Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Kobieta na prezydenta Egiptu

Los Angeles Times


18-02-2012 / MF

Bothaina Kamel, jedyna kobieta ubiegająca się o fotel prezydencki w Egipcie, podróżuje bez obstawy, nosi bransoletkę z napisem "Spraw, by bieda przeszła do historii" i potrafi przekrzyczeć każdego w tłumie. Nie ma szans na zwycięstwo.


Bothaina Kamel (fot. Filippo Baciocchi)

Bothaina Kamel (fot. Filippo Baciocchi)

„Chcę wywołać szok kulturowy. Tak, kobieta startuje w wyborach prezydenckich” – mówi Kamel, prezenterka telewizyjna i była żona byłego ministra kultury. „Ludzie pytają mnie, czy to w ogóle legalne, aby kobieta ubiegała się o prezydenturę. Mam nadzieję, że dam początek trendowi, że otworzę pewne drzwi. Pewna dziewczyna napisała do mnie na Twitterze: <Pani pozwala nam mieć marzenia>".

Kamel często prowadzi swoją kampanię na Placu Tahrir – jej zdaniem to miejsce idealnie oddaje ducha tego, czym może być Egipt. Im dalej od tego placu, tym rewolucyjna gorączka, która doprowadziła do obalenia Hosniego Mubaraka, wydaje się słabsza. Kraj jest zmęczony – ludzie mają dosyć ubiegłorocznych przewrotów, chcą powrotu do normalności, nieważne jak niedoskonałej, z żołnierzami na ulicach i bez kobiet w urzędach.

Choć jeszcze niedawno były awangardą ruchu protestacyjnego, przed Egipcjankami jeszcze długa droga do uzyskania wpływów i władzy w nowej ojczyźnie. W państwie o charakterze muzułmańskim, z mediami skażony zachodnim liberalizmem i elitą wojskowych przy władzy, funkcjonujących we własnym, odciętym od reszty społeczeństwa świecie medali i salutów, prawa płci okazują się niezwykle złożonym problemem. Rada wojskowa, która zastąpiła skorumpowany reżim, sprawuje surowe rządy, poniża i zastrasza opozycjonistki, żądając od nich "testów dziewictwa". W grudniu oprócz pobicia demonstrujących kobiet, siły porządkowe zrywały z nich ubrania. Obraz jednej z nich, obnażonej do niebieskiego biustonosza, stał się symbolem niedokończonej rebelii.

Bractwo Muzułmańskie i ultrakonserwatywni salafici wywalczyli ponad 70 proc. miejsc w parlamencie, co szczególnie niepokoi kobiety walczące o równość w kwestiach takich jak edukacja, czy prawo do rozwodu. Wśród 508 parlamentarzystów jest tylko 5 kobiet. W 2010 roku, w rok po tym, jak Mubarak wprowadził w życie system kwotowy, w parlamencie zasiadało 68 pań. Później wojsko zdelegalizowało parytety, dając kolejny dowód na to, że egipskie feministki mają za przeciwnika wpływowy system patriarchalny.

80-letnia Nawal Saadawi przez całe życie walczyła o prawa kobiet – jako jedna z najbardziej popularnych egipskich pisarek, przez lata opisywała w swoich książkach kobiety fikcyjne, a przy tym jak najbardziej rzeczywiste. Już same tytuły są aktem oskarżenia: m.in. "Nie ma dla niej miejsca w raju". Jej zdaniem kobiety zostały zdradzone w dzisiejszym Egipcie mułłów i generałów. „Nie słyszymy głosu kobiet” – twierdzi pisarka. „Nie wolno nam mówić. Napisałam 47 książek torujących kobietom drogę, dlaczego więc nie wolno mi mówić?”
W Egipcie jest więcej niespokojnych kobiet, młodych i zbuntowanych – tak jak ona w czasach, gdy jej ojciec walczył z brytyjskim okupantem. To wtedy obudził się w niej feministyczny bunt, który zaowocował m.in. takimi zdaniami: "Mężczyźni kontrolowali oba światy, ten ziemski i ten niebieski".

Blisko sześć dekad dzieli Saadawi i Gihan Ibrahim, blogerkę i rewolucyjną socjalistkę, która podczas ubiegłorocznych demonstracji została trafiona w plecy gumowym pociskiem. Ibrahim, podobnie jak Saadawi, wierzy, że los kobiet jest nierozłącznie związany z prawami mniejszości i ludzi pracy. „Rewolucja nie wywalczyła władzy” – mówi Ibrahim. „Wojsko prowadzi kontrrewolucję. Łatwo dostrzec prawdziwe oblicze armii po czymś takim” – mówi, wskazując zdjęcie kobiety w niebieskim biustonoszu. „Od razu wiadomo, kto jest wrogiem”.

Zdjęcie spopularyzowane na Twitterze stało się palącym dowodem na to, że kobiety, choć były symbolem rewolucji, nie odniosły z niej żadnych korzyści. Zwyczaj okaleczania genitaliów – Saadawi przeszła ten zabieg jako dziecko, później opisywała ból “palący niczym ropień” – nadal jest popularny, szczególnie na prowincji. Molestowanie seksualne jest na porządku dziennym, mimo zaostrzenia kar dla sprawców.

„Kobiety chcą, by szanowano ich prawa w takich kwestiach jak rozwód, problemy macierzyńskie, czy opieka nad dziećmi” – mówi Ibrahim, córka bogatych rodziców, która uzbrojona w kamerę wideo filmowała biedę i niesprawiedliwość społeczną w swojej ojczyźnie. „Wierzę w prawo do aborcji. Kobiety muszą mieć ten wybór. Chcemy obywatelskiego, świeckiego państwa” – tłumaczy.

Po incydencie z niebieskim stanikiem w geście solidarności ulicami przemaszerowały 3 tys. kobiet – to wydarzenie ściągnęło międzynarodową uwagę i wywarło nacisk na generałów. Nie miało jednak wystarczającej siły – pokazało jedynie, że egipski ruch feministyczny osłabiają sprzeczne ideologie i interesy. Członkinie Bractwa Muzułmańskiego, zwane siostrami, skrytykowały protesty, a maszerujące kobiety nazwały ofiarami zagranicznej manipulacji. Określenia tego często używają wojskowi i Bractwo, by zdyskredytować opozycję. Mistrzowsko krzyżując powieść z epoki wiktoriańskiej z Koranem, siostry oświadczyły, że pierwszy szereg zmian to nie jest miejsce dla kobiety.

„To obraza godności, gdy kobieta musi wyjść na ulicę, by bronić swoich praw” – twierdzi Manal Aboul Hassan, przewodnicząca komitetu kobiet przy Partii Wolności i Sprawiedliwości, organie Bractwa. „Czy taka kobieta nie ma męża, brata, albo syna, który by ją bronił?”

Oficjalnie Bractwo opowiada się za równością, jednak nie pozwala, aby kobiety obejmowały stanowiska w radzie partii. Wielu członków nie dopuszcza nawet myśli, aby kobieta, albo chrześcijanin, mogli kiedykolwiek objąć urząd prezydenta Egiptu.

Kobiety były siłą napędową strajków robotniczych w roku 2006 i dały początek rewolucji, która obaliła Mubaraka. Obok mężczyzn dławiły się gazem łzawiącym i umierały na ulicach. Ich zdaniem problem zaczyna się wtedy, gdy tę równość płci z placu Tahrir próbuje się przenieść na życie codzienne, w którym emocje i namiętności rewolucji ustępują miejsca restrykcjom wynikającym z kultury i tradycji. „Przemoc, molestowanie, izolacja, bieda: kobiety w Egipcie zmagają się z tym wszystkim” – mówi Kamel, była gospodyni programu Proszę, zrozum mnie, który w ubiegłym roku nagle zdjęto z anteny, bo jej saudyjscy sponsorzy nie życzyli sobie, by prowadziła dziennikarskie śledztwo na temat nielegalnego majątku rodziny Mubaraka. „Wiele kobiet nosi dziś nikab nie z pobożności, ale po to, by chronić się przed molestowaniem i zapewnić sobie choć trochę szacunku” – mówi.

49-letnia Kamel może pojawić się na placu Tahrir w każdej chwili. Zwykle otacza ją tłum zaciekawionych i zaniepokojonych mężczyzn – rozmawia z nimi nie jak kobieta, ale jak partyjny lider znający problemy ulicy. Mówi im, że przez powszechną korupcję żyją w biedzie i muszą zaciskać pasa. Jej zwolennicy twierdzą, że jest “kobietą wartą stu mężczyzn”. Jej przeciwnicy, w tym wielu przedstawicieli armii, mają inne określenia.

„Wojsko nie chce oddać władzy” – mówi Kamel. „Utrudniają reformy gospodarcze i polityczne. Robią wszystko, by chronić swoje interesy. Nie chcą, by rewolucja odniosła sukces”. Kamel jest wizjonerką, jej poglądy polityczne – podobnie jak poglądy wielu egipskich polityków – nadal się kształtują. Jaki ma program? – zastanawia się Saadawi, która sama przez moment ubiegała się o fotel prezydencki w 2005 roku, ale wycofała się po pogróżkach ze strony zwolenników reżimu Mubaraka. „Oczywiście zachęcam kobiety do aktywności politycznej, ale nie wszystkie. Pytam: gdzie jest jej program? Jaką ma historię? Dla mnie brzmi jak jedna z wielu partii. 45 proc. Egipcjan żyje w biedzie. Bieda dotyka kobiety znacznie bardziej niż mężczyzn. Egipt potrzebuje reform gospodarczych, społecznych i edukacyjnych. Musimy zwrócić wolność głodującym masom”.
 

Tłumaczenie artykułu ukazało się na stronach "Onetu" 17.02.2012 pt. Kobieta warta 100 mężczyzn.

Źródło: Jeffrey Fleishman, After revolution in Egypt, womens taste of equality fades, „Los Angeles Times” , 14.02.2012.

do druku

poleć stronę