w drodze wyjątku, zostanie rozstrzygnięta kwestia wyjazdu dziewczyny do Polski.

Dla Janelle kwestia legalizacji jej statusu jest też ważna z innego powodu. Bez obywatelstwa nie będzie mogła przejść najważniejszego w gronie jej rówieśników doświadczenia – służby wojskowej.
- Wszyscy moi przyjaciele już dostają listy z armii, przygotowujące ich do służby. Tylko ja nie – mówi Janelle Pancho.

Dziewczyna deklaruje, że rozumie potrzebę tego, żeby Żydzi byli większością w Izraelu.
- Rozumiem, że to powinno być żydowskie państwo, a ja jestem chrześcijanką. – mówi. – Ale moi rodzice przyjechali tu jako goście. Przybyli, żeby pracować. Mieli prawo założyć rodzinę. Nigdzie w ustawodawstwie nie jest powiedziane, że nie wolno im było tego uczynić.

Z badania opinii publicznej, które w 2010 r. przeprowadzili badacze z Instytutu Imigracji i Integracji Społecznej działającego przy Centrum Badawczym Ruppina wynika, że 49,5 proc. Izraelczyków nie miałoby nic przeciwko nadaniu obywatelstwa urodzonym w Izraelu dzieciom imigrantów zarobkowych. Przeciwko temu opowiedziało się 42,5 proc. badanych. Najwięcej przychylnych imigrantom respondentów jest wśród Arabów, osób z wyższym wykształceniem i tych o poglądach lewicowych. Religijni Żydzi i ultraortodoksyjni haredim są o wiele mniej skłonni, by przyznać imigrantom prawa obywatelskie. (Za Onetem i "The Jewish Weekly")

do druku

poleć stronę