Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Królestwo kobiet

Ha'aretz


30-10-2011 / MF

Żydówki z ultra-ortodoksyjnych społeczeństw wychodzą z domów i zaczynają się organizować – reporterka Haaretzu Tamar Rotem wzięła udział w kilku seudot amenim, czyli swego rodzaju wieczorków błogosławieństw. Jak można się było spodziewać, konserwatywni rabini nie są zadowoleni z samodzielności kobiet.


Żydówka zapalająca szabasowe świece (fot. Getty Images)

Żydówka zapalająca szabasowe świece (fot. Getty Images)

Wieczorne spotkania dla kobiet z ultra-ortodoksyjnych społeczności stają się coraz bardziej popularne w różnych środowiskach w Izraelu. W programie jest zazwyczaj wspólny posiłek, trochę rozrywki a przede wszystkim błogosławieństwa. Ważnym elementem jest również budowanie kobiecej wspólnoty – jak relacjonuje Tamar Rotem, kilka tygodni temu podczas jednego z takich wieczorów w synagodze Letzion Rishon, dziesiątki zebranych pań zaniosło się śmiechem, kiedy prowadząca Noam Zigedon żartowała z mężów zabierających się do wymieniania żarówki: „Tak więc zajmuje mu to miesiąc lub dwa… albo rok lub dwa, nieważne. Dziękujcie mu z całego serca, wywyższajcie i uwielbiajcie go!”. Kiedy panie próbują złapać oddech, Zigedon rozpoczyna energiczną sprzedaż świec – talizmanów na dobre zdrowie, dobre życie itp. "Nie obawiajcie się, to tylko 100 szekli!” uspokaja kilkakrotnie, więc kobiety otwierają portmonetki.

Rabinka Zigedon to jedna z najlepiej prosperujących organizatorek serii wieczorków dla kobiet, zwanych seudot amenim, co można przetłumaczyć jako „posiłek z amen”. Wbrew temu, co sugeruje nazwa, posiłek nie jest wcale najważniejszym elementem spotkania, a w niektórych przypadkach może być nawet zupełnie symboliczny – ot, kilka porcyjek na plastikowym talerzyku. Tylko w przypadku większych okazji panie wspólnymi siłami przygotowują wystawny posiłek. Najważniejsze są jednak błogosławieństwa, a zwłaszcza powtarzane po każdym z nich amen, które ma moc przemieniania pecha w szczęście. Każdy rodzaj jedzenia ma swoje szczególne błogosławieństwo: "Minei mezonot" dla wypieków, "pri ha’etz” dla daktyli, błogosławieństwo uniwersalne, które można wypowiadać nad słodyczami itp.

Tego wieczoru, kiedy reporterka Haaretzu odwiedziła synagogę Rishon Letzion, na wąskich stołach wystawione były talerze pełne słodyczy, sałatek, suszonych owoców i  ciast – wszystko przygotowane przez Żydówkę, której córka wyszła za mąż w poprzedzającym tygodniu. (…) Ponieważ panna młoda, honorowy gość spotkania, dopiero w ostatnim czasie stała się religijną Żydówką, na spotkaniu pojawiło się sporo kobiet świeckich, przyjaciółek i krewnych. Spodziewały się nudnego spotkania modlitewnego, a tymczasem – jak jedna z nich powiedziała reporterce – doskonale się bawiły. Niektóre z nich poprosiły nawet o błogosławieństwo dla tych przyjaciół i członków rodziny, którzy potrzebowali szczególnej pomocy: opisywały problem w kilku słowach, a  prowadząca spotkanie ok. pięćdziesięcioletnia Zigedon natychmiast znajdywała właściwie i dowcipne błogosławieństwo. "Niechaj znajdzie się bardzo bogaty, aszkenazyjski pan młody”, powiedziała do jednej z kobiet, która skarżyła się na staropanieństwo grożące jej córce. Jeżeli któraś z pań prosiła o błogosławieństwo dla chorego członka rodziny, Zigedon natychmiast poważniała.

Podczas najważniejszej części spotkania kobiety dzielą na dwie grupy – połowa z nich recytuje błogosławieństwa nad przygotowanymi pokarmami, druga połowa odpowiada głośnym amen na każde błogosławieństwo. Potem grupy zamieniają się rolami. Racjonalną przesłanką dla tych działań jest popularne przekonanie, że powtarzane wielokrotnie na głos słowo amen (niektórzy robią to ponoć nawet 100 razy dziennie) przynosi szczęście i pomaga w zbawieniu, a ponadto może pomóc samotnej kobiecie w znalezieniu męża, bezpłodnej począć, uleczyć chorobę itp.

Dla ortodoksyjnych Żydówek „wieczorki błogosławieństw” mają też inne, równie ważne znaczenie – są w pełni uzasadnionym sposobem na spędzanie wolnego czasu poza domem. Dawniej w ultra-ortodoksyjnych rodzinach tylko mężczyźni mogli wychodzić wieczorami – aby studiować Torę czy modlić się w synagodze – podczas gdy ich żony zostawały w domu i pilnowały dzieci. Współczesne kobiety żydowskie zaczynają szukać sposobów, aby zmienić tę sytuację: wyjść z domu i spotkać się z przyjaciółkami. Na jednym z takich wieczorków, który odbywał się w mieszkaniu Modi’in, jedna z kobiet wyznała, że wyszła z domu sama, bez dzieci, po raz pierwszy od kiedy urodziło się pierwsze. Jej najmłodsza córka ma już 2 lata. Miała nawet kłopot, żeby ubrać się ładnie.

Zajęcia tego typu rozpoczęły się od spotkań grup dyskusyjnych zajmujących się zagadnieniami moralności lub fragmentami Tory, a także spotkań poświęconych wspólnemu czytaniu psalmów. Seudot amenim są częścią tego ruchu, stopniowo rozprzestrzeniającego się na społeczności ortodoksyjne. Ostatnio spotkania o charakterze religijnym przyciągają też wiele kobiet świeckich, kultywujących takie żydowskie tradycje jak odwiedzanie grobów świętych mężów czy zapalanie szabatowych świec, w przekonaniu, że nawet jeżeli w niczym to nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi.

Innym czynnikiem, który z pewnością wpływa na rosnące zaangażowanie Żydówek w podobną działalność, jest pojawianie się wśród nich kobiet prowadzących działalność gospodarczą, szukających sposobów na zwiększenie dochodów gospodarstwa domowego. Za poprowadzenie zajęć moderatorki pobierają opłatę ok. 1000 szekli, w niektórych przypadkach przekazują te pieniądze na rzecz jesziwy lub synagogi.

Według dr Ryfki Nerii Ben-Shahar ze Szkoły Komunikacji na Uniwersytecie Sapir w Negew, w Izraelu w każdy weekend odbywają się dziesiątki takich spotkań. Ben-Shahar zajmuje sięobecnie badaniami nad tym fenomenem na Uniwersytecie Brandeis w Bostonie, gdzie przebywa na stypendium. Izraelska uczona odwiedziła już kilkadziesiąt takich spotkań.

"Wokół wspólnych posiłków kobiet rozwija się swego rodzaju folklor, w którym wciąż powraca wątek wybawienia – po uczestnictwie w spotkaniu bezpłodnym kobietom udaje się zajść w ciążę a panny znajdują kawalerów” – opowiada Ben-Shahar. „Uczestniczki opowiadają sobie nawzajem takie historie. Niektórym z nich trudno uwierzyć w to, co się dzieje, ale niezależnie od ich wiary zjawisko rozwija się i staje się coraz silniejsze”.

Jedną z takich historii reporterka Haaretzu usłyszała już na dwóch spotkaniach – o mężczyźnie, który bardzo pilnie potrzebował przeszczepu wątroby. Pewnego dnia, po tym jak jego żona wzięła udział w seudot amenim, szpital poinformował, że znalazł się dawca. Małżeństwo w trakcie szaleńczej jazdy do szpitala przez zatłoczone miasto zostało zatrzymane przez policję, ale kiedy wytłumaczyli o co chodzi, zostali eskortowani do szpitala przez radiowóz na sygnale. Operacja udała się.

Jak tłumaczy Ben-Shahar, spotkania typu seudot amenim można postrzegać również jako wspólny wysiłek kobiet zachęcający do pozytywnego myślenia. „Wiara, że wypowiadane głośno słowo amen może dopomóc w zbawieniu, ma duże znaczenie w świecie pełnym chaosu” – wyjaśnia. "Jednym z potężnych aspektów tych spotkań jest przestrzeganie ustalonego porządku wykonywanych czynności – trzymamy precel, wypowiadamy nad nim błogosławieństwo i odpowiadamy amen. Kobiety modlą się, proszą o pomoc i wierzą, że błogosławieństwo naprawdę ma moc. Ten rytuał ma z pewnością dobry wpływ na uczestniczki – pomimo świadomości, że np. członek rodziny jest umierający, wierzą, że można jeszcze coś z tym zrobić”.

Jak zaznacza Ben-Shahar, we wspólnotach religijnych otwarte mówienie o tym, że podjęło się próbę wyleczenia bezpłodności nie należy do powszechnej praktyki. "A kto śmiałby mówić publicznie o swoich problemach finansowych? Na takich spotkaniach tworzy się otwarta, wyzwolona atmosfera. To nawet w stylu New Age: pomyśl o dobrych rzeczach, a przydarzą ci się dobre rzeczy. Kobiety starają się za pomocą radości i wiary dodać sobie wzajemnie siły do walki przeciwnościami, z którymi muszą się borykać. To naprawdę wzmacnia, nawet jeżeli nie wierzysz, że zapalenie świecy sprowadzi Pana Młodego czy wynajdzie organ do przeszczepu.

Często spotkania tego typu odbywają się nawet bez moderatorki. Raz w miesiącu grupa ortodoksyjnych kobiet spotyka się w Har Nof, w Jerozolimie. Michal Hershko, matka sześciorga dzieci i prawniczka z zawodu, opowiada, że zaczęły się spotykać aby uczcić pamięć czyjegoś siostrzeńca, który zmarł na raka. "Za każdym razem spotykamy się w innym domu i zawsze są jakieś nowe twarze” – opowiada. Jedna z kobiet, która regularnie bierze udział w spotkaniach w Har Nof, zaszła ostatnio w ciążę, po latach leczenia bezpłodności.

Spotkania bez moderatora mogą być dla uczestników jeszcze bardziej znaczące. Jak wyjaśnia Neria Ben-Shahar: "To jest coś prawdziwego, to jak impreza o charakterze plemiennym tylko dla dziewcząt – coś potężnego generowanego przez modlitwy i błogosławieństwa. To coś daje moc i poczucie bezpieczeństwa. Kiedy wszyscy modlą się i wypowiadają błogosławieństwa tworzy się emocjonalne poczucie wspólnoty, zbiorowe wsparcie, które potrzebne jest szczególnie kobietom, wyjątkowo obciążonym w każdym społeczeństwie”.

„W sumie to spotkania towarzyskie” – mówi Hershko, zaznaczając, że starsze kobiety zazwyczaj nie znajdują swojego miejsca na tym forum. Widocznie bardziej konserwatywna część religijnego społeczeństwa jest takim spotkaniom przeciwna, i nie wszyscy mężowie chcieliby, aby ich żona na nie uczęszczała. Rabin Dov Lior z Kiriat Arba – postać skądinąd kontrowersyjna – wydał oświadczenie, w którym zdecydowania sprzeciwia się tym spotkaniom. Kilku innych rabinów uznało, że tak częste powtarzanie błogosławieństw raczej osłabia ich moc. Poniekąd zgadza się z tym Hershko: "Nikt nam nie każe tego robić – powtarzać amen tak wiele razy. Nie ma takiego obowiązku. Może się okazać, że powtarzane tak wiele razy amen stanie się zabiegiem wyłącznie technicznym i błogosławieństwa stracą swoją wartość”.

Najwyraźniej problemem większym od zastrzeżeń typu religijnego jest to, że kobiety mogą osiągnąć zbyt wielką autonomię. „Nie rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi” – mówi ortodoksyjny Żyd, którego żona regularnie bierze udział w seudot amenim. "W Piśmie nie ma na to żadnego usprawiedliwienia” – dodaje podniesionym głosem. „Nie wiem, co one właściwie z tego mają”.

"Są zastrzeżenia do rytualnego charakteru posiłku" – tłumaczy Hershko. "Niektórzy ludzie twierdzą, że to jakiś rodzaj seansu i uznali nasze spotkania za odstręczające. Ale my prowadzimy je dla tych, którzy uważają, że są piękne. Jak ktoś chce – przychodzi, a jak nie, to nie. A nasi mężowie nas bardzo wspierają”.

Według Nerii Ben-Shahar "nie ma wątpliwości, że w tych posiłkach wyraża się istota kobiecej władzy i to jest właśnie źródłem obaw w społeczeństwie. Chodzi o to, że kobiety nie konsultują się z rabinami, twierdząc, że to rytuał, które przygotowują dla siebie same. To nasza przestrzeń. W końcu nie mamy własnego miejsca do studiowania Tory i innych obrzędów religijnych, tak jak mężczyźni".

Dla wielu kobiet, które miały do tej pory do czynienia tylko ze zwykłą rutyną codziennych modlitw i błogosławieństw, seudot amenim zapewniają poczucie religijnej odnowy – i to właśnie sprawia, że spotkania mogą być postrzegane jako wywrotowe, ponieważ to cecha społeczności odrzuconych, oddalonych od głównego nurtu, np. sekty Bratslaver. Męskie rządy w oczywisty sposób nie chcą narażać kobiet na te nowe doświadczenia, ponieważ może to wpłynąć negatywnie na ich uległość i  posłuszeństwo.

Dla Hershko empiryczny aspekt spotkań jest mniej ważny od aspektu kobiecego: "Więź pomiędzy kobietami jest czymś wyjątkowym, czymś, czego nie znajdzie się w przypadkowych relacjach w codziennym życiu. Można osiągnąć stopień otwartości, który generuje bardzo głębokie doświadczenia. Często któraś z nas zwierza się ze swoich problemów, a pozostałe oferują pomoc i wsparcie – coś mówią lub po prostu wstają i obejmują. W przypadkowych rozmowach lub w dużym gronie nie ma możliwości dzielenia się uczuciami z innymi. A w chwili, kiedy kobieta może poprosić o błogosławieństwo i amen specjalnie dla niej, zacieśniają się więzi międzyludzkie i pojawia się przestrzeń, która rozgrzewa serca”.

Tłumaczenie i opracowanie: Małgorzata Urszula Fortuna

Źródło: Tamar Rotem, Amen – without the men, „Ha'aretz” , 19.10.2011.

do druku

poleć stronę