Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Między kulturami

Der Spiegel


28-08-2011 / MF

Żyjące w Niemczech młode Turczynki decydują się na samobójstwo pięciokrotnie częściej, niż rodowite Niemki. Rozdarte pomiędzy dwie skrajnie różne kultury, niekiedy nawet po kilka razy próbują odebrać sobie życie. O życiu Turczynki w Niemczech dla tygodnika Der Spiegel opowiada 27-letnia Sema.


Meryam Schouler-Ocak (fot. Carsten Koall)

Meryam Schouler-Ocak (fot. Carsten Koall)

W nocy, po kolejnej kłótni rodziców, 13-letnia Sema (imię bohaterki zmienione na potrzeby artykułu) połknęła wszystkie tabletki, jakie zdołała znaleźć – dwa pełne opakowania. Szybko zasnęła. Rodzice zabrali ją do szpitala, gdzie lekarze zrobili jej płukanie żołądka. Może to była tylko próba i wcale nie chciała odebrać sobie życia, tylko zawołać o pomoc – dziś już dokładnie nie pamięta. Dzisiaj ma 27 lat i udzieliła wywiadu dziennikarce Der Spiegel siedząc w  tureckiej kawiarni gdzieś w centrum Berlina.

Ojciec Semy miał 15 lat, gdy przyjechał do Niemiec z Turcji, tak jak jej matka. Najpierw mieszkali w Hamburgu, potem przenieśli się do Berlina, gdzie wychowywała się Sema – niemieckie dziecko z tureckiej rodziny. Jej ojciec otworzył w Berlinie kawiarnię a matka była praczką. Oboje bardzo ciężko pracowali na lepsze życie.

W okolicy mieszkało tylko kilka tureckich dzieci, więc do przedszkola Sema chodziła z niemieckimi rówieśnikami. Kiedy okazało się, że w przedszkolu podają wieprzowinę, rodzice zdecydowali, że będzie zostawała w domu. Od tej pory często bywała sama, również w latach szkolnych. Ojciec zabronił jej bawić się z innymi dziećmi tylko dlatego, że nie były Turkami – Niemcy były ich szansą, a nie nową ojczyzną. Sema zajmowała się więc domem – sprzątała i sama przygotowywała sobie posiłki. Jej rodzicie wierzyli, że im więcej będą pracować, tym szybciej uda im się osiągnąć sukces. Tak się jednak nie stało.

W Berlinie mieszka około 170 tysięcy ludzi tureckiego pochodzenia. Zeszłego lata przez kilka miesięcy na stacjach metra i słupach ogłoszeniowych można było zobaczyć olbrzymie plakaty z numerem telefonu i zdaniem w językach niemieckim i tureckim: "Przerwij swoje milczenie, nie swoje życie!".

Z tą inicjatywą wystąpiła Meryam Schouler-Ocak, ordynatorka kliniki psychiatrycznej berlińskiego szpitala Charité. Schouler-Ocak jest pochodzenia tureckiego i bardzo dobrze zna historie opowiadane przez tureckie kobiety, wysłuchuje ich cierpliwie i stara się pomóc. Jak mówi, „młode niemieckie Turczynki pięciokrotnie częściej podejmują decyzję o odebraniu sobie życia niż ich rówieśniczki, które nie pochodzą z rodzin imigrantów. Dwukrotnie częściej ich próby samobójcze kończą się śmiercią”. Informacje na ten temat zaczęła zbierać podczas kampanii uświadamiającej w mieście – w fachowej literaturze medycznej znalazła niewiele, ale w szpitalu we Frankfurcie nad Menem dowiedziała się, że rzeczywiście – wśród samobójczyń wiele jest kobiet pochodzących z Turcji. Zaczęła zastanawiać się, jakie są tego przyczyny.

Wraz z grupą kolegów po fachu przygotowała propozycję projektu i zadbała o poparcie Ministerstwa Edukacji i Badań Naukowych. Zorganizowała specjalny telefon zaufania – numer został umieszczony na plakatach, a rozmowy prowadziły dwie kobiety, również imigrantki. Przeprowadzała wywiady i zbierała dane z oddziałów ratunkowych szpitali w Berlinie i Hamburgu. Do końca roku zebrane dane zostaną przeanalizowane.

Powody, dla których młode kobiety tureckiego pochodzenia decydują się na popełnienie samobójstwa to nie tylko aranżowane małżeństwa, morderstwa honorowe czy groźby członków rodziny. Czasami wszystko zaczyna się niewinnie, po cichu i bez przemocy, o czym doktor Schouler-Ocak dowiedziała się dzięki przeprowadzonym badaniom. Problem dotyka młodych kobiet urodzonych w Niemczech, które pomimo właściwie dobrego zintegrowania z niemieckim społeczeństwem nie potrafią poradzić sobie z presją, jaką nakłada na nich pochodzenie.

W kawiarni ojca Semy z początku nie układało się najlepiej. Ojciec wracał do domu późnym wieczorem, niekiedy urządzał pijackie awantury. W końcu matka dziewczynki zażądała rozwodu – mała miała wtedy osiem lat. Ojciec zagroził, że odbierze jej dziecko – w końcu kim byłby turecki mężczyzna bez rodziny? Zabrał więc córkę, wsiadł w samolot i wrócił do Turcji, do swojej małej, rodzinnej wioski. Wkrótce jednak oboje wrócili do Berlina.

Sema chciała być Niemką, tak jak jej koleżanki – jeździć na wakacje i robić to, na co się ma ochotę. Ona zawsze na wakacje zostawała w domu i bawiła się całkiem sama przed blokiem, w którym mieszkała z rodzicami. Jej rówieśnicy świętowali Boże Narodzenie i Wielkanoc – ona nie. Mogła wybierać pomiędzy niemieckim, a tureckim światem, ale żaden z nich nie był jej domem. Gdy miała trzynaście lat po raz pierwszy próbowała popełnić samobójstwo.

„Bardzo często takie próby samobójcze to rozpaczliwe wołanie o pomoc. Ale jeżeli ktoś skacze z wieżowca, to zakłada, że mu się uda” – mówi Oliver Razum, lekarz i profesor nauk medycznych na uniwersytecie w Bielefeld we wschodnich Niemczech. Kiedyś pracował jako lekarz okręgowy w Zimbabwe, ale teraz zajmuje się zdrowiem już tylko od strony teoretycznej. „Chory imigrant?” – pyta zdziwiony zza swojego biurka i uśmiecha się, tłumacząc, że to rzadkie połączenie. Imigranci nie chorują częściej od Niemców, wręcz przeciwnie – rzadziej cierpią na choroby krążenia i serca czy na raka jelit. A jeżeli uda im się dożyć osiemdziesiątki, żyją potem dłużej, niż Niemcy.

Na pytanie, „czy imigranci są więc bardziej zmęczeni życiem?” doktor Razum odpowiada, że właściwie nie. Tak naprawdę trzy razy rzadziej niż Niemcy próbują popełnić samobójstwo. Wyjątek stanowią kobiety – zwłaszcza te pochodzenia tureckiego w wieku 18-35 nie radzą sobie z życiem.

Lekarze radzili, aby trzynastoletnia Sema po próbie samobójczej została jeszcze przez kilka dni w szpitalu na obserwacji, ale rodzice od razu zabrali ją do domu i zapomnieli o sprawie. W okolicy mieszkało coraz więcej rodzin tureckich, niektóre żyły w zamkniętej, anatolijskiej wspólnocie, w której obowiązywały te same zasady i naciski, co w Turcji. Rodzice Semy nikomu nie powiedzieli więc o tym, co się stało, nie rozmawiali też o tym z córką.

Sema opowiada, że nie chciała wieść tak odizolowanego życia, jak jej rodzice. Zdecydowała, że zdobędzie porządny zawód – pracując jako sprzątaczka odkładała pieniądze na prawo jazdy. Dobrze radziła sobie w szkole – chciała zdać maturę, pójść na uniwersytet i zostać lekarzem. Rodziców zdziwiły te aspiracje – chcieli, aby była po prostu dobrą Turczynką. Krótko potem zrezygnowała jednak ze szkoły, ukończyła konieczne kursy i rozpoczęła pracę jako asystentka w gabinecie stomatologicznym w swojej dzielnicy. Spotykała się z młodym Turkiem i byli bardzo szczęśliwi – do czasu, kiedy się zaręczyli. Narzeczony zabrał jej klucze i telefon komórkowy, zamknął ją w domu i zaczął bić. „Kobiety zawsze są prześladowane” – stwierdza Sema. Doktor Schouler-Ocak tłumaczy, że „mężczyźni kontynuują często tradycyjny podział ról. Robią to samo co ich ojcowie, tylko w nieco inny sposób”.

Ojciec Semy, widząc, że ta nie chce się podporządkować, obawiał się utraty honoru, a przez to również rodziny i interesu. Narzeczony również nie był zachwycony, że Sema chciałaby wieść „bardziej niemieckie życie”. Kiedy dziewczyna prosiła o radę tureckie ciotki, mówiły jej, że przecież nie jest aż tak źle. W pewnym momencie uwierzyła, że powinna wyjść za mąż, w przeciwnym razie ludzie przestaną szanować jej ojca.


Na kilka dni przed ślubem znowu próbowała odebrać sobie życie – miała 19 lat. I tym razem lekarzom udało się ją odratować, więc wróciła do domu i wyszła za mąż. Przeprowadzili się do małego mieszkania, nie mieli pracy, Sema urodziła dwie córki. Mąż nie interesował się ani wychowaniem dzieci ani utrzymywaniem domu, więc Sema musiała sobie radzić sama. Wkrótce stwierdzono u niej poważne zaburzenia depresyjne.

Schouler-Ocak tłumaczy, że tureckie kobiety zazwyczaj nie wiedzą, do kogo się zwrócić po pomoc lub boją się, że ktoś mógłby je zobaczyć, a plotki mogą bardzo groźne dla młodych Turczynek. W opowieściach kobiet, którym pomaga, bardzo często powtarza się zdanie: "Chociaż Berlin jest wielki, każdy zna tu każdego".


Zainicjowany przez doktor Meryam Schouler-Ocak projekt potrwa jeszcze do końca września – potem zapadnie decyzja, czy należy go kontynuować. Telefon zaufania przejmą berlińskie służby kryzysowe i będzie czynny przynajmniej przez jeden dzień w tygodniu – tak wielkie jest zapotrzebowanie.

W Niemczech ok. 20 % obywateli pochodzi z rodziny imigrantów, a bezrobocie jest w tej grupie dwukrotnie wyższe, niż wśród rodowitych Niemców. W dzielnicy, gdzie mieszka Sema, 60,8 % mieszkańców stanowią cudzoziemcy lub ludzie o cudzoziemskim pochodzeniu. 32 % z nich to Turcy.

Tłumaczenie i opracowanie: Małgorzata Urszula Fortuna

Źródło: Barbara Hardinghaus, Caught Between Two Cultures, „Der Spiegel” , 5.08.2011.

do druku

poleć stronę